Kto produkuje rajstopy Gatta? Historia znanej polskiej marki

 

rajstopy gatta

Znasz ten moment? Stoisz w salonie z bielizną albo przy półce w drogerii, w ręku masz parę rajstop z kotem na opakowaniu i nagle łapiesz się na pytaniu: czyje to właściwie jest? Czy Gatta to jeszcze polska firma, czy może kolejna marka, która kiedyś była nasza, a dziś należy do jakiegoś zagranicznego koncernu?

Spokojnie, mam dobrą wiadomość. Gatta jest polska i szyje się, a właściwie „dzieje się”, w Polsce. Szczegóły są jednak ciekawsze, niż myślisz. Jest w nich fabryczne miasto w środku kraju, kryzys, który mógł zakończyć się upadłością, oraz wizyta jednej z największych gwiazd pop w historii.

Kto produkuje rajstopy Gatta? Krótka odpowiedź

Rajstopy Gatta produkuje Ferax sp. z o.o., polska spółka z siedzibą w Zduńskiej Woli w województwie łódzkim. Ferax jest właścicielem marki Gatta i to on odpowiada za produkcję, projektowanie kolekcji, marketing oraz własną sieć salonów. Spółka działa od 1993 roku, a według informacji publikowanych przez markę produkty powstają w polskich zakładach pod własną kontrolą jakości.

gatta polska marka

To, co ważne dla każdego, kto lubi wspierać rodzimych producentów: firma nie jest „polska tylko z nazwy”. Główny zakład, dział sprzedaży i marketingu mieszczą się w jednym mieście, a nie w azjatyckim hubie logistycznym.

Zduńska Wola, czyli rajstopowa stolica Polski

Zduńska Wola nie jest metropolią. To miasto średniej wielkości, położone niedaleko Łodzi i Sieradza. Łódzkie ma jednak w genach przemysł włókienniczy. Fabryki tkanin i odzieży były tu od dziesięcioleci tym, czym kopalnie na Śląsku. Kiedy w latach 90. polska gospodarka przechodziła transformację, wiele zakładów włókienniczych padło. Ferax należał do tych, którym udało się nie tylko przetrwać, ale też zbudować coś większego.

Zakłady Ferax w Zduńskiej Woli to trzy fabryki przy ulicach Szadkowskiej, Ceramicznej i Długiej. Powstają tam wyroby pończosznicze i skarpety, a także odzież termoaktywna, kostiumy kąpielowe i bielizna sportowa. Wchodzą w to także rajstopy i pończochy, czyli to, z czego Gatta jest znana najbardziej.

A tak wygląda produkcja rajstop Gatta:


Dlaczego to ważne? Bo gdy producent ma fabryki w jednym miejscu, tworzy się wokół niego ekosystem. Pracownicy z okolicznych miejscowości, firmy transportowe, dostawcy przędzy, serwisanci maszyn, lokalne sklepy i usługi.

Od 1993 roku: jak zaczęła się historia Gatty

Gatta, według informacji marki, istnieje od 1993 roku. Dla porównania: to czasy pierwszych prywatnych telewizji, kaset VHS w wypożyczalniach i pierwszych centrów handlowych, które dopiero zaczynały zmieniać polskie zakupy. Polki szukały wtedy w sklepach czegoś więcej niż siermiężnych, szarych rajstop z PRL-u. Chciały wyboru, koloru, lepszej jakości i opakowania, które wygląda jak z zachodniej witryny.

Gatta weszła w tę lukę. Rozbudowywała park maszynowy, inwestowała w technologię i szybko zdobyła pozycję lidera wśród polskich producentów rajstop. Marka od lat rozszerza ofertę i na własnej stronie podkreśla, że łączy rajstopy, bieliznę i odzież sportową w jednym miejscu. Do tego dochodzi technologia bielizny bezszwowej 3D Seamless, certyfikaty OEKO-TEX® potwierdzające bezpieczeństwo materiałów oraz eksport do krajów takich jak Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania.

Kot, Steczkowska i reklamy, które zna cała Polska

Zanim przejdziemy do trudniejszych momentów, jeszcze jedna rzecz, którą pamięta pewnie każdy, kto kiedykolwiek włączył radio. Kot. Symbol marki Gatta, który pojawia się w większości spotów reklamowych. Marka nawet o nim mówiła, że to bardzo wymagający aktor, który przy planie zdjęciowym potrafi być prawdziwą divą.

Przez lata Gatta stawiała też na rozpoznawalne twarze. Justyna Steczkowska wystąpiła w reklamach marki w 2000 i 2009 roku, a potem pojawiła się w kolejnych kampaniach, między innymi w radiowo-internetowej akcji Bye Cellulite z 2016 roku. Ciekawostka marketingowa: wtedy firma po raz pierwszy przeniosła kampanię z telewizji do internetu, tłumacząc to intymniejszym odbiorem medium przy produktach kobiecych.

Britney Spears w Polsce: kampania, o której do dziś się mówi

Zacznijmy od ważnego niuansu, bo wokół tej historii narosło sporo uproszczeń. Britney nie promowała rajstop Gatta. Powodem jej wizyty była kolekcja bielizny nocnej The Intimate Britney Spears, którą piosenkarka zaprojektowała we współpracy ze skandynawską marką CHANGE Lingerie. W Polsce kolekcja trafiła do salonów Gatta (oraz CHANGE Lingerie), a premiera odbyła się 24 września 2014 roku w Warszawie, przy okazji otwarcia nowego salonu Gatta w Złotych Tarasach.

A tak to wyglądało:


Dlaczego o tym piszę tak szczegółowo? Bo ta kampania pokazuje coś ważnego o polskiej firmie. Marka ze Zduńskiej Woli, nie globalny gigant o budżecie liczonym w setkach milionów dolarów, potrafiła ściągnąć do Warszawy jedną z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd pop na świecie. I zrobiła to w stylu bardzo „po swojemu”: z radiem, polskim lektorem i akcją charytatywną na koniec.

Jaki wpływ ma Gatta na polską gospodarkę?

Przejdźmy z poziomu rajstop na poziom makro. Co firma taka jak Ferax znaczy dla kraju?

Miejsca pracy. W szczytowym momencie mówiło się o około dwóch tysiącach zatrudnionych, później o ponad tysiącu czterystu w samej Zduńskiej Woli, a po restrukturyzacji o ponad tysiącu dwustu. Niezależnie od liczby, to jeden z największych prywatnych pracodawców w mieście.

Łańcuch dostaw. Blisko 500 dostawców i kooperantów to nie jest abstrakcja. To firmy transportowe, producenci opakowań, dostawcy surowców i usług technicznych. Produkcja w Polsce oznacza, że spora część tych pieniędzy krąży w polskiej gospodarce, a nie ucieka za granicę.

Podatki i składki. Przy kilku tysiącach osób w łańcuchu zatrudnienia to ogromne wpływy do ZUS i do budżetu, także lokalnego.

Eksport. Gatta sprzedaje na rynkach europejskich, a według jednych opisów także w USA i Australii. Każda para rajstop wysłana za granicę to mały plus w polskiej bilansie handlowym.

Wizerunek polskiego przemysłu. I tu dochodzimy do czegoś, o czym rzadko się mówi. W czasach, gdy sporo odzieży powstaje daleko stąd, firma, która wciąż produkuje u nas, jest dowodem, że „made in Poland” to nie slogan z kampanii, tylko coś, co da się utrzymać.

Dlaczego warto znać historię marek, które kupujesz?

Zatrzymajmy się na chwilę. Wiem, że to „tylko rajstopy”. Ale kiedy wiesz, że za jedną parą stoją fabryki w Zduńskiej Woli, setki rodzin, lata walki o przetrwanie, kampania z Britney Spears i kot w reklamie, to nawet zwykły zakup zaczyna mieć trochę inny smak. Kupujesz wtedy nie tylko produkt, ale też kawałek polskiej historii przemysłowej.

I nie chodzi o to, żeby kupować wszystko „na siłę” polskie. Chodzi o świadomość. O to, żebyś umiał odpowiedzieć sobie na pytanie, dokąd idą Twoje pieniądze, i żebyś mógł to robić z uśmiechem, a nie z poczuciem, że ktoś Cię wprowadził w błąd.

Następnym razem, gdy sięgniesz po rajstopy z kotem na opakowaniu, wiesz już, kto za nimi stoi. A jeśli ktoś zapyta Cię, czy Gatta to nadal polska marka, możesz powiedzieć: tak, i to z fabryki, która przeszła więcej, niż się wydaje.


Polscy producenci kosmetyków jaki mają udział w krajowym rynku?

 

firmy kosmetyczne w polsce

Ten artykuł powstał w głównej mierze dzięki raportowi „Kosmetyczna Polska 2025". Przygotował go Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego razem z think tankiem WiseEuropa, a opublikowano go w październiku 2025 roku. Znalazłem tam sporo liczb, które mogą zmienić to, jak myślisz o rodzimej branży. Podzielę się nimi bez nudnych tabelek, za to z konkretnymi markami, fabrykami i pieniędzmi.

Polski rynek kosmetyczny w 2024 roku: najszybciej rosnący w całej Unii Europejskiej

W 2024 roku wartość polskiego rynku kosmetyków wzrosła o 16,8% rok do roku. To najlepszy wynik w całej Unii Europejskiej. Dla porównania średnia unijna wyniosła 8,5%, a Niemcy zanotowały 6,9%, Włochy też 6,9%, a Francja zaledwie 4,0%. Nawet Bułgaria (10,2%) i Węgry (9,8%), które też gonią zachód, zostały z tyłu.

Jak duży jest ten rynek w euro? Około 5,8 mld EUR. To daje nam piąte miejsce w UE i 6,6% udziału w unijnym rynku. Jeszcze w 2014 roku mieliśmy 4,9%, więc awans widać gołym okiem. Przez ostatnią dekadę polski rynek urósł o 98%, podczas gdy cały unijny o niecałe 45%. Od wejścia do Unii jego wartość wzrosła prawie trzykrotnie.

Ale rynek to jedno, a pytanie z tytułu to drugie. Kto na tym wzroście zarabia? Zagraniczne koncerny, które sprzedają u nas swoje globalne marki? Czy może firmy, których założyciele są Polakami, płacą podatki w Polsce i zatrudniają ludzi z sąsiedniego powiatu?

Odpowiedź może cię zaskoczyć.

Polski kapitał w branży kosmetycznej: 74% firm, 65% zysku

To najważniejszy fragment raportu, więc przeczytaj go dwa razy. Według autorów opracowania:

  • 74% firm produkujących kosmetyki to przedsiębiorstwa z przewagą kapitału polskiego,

  • generują one 45% przychodów całej branży,

  • i aż 65% zysku netto.

Zatrzymajmy się przy tym. Trzy na cztery firmy w tym sektorze mają polskich właścicieli. To nie jest więc branża, w której my tylko dokładamy rękę do cudzych marek. To branża, w której po prostu gramy u siebie.

Muszę tu jednak być uczciwy, bo ta statystyka ma dwie strony. Polskie firmy generują 45% przychodów, czyli mniej niż połowę. Oznacza to, że większe przychody mają ci najwięksi gracze, często zagraniczni, z potężnymi globalnymi brandami. Ale spójrz na zysk. Polskie firmy zostawiają w kraju prawie dwie trzecie zysku netto całego sektora. Innymi słowy: zarabiają mniej na sprzedaży, ale więcej na czysto. To wynik sprytniejszego zarządzania, o czym za chwilę.

Pytanie, które zadajesz sobie pewnie teraz: jak to możliwe, że mniejszy udział w przychodach daje większy udział w zysku?

Sekret polskich marż: własna marka od fabryki po półkę

Raport mówi o tym wprost. Średnia marża netto branży kosmetycznej w latach 2013–2024 wyniosła 8,1%. Dla porównania cały polski przemysł przetwórczy osiągnął w tym czasie 4,5%. To niemal dwa razy więcej.

Skąd ta przewaga? Autorzy wskazują kilka powodów, ale jeden wybija się na pierwszy plan: silne własne marki. Polski producent często nie tylko wytwarza krem, ale też sam go promuje, rozprowadza i sprzedaje. Kontroluje cenę na ostatnim etapie łańcucha, tam, gdzie zostaje największa część pieniędzy. Zamiast oddawać ją pośrednikom, zatrzymuje ją u siebie.

Wiele firm działa też w modelu mieszanym. Robią kosmetyki pod swoją marką, a jednocześnie przyjmują zlecenia od innych podmiotów. Dzięki temu linie produkcyjne nie stoją puste, a przychody nie zależą od jednego źródła. To praktyczne podejście, bez wielkich słów, ale z konkretnym efektem na koncie.

Do tego dochodzi kilka czynników, które aż się proszą o wymienienie:

  • Niska energochłonność. Energia to tylko 1,4% kosztów operacyjnych branży, a w całym przetwórstwie średnio 3,0%. Kryzys energetyczny ominął więc kosmetyki szerokim łukiem.

  • Niskie zadłużenie. Kapitał obcy to 38% finansowania, wobec 45% w przemyśle. Firmy w dużej mierze utrzymują się z własnych zysków.

  • Stabilny popyt. Krem, szampon i dezodorant to dobra, bez których nikt nie żyje. Podczas pandemii i kryzysów ludzie nadal się myli i pielęgnują.

  • Konkurencyjne koszty pracy i materiałów, które pomagają w eksporcie.


Top 10 polskich marek kosmetycznych: kto jest kim

Teraz to, na co pewnie czekasz: nazwy. Zanim jednak je wymienię, jedna ważna uwaga metodologiczna. Raport „Kosmetyczna Polska 2025" nie publikuje rankingu firm według udziału w rynku. Skupia się na danych zbiorczych, a nie na pojedynczych przedsiębiorstwach. Dlatego poniższa dziesiątka to mój wybór najbardziej rozpoznawalnych polskich marek. Wszystkie znajdziesz też na liście członków Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, którą opublikowano na końcu raportu.

1. Dr Irena Eris. Klasyka klasyki. Firma powstała w latach 80. i ma siedzibę w Piasecznie pod Warszawą. Znasz ją pewnie z drogerii i gabinetów, a do tego pod jej szyldem działa dermokosmetyczna marka Pharmaceris. To przykład polskiej rodzinnej firmy, która wyrosła na silnego gracza w segmencie premium.

2. Ziaja. Gdańska marka, którą w Polsce zna chyba każdy. Rodzinne przedsiębiorstwo działa od 1989 roku i słynie z dostępnych cenowo kosmetyków, które trafiły do milionów domów. Jeśli kupowałeś kiedyś mydełko z kozim mlekiem, możliwe, że to ich produkt.

3. Inglot. Przemyśl, rok 1983. Makijażowa marka, która z południowo-wschodniego krańca Polski zdobyła własne butiki w wielu krajach świata. To wyjątkowa historia, bo kolorówka to segment zdominowany zwykle przez francuskie i amerykańskie koncerny.

4. Oceanic. Gdyńska spółka, za którą stoi między innymi popularna marka AA. Oceanic to jeden z największych polskich producentów kosmetyków, obecny w drogeriach praktycznie w całym kraju.

5. Bielenda. Toruńska firma, która od lat buduje pozycję na kosmetykach pielęgnacyjnych i maseczkach. Rozpoznasz ją po jaskrawych opakowaniach w sklepach.

6. Eveline Cosmetics. Wielka marka popularnej kolorówki i pielęgnacji w przystępnych cenach. Jej produkty, zwłaszcza kosmetyki do makijażu i odżywki do paznokci, od lat sprzedają się w drogeriach w milionach sztuk.

7. Delia Cosmetics. Poznańska firma kojarzona przede wszystkim z pielęgnacją i stylizacją paznokci oraz kosmetykami kolorowymi. A skoro polski rynek manicure należy do największych w regionie (o tym za chwilę), Delia jest we właściwym miejscu we właściwym czasie.

8. Dax Cosmetics. Producent z Kutna, jeden z większych zakładów w Polsce. Jest też wśród członków związku branżowego, a jego marka kosmetyków to stały bywalec drogeryjnych półek.

9. Farmona. Krakowska firma, która stawia na szeroką ofertę pielęgnacji ciała, włosów i twarzy. Farmona jest mocno obecna w drogeriach i na platformach internetowych.

10. Joanna. Prawdziwy weteran. Farby do włosów, rozjaśniacze, depilacja, odżywki. Marka, którą pamiętają jeszcze nasze mamy i babcie, a dziś znowu rośnie w siłę dzięki młodszym klientkom.

Czy to są dokładnie dziesięć największych polskich firm co do przychodów? Tego nie wiem, i raport tego nie rozstrzyga. Ale to marki, które widzisz na co dzień, i każda z nich ma polski rodowód.

A co z mniejszymi graczami? Tu dzieje się najwięcej

Wielkie nazwy to tylko wierzchołek góry lodowej. Spójrz na tę liczbę: w 2024 roku w Polsce było zarejestrowanych 1320 firm produkujących kosmetyki, a 91% z nich to mikroprzedsiębiorstwa (do 9 pracowników).

W 2015 roku było ich 887. W dekadę przybyło więc 433 nowych podmiotów, i to prawie wyłącznie mikrofirm. Małych i średnich ubywało, a mikro rosło jak na drożdżach. Raport zauważa, że to świadczy o stałej atrakcyjności branży dla przedsiębiorców.

Kim są ci mali gracze? Wystarczy przejrzeć listę członków związku, by trafić na polskie nazwy, które w ostatnich latach zrobiły wrażenie na rynku. Są tam między innymi:

  • Miraculum z Krakowa, stara marka z długą historią,

  • Pollena (z linią Eva) i Ava, laboratoria o tradycjach sięgających PRL-u,

  • Bell, Paese, Hean, Marion, marki kolorówki i pielęgnacji,

  • Sylveco, Organique, Mincer Pharma, Mokosh, kosmetyki naturalne i dermokosmetyki,

  • Resibo, Nacomi, Clochee, Bandi, Yope (dwie ostatnie lub trzy wśród markek młodszego pokolenia, które często zaczynały od internetu).

Wiele z nich nie ma jeszcze globalnych ambicji. Ale razem tworzą ekosystem, który napędza innowacje, bo mała firma musi być szybka. Zmienia recepturę w tydzień, a nie w rok. Reaguje na trend z mediów społecznościowych, zanim duży koncern zdąży zwołać spotkanie.

Raport pokazuje, że ta energia ma realne oparcie w liczbach: 85% firm deklaruje, że w ostatnich latach pracowało nad wdrożeniem innowacji, a 25% przeznacza na ten cel ponad 10% swojego budżetu.

Fabryki w Polsce: 794 zakłady i prawie 20 tysięcy miejsc pracy

Marka to jedno. Ale w tym artykule chodzi też o to, co się dzieje fizycznie na polskiej ziemi: gdzie stoją hale, kto stoi przy linii produkcyjnej i ile osób dzięki temu ma pracę.

Liczby z raportu są konkretne:

  • Według danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego w 2023 roku w Polsce działało 794 zakładów wytwarzających i konfekcjonujących produkty kosmetyczne. W 2013 roku było ich 241. To ponad trzykrotny wzrost.

  • Sektor produkcji kosmetyków zatrudniał bezpośrednio 19,3 tys. osób (dane za 2022). Raport mówi o „niecałych 20 tysiącach".

  • Pod względem zatrudnienia w produkcji kosmetyków Polska jest czwarta w całej UE i odpowiada za 9,7% unijnego zatrudnienia w tym sektorze. Wyprzedzają nas tylko Francja, Niemcy i Włochy.

  • Jeśli doliczyć dystrybucję i sprzedaż, cała branża daje pracę ponad 65 tysiącom osób.

  • A efekt mnożnikowy? Autorzy szacują, że wpływ kosmetyków na zatrudnienie w całej gospodarce to 140–160 tys. miejsc pracy.

Czyli co? Fabryka kosmetyków w mieście powiatowym to nie tylko hala. To także dostawcy opakowań, drukarnie etykiet, firmy transportowe, laboratoria, agencje reklamowe. A po drugiej stronie zakupy w lokalnych sklepach za pensję z fabryki.

Eksport: polskie kosmetyki na światowych półkach

Teraz coś, co potrafi zaskoczyć nawet osoby z branży. Polska jest dziewiątym największym eksporterem kosmetyków na świecie i piątym w Unii Europejskiej.

W 2024 roku wartość eksportu polskich kosmetyków osiągnęła rekordowe 6,0 mld EUR. Po odjęciu importu zostaje nadwyżka handlowa 2,3 mld EUR. Eksport kosmetyków urósł w tym roku o 5,5%, podczas gdy cały polski eksport towarów wzrósł zaledwie o 1,2%. Kosmetyki stanowią 1,7% całego eksportu Polski, czyli więcej niż średnio na świecie (0,7%) i w UE (1,2%).

A w czym jesteśmy naprawdę mocni? Raport podaje, że Polska jest:

  • drugim największym eksporterem produktów do higieny jamy ustnej w UE (16,4% unijnego eksportu),

  • trzecim eksporterem mydła toaletowego (14,7%),

  • czwartym eksporterem kosmetyków do pielęgnacji skóry oraz do golenia, dezodorantów i żeli pod prysznic,

  • siódmym eksporterem produktów do włosów i perfum.

Dwie trzecie eksportu (67%) trafia do krajów UE, a największym partnerem są Niemcy (22,2%). Ale tu pojawia się ważny niuans. Eksport robią zarówno polskie, jak i zagraniczne firmy z fabrykami w Polsce, więc nie wszystko, co wyjeżdża z kraju, to dzieło rodzimych właścicieli. Tyle że raport pokazuje jedno: polskie zakłady są cenionym i konkurencyjnym miejscem do produkcji kosmetyków. Dla firm z polskim kapitałem to dowód, że ich produkty bronią się nie tylko ceną, lecz także jakością.

Dla Twojego własnego wyobrażenia: sektor sprzedaje za granicę około 44% swoich przychodów (dane dla firm powyżej 9 pracowników w 2024 roku). To prawie co drugi wyprodukowany kosmetyk.

Podsumowanie: polskie kosmetyki to nie nisza, tylko filar

Wróćmy do kosmetyczki, od której zaczęliśmy. Jeśli teraz spojrzysz na te wszystkie tubki, słoiczki i buteleczki, możesz je zobaczyć trochę inaczej. Nie tylko jako produkty, ale jako element ogromnej, dobrze naoliwionej gospodarczej maszyny.

Oto, co zostaje z raportu w głowie:

  1. 74% producentów kosmetyków w Polsce to firmy z przewagą polskiego kapitału.

  2. Generują one 45% przychodów i 65% zysku netto całej branży.

  3. Rynek rośnie najszybciej w UE (16,8% w 2024 roku) i jest piątym co do wielkości w Unii.

  4. W kraju działa 1320 firm i 794 zakłady produkcyjne, które dają pracę prawie 20 tysiącom osób bezpośrednio, a w całym łańcuchu ponad 65 tysiącom.

  5. Eksport sięgnął rekordowych 6,0 mld EUR, a Polska jest dziewiątym eksporterem kosmetyków na świecie.

  6. Branża jest rentowna, mało zadłużona i innowacyjna, ale powinna inwestować więcej.

Czy polskie firmy kosmetyczne dominują na własnym rynku pod względem przychodów? Nie do końca, i nie ma sensu udawać. Ale czy są w nim bardzo silnie reprezentowane, zarabiają większość zysku i trzymają produkcję w kraju? Zdecydowanie tak. A to jest właśnie ta część, która zostaje w polskiej gospodarce: pensje, podatki, inwestycje i miejsca pracy.

Następnym razem, kiedy stanie przed tobą wybór między znanym zagranicznym brandem a polską marką z półki obok, przynajmniej będziesz wiedzieć, co za nią stoi.



Źródło danych liczbowych: Kosmetyczna Polska. Raport o stanie branży kosmetycznej 2025, Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego i WiseEuropa, Warszawa, październik 2025.