Polskie programy antywirusowe - jakie antywirusy powstają w Polsce?

polskie programy antywirusowe

 

Mało kto pamięta, że zanim na polskich komputerach zagościły zachodnie kombajny bezpieczeństwa, to właśnie rodzimi programiści bronili nas przed wirusami. Mówię tu przede wszystkim o dwóch nazwach: wcześniej mks_vir oraz potem Arcabit. To one, a właściwie to jedna historia, bo dziś są ze sobą ściśle powiązane, stanowią właściwie cały dorobek polskiej branży antywirusowej w segmencie konsumenckim.

mks_vir - dziadek polskiej informatyki bezpieczeństwa

Zacznijmy od korzeni. A korzenie sięgają naprawdę głęboko, bo aż do 1987 roku. Tak, dobrze czytacie. Kiedy w Polsce dopiero raczkował dostęp do komputerów osobistych, kiedy PRL chylił się ku upadkowi, a o internecie nikt jeszcze nawet nie marzył, pewien warszawski informatyk już wtedy postanowił napisać program, który miał chronić komputery przed złośliwym kodem.

Tym człowiekiem był Marek Sell. To on, na warszawskim Ursynowie, stworzył pierwszą wersję programu, który z czasem stał się legendą - mks_vir. Działał w systemie DOS, bo innego wtedy po prostu nie było. Powstał jako odpowiedź na realną potrzebę - wirusy komputerowe, choć jeszcze w formie dość prymitywnej jak na dzisiejsze standardy, zaczynały już wtedy stanowić problem, a na polskim rynku nie było absolutnie żadnego rodzimego narzędzia, które mogłoby z nimi walczyć.

I tu warto się zatrzymać na chwilę, bo to jest naprawdę imponujące. mks_vir to nie tylko pierwszy polski program antywirusowy. To jeden z pierwszych antywirusów na świecie w ogóle. Mówimy tu o czasach, kiedy nawet zachodnie firmy dopiero raczkowały w tym temacie. Polska myśl techniczna była więc w tej dziedzinie zaskakująco na czasie, co zresztą pokazuje, że nasi programiści od zawsze mieli głowę do informatyki, tylko brakowało im (i wciąż czasem brakuje) kapitału i wsparcia biznesowego, żeby przekuć to w globalny sukces.

Złota era - lata 90.

Prawdziwy rozkwit mks_vir przypadł na pierwszą połowę lat 90. To był czas, kiedy program praktycznie zdominował polski rynek komputerów osobistych. Trzeba pamiętać, że wtedy internet w Polsce dopiero raczkował, a wirusy rozprzestrzeniały się głównie za pomocą dyskietek. Tak, tych plastikowych, "kwadratowych" nośników, które dziś kojarzą się już wyłącznie z ikonką "zapisz" w programach biurowych. Instalator mks_vir dla MS-DOS, z wbudowanymi sygnaturami wirusów i całym leksykonem zagrożeń, trafiał do użytkowników właśnie na takich dyskietkach.

I tu pojawia się coś, co dla dzisiejszego czytelnika może wydać się banalne, ale wtedy było prawdziwą rewolucją: mks_vir był programem w pełni spolszczonym. Brzmi to jak drobiazg, prawda? A jednak w czasach, kiedy większość oprogramowania było wyłącznie w języku angielskim, polski interfejs i polska dokumentacja stanowiły ogromną wartość dodaną. Przeciętny użytkownik komputera w Polsce na początku lat 90. średnio znał angielski - to była zupełnie inna rzeczywistość niż dziś. mks_vir mówił do niego "po ludzku", po polsku, i to był jeden z kluczowych powodów jego popularności.

W szczytowym okresie mks_vir miał na polskim rynku programów zabezpieczających aż 18% udziałów. To ogromny wynik, jeśli weźmiemy pod uwagę, że konkurował z markami, które już wtedy zaczynały budować globalną obecność. Charakterystyczna grafika programu i słynny "robak" - maskotka mks_vir - stały się prawdziwym symbolem polskiej branży antywirusowej tamtych czasów.

Przełomowym momentem był program mks_vir 2000. Wersja, nad którą pracowali najlepsi ówcześni polscy programiści i specjaliści od bezpieczeństwa komputerowego. Firma przez lata gromadziła wokół siebie prawdziwe talenty - ludzi, którzy niejednokrotnie przecierali szlaki w dziedzinie, która w Polsce dopiero się kształtowała.

Zmierzch i upadek

No dobrze, ale skoro było tak dobrze, to dlaczego dziś mało kto o tym pamięta? Tu zaczyna się smutniejsza część tej opowieści.

Wraz z rozwojem internetu i coraz silniejszą ekspansją zagranicznych gigantów - Nortona, McAfee czy ESET-a - presja konkurencyjna na małą, polską firmę robiła się coraz większa. Mks_vir po prostu zaczął zostawać w tyle. Zachodnie firmy dysponowały nieporównywalnie większym budżetem na badania, rozwój, marketing i utrzymanie globalnej infrastruktury do analizy zagrożeń. Polska spółka, mimo najszczerszych chęci i realnego talentu zespołu, nie miała szans w tym wyścigu zbrojeń.

Sytuacja z roku na rok pogarszała się coraz bardziej, aż w 2010 roku firma trafiła oficjalnie w ręce syndyka masy upadłościowej. W gazetach szukano wtedy kupców na składniki majątku, w tym na samą markę mks_vir, która przecież wciąż miała pewną wartość i sentymentalną, i rynkową. To musiał być bolesny moment dla wszystkich, którzy przez lata budowali tę markę.

Arcabit przejmuje pałeczkę

I tu na scenę wkracza Arcabit - warszawska spółka, która w 2012 roku przejęła prawa do marki mks_vir.

Sam Arcabit zresztą wcześniej działał pod marką ArcaVir. To właśnie pod tą nazwą firma budowała swoją pozycję na rynku, oferując produkty dopasowane do różnych grup odbiorców: klientów indywidualnych, firm, korporacji, a nawet placówek edukacyjnych i urzędów. W 2014 roku nastąpiła zmiana nazewnictwa. ArcaVir Internet Security stał się po prostu Arcabit Internet Security, co miało ujednolicić markę i skojarzyć produkt bezpośrednio z nazwą spółki.

Po przejęciu mks_vir Arcabit próbował reaktywować tę legendarną markę. Pierwsza próba w 2012 roku nie do końca się powiodła. Program został wycofany ze sprzedaży niedługo po premierze. Kolejne podejście nastąpiło w 2016 roku, kiedy zapowiedziano zupełnie nową wersję mks_vir. Na początku udostępniono jedynie skaner online oparty na technologii ActiveX, ale z czasem marka mks_vir wróciła do pełnoprawnej sprzedaży jako osobny produkt - swego rodzaju polskojęzyczna, "flagowa" wersja technologii rozwijanej przez Arcabit.

Jak to właściwie działa dziś?

Tu dochodzimy do ciekawego, choć nieco kontrowersyjnego aspektu współczesnych polskich antywirusów. Zarówno Arcabit, jak i mks_vir, w swojej obecnej formie, opierają silnik detekcji na technologii Bitdefender - rumuńskiego giganta branży cyberbezpieczeństwa. Brzmi to trochę jak zaprzeczenie idei "polskiego antywirusa", prawda? Ale spokojnie, to nie jest tak proste.

Po pierwsze, korzystanie z cudzego silnika antywirusowego to standardowa praktyka w branży. Wiele mniejszych firm na całym świecie robi dokładnie to samo, bo zbudowanie w pełni autorskiego, konkurencyjnego silnika detekcji od zera to koszt liczony w dziesiątkach milionów dolarów rocznie, na sam rozwój bazy sygnatur i systemów heurystycznych. Nie każda firma, nawet duża, może sobie na to pozwolić.

Po drugie - i to jest kluczowe, Arcabit nie ogranicza się do prostego "przepakowania" cudzej technologii. Firma dokłada własne, autorskie mechanizmy ochronne, jak choćby wspomniany system RoundKick - rozwiązanie typu EDR (Endpoint Detection and Response), które ma za zadanie wykrywać nieznane wcześniej zagrożenia na podstawie analizy zachowania, a nie tylko sygnatur. To jest właśnie ta polska "wartość dodana" - warstwa, którą polscy inżynierowie budują na bazie zewnętrznego silnika.

Co więcej, nowsze wersje mks_vir - jak choćby edycja Internet Security 2026 - reklamowane są jako produkty wyposażone w dwa niezależne silniki antywirusowe działające równolegle: autorski silnik mks_vir oraz zewnętrzny silnik partnerski. To dość unikalne podejście, rzadko spotykane nawet w produktach dużo większych, zagranicznych producentów.

Do tego dochodzi coś, czego zwyczajnie nie dostaniemy od zagranicznych gigantów: pełne wsparcie techniczne w języku polskim, interfejs zaprojektowany od podstaw z myślą o polskim użytkowniku oraz co ciekawe, baza zagrożeń uwzględniająca specyfikę ataków wymierzonych akurat w polską cyberprzestrzeń. To nie jest bez znaczenia. Cyberprzestępcy często dostosowują swoje kampanie do konkretnego kraju - phishing podszywający się pod polskie banki, polskie urzędy czy polskie firmy kurierskie to codzienność. Producent, który na co dzień obserwuje właśnie ten segment rynku, może reagować na takie zagrożenia szybciej i celniej niż globalny koncern, dla którego Polska to jeden z wielu, niekoniecznie priorytetowych rynków.

Gdzie to wszystko powstaje? Polska produkcja software'owa

To jest moment, w którym warto zrobić małą dygresję na temat tego, co w ogóle oznacza "produkcja" oprogramowania i dlaczego to ma znaczenie dla polskiej gospodarki.

W przeciwieństwie do fabryki samochodów czy zakładu produkującego meble, firma software'owa nie potrzebuje hal produkcyjnych ani linii montażowych. Jej "fabryką" są biura pełne programistów, analityków bezpieczeństwa i specjalistów od utrzymania infrastruktury serwerowej. Arcabit, z siedzibą w Warszawie, to właśnie taki rodzaj przedsiębiorstwa - zespół ludzi, którzy każdego dnia analizują nowe próbki złośliwego oprogramowania, aktualizują bazy sygnatur, testują nowe mechanizmy ochronne i utrzymują infrastrukturę chmurową odpowiedzialną za szybkie reagowanie na zagrożenia.

I choć to nie jest fabryka w klasycznym rozumieniu tego słowa, to efekt ekonomiczny jest analogiczny do tego, co dają tradycyjne zakłady produkcyjne: stabilne miejsca pracy dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów, którzy zostają w Polsce zamiast emigrować do pracy dla zachodnich korporacji, podatki płacone w polskim systemie, oraz co może najważniejsze z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego - suwerenność technologiczna w obszarze, który dziś ma znaczenie strategiczne.

Podsumowanie

Polska branża antywirusowa to w gruncie rzeczy historia jednej, uporczywej idei, która przetrwała ponad trzy dekady, mimo licznych przeciwności. Zaczęła się od Marka Sella i jego DOS-owego programu w 1987 roku, przeżyła złoty okres w latach 90. z osiemnastoprocentowym udziałem w rynku, upadła w 2010 roku pod naporem globalnej konkurencji, a następnie odrodziła się. Choć w innej, zmodyfikowanej formie, bo pod skrzydłami warszawskiej spółki Arcabit.

Dziś oba produkty, Arcabit i mks_vir, funkcjonują niejako równolegle, oferując polskim użytkownikom rozwiązanie łączące sprawdzoną, zewnętrzną technologię detekcji z autorskimi, polskimi mechanizmami ochronnymi, pełnym wsparciem w naszym języku i uwzględnieniem specyfiki krajowego krajobrazu zagrożeń. W czasach, gdy praktycznie każda kategoria oprogramowania jest zdominowana przez zagraniczne koncerny, fakt, że w Polsce wciąż istnieje i rozwija się rodzimy producent antywirusów, zasługuje na uznanie i choćby chwilę uwagi.

Następnym razem, kiedy będziecie wybierać oprogramowanie chroniące wasz komputer, warto poświęcić chwilę na rozważenie polskiej opcji. Nie tylko z powodów sentymentalnych czy patriotycznych, ale dlatego, że to realny wybór, który wspiera krajową gospodarkę, polskie miejsca pracy i polską niezależność technologiczną w dziedzinie, która z każdym rokiem nabiera coraz większego strategicznego znaczenia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz