Jak duża jest polska branża motoryzacyjna?

 

polska branża motoryzacyjna

Gdy mówi się o polskim przemyśle motoryzacyjnym, większość ludzi myśli od razu o fabrykach Stellantisa w Tychach, Volkswagenie w Poznaniu albo Toyocie w Wałbrzychu. I trudno się dziwić, to właśnie te gigantyczne zakłady dominują w statystykach produkcyjnych. Ale czy wiesz, że za tym wielkim murem zagranicznych marek kryją się też całkiem sporzy polscy gracze? Firmy zbudowane polskim kapitałem, polskim pomysłem i często polskim uporem od zera?

Zanim jednak przejdziemy do tego, co naprawdę polskie w tej branży, sprawdźmy, jak wielki jest ten tort, o którym rozmawiamy.


Gigant na skalę europejską - liczby, które robią wrażenie

Polska branża motoryzacyjna to nie jest żaden margines europejskiego przemysłu. To jeden z filarów całej naszej gospodarki. Przemysł motoryzacyjny odpowiada za 8% PKB oraz za ok. 13,5% wartości eksportu. Pomyśl o tym przez chwilę, co ósma złotówka wartości wytworzonej w Polsce pochodzi bezpośrednio lub pośrednio z motoryzacji. To naprawdę imponujące.

Jeśli chodzi o samą produkcję, w 2023 roku branża pobiła rekord wartości produkcji sprzedanej, osiągając poziom 236,5 mld złotych. Rekordowy okazał się też eksport, który przekroczył 50 mld euro. Tak, dobrze czytasz, ponad 200 miliardów złotych. To więcej niż budżety wielu państw europejskich na wydatki społeczne.

A ludzie? Po trzech kwartałach 2024 roku przeciętne zatrudnienie w zakładach produkcyjnych pojazdów, przyczep i naczep oraz części i akcesoriów wyniosło 201 tysięcy osób. To dwa razy więcej niż liczba mieszkańców Suwałk. W 2024 roku sektor zapewniał miejsca pracy dla około 240-340 tysięcy osób, wliczając dostawców komponentów pierwszego, drugiego i trzeciego rzędu oraz firmy świadczące usługi logistyczne, kontrolne, projektowe i informatyczne.

Na tle Europy wyglądamy naprawdę dobrze. Polska znajduje się w trójce krajów z największym zatrudnieniem w sektorze automotive w Europie. Jesteśmy też poważnym eksporterem podzespołów. Polska zajmuje siódme miejsce na liście największych eksporterów podzespołów na świecie, z wartością eksportu 15,1 mld dolarów.

Nie brakuje jednak i ciemniejszych stron. Udział kapitału polskiego w branży motoryzacyjnej pozostaje niewielki - przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym wypracowały w 2024 roku aż 75% zysków tego sektora. Innymi słowy większość wartości, która tu powstaje, odpływa do zagranicznych central. To jest właśnie ten słoń w pokoju, o którym rzadko się mówi głośno.

Skoro wiemy już, jak duży jest ten przemysł i kto nim faktycznie rządzi, czas przyjrzeć się tym, którzy walczą o polską część tego rynku.


Jelcz - legenda, która wróciła z martwych

Jeśli jest jedna marka, która idealnie symbolizuje wszystkie wzloty i upadki polskiej motoryzacji, to właśnie Jelcz. Firma działa nieprzerwanie od 1952 roku i w tym czasie wyprodukowała kilkaset tysięcy pojazdów cywilnych, w tym ciężarówek i autobusów. Kultowy „Ogórek" - Jelcz 043. Przez dekady woził Polaków po miastach i na długo przed jakimikolwiek importowanymi autobusami wyznaczał standardy komunikacji miejskiej.

Potem przyszły trudne czasy transformacji. Długi rosły, fabryka traciła pracowników, produkcja autobusów cywilnych wygasała. Ostatni autobus zjechał z taśmy montażowej w 2008 roku. W tym samym roku sąd ogłosił upadłość Zakładów Samochodowych Jelcz S.A. Wydawało się, że to koniec legendy. Ale nie było.




W wyniku przekształceń powstała nowa spółka Jelcz Sp. z o.o. - która trafiła pod skrzydła Polskiej Grupy Zbrojeniowej. I tu zaczął się zupełnie nowy rozdział. Jelcz zyskał kluczową rolę w programach modernizacyjnych Sił Zbrojnych RP i koncentruje się wyłącznie na rynku wojskowym, gdzie pozostaje jednym z kluczowych dostawców pojazdów terenowych i ciężarowych.

Dziś ciężarówki Jelcz są dosłownie wszędzie w polskiej armii. Są kluczowymi elementami systemów obrony powietrznej WISŁA, NAREW i PILICA, wchodzą też w skład systemu antydronowego SAN, pełnią służbę w Morskiej Jednostce Rakietowej, u radiotechników i u artylerzystów. Na Jelczach montuje się wyrzutnie rakietowe Homar-K i Homar-A. To nie jest już zwykła ciężarówka, to kręgosłup logistyczny całej polskiej armii.

A jeśli chodzi o nowe projekty, Jelcz idzie na całość. Trzecia generacja samochodów Jelcz z niezależnym zawieszeniem została stworzona od podstaw przez polskich inżynierów. Powstały dwa typy, trzyosiowy model 663.45 oraz czteroosiowy wóz 883.57. Pojazdy te zaprojektowano z myślą o wymogach współczesnego pola walki, wyposażając je w opancerzone kabiny i nowoczesne układy napędowe.

Skala inwestycji robi wrażenie. Polska Grupa Zbrojeniowa i spółka Jelcz podpisały 5 marca 2026 roku umowę inwestycyjną dotyczącą budowy nowej fabryki oraz zwiększenia zdolności produkcyjnych zakładu w Jelczu-Laskowicach, przeznaczając na ten cel ponad 756 milionów złotych. Dla porównania jeszcze kilka lat temu z hali wyjeżdżało 350 pojazdów rocznie. Obecne moce produkcyjne zakładu wynoszą około 500 pojazdów wszystkich typów, a w zakładzie zatrudnionych jest niespełna tysiąc pracowników. Zgodnie z planem Jelcz ma produkować 700 wozów rocznie, a w perspektywie kilku lat liczba ta wzrośnie do tysiąca pojazdów.

Jelcz to dowód na to, że polska myśl inżynierska potrafi wygrywać, trzeba jej tylko dać odpowiednie warunki.


Autosan - sanocki feniks z Podkarpacia

Kto pamięta stare, biało-niebieskie autobusy marki Autosan jeżdżące po beskidzkich górach, ten wie, że ta marka jest czymś więcej niż tylko pojazdem. To kawałek polskiej historii i tożsamości.

Historia fabryki Autosan sięga 1832 roku, kiedy to dwaj powstańcy listopadowi Walenty Lipiński i Mateusz Beksiński uruchomili w Sanoku zakład stolarsko-kowalski. Przez niemal dwa wieki zakład przechodził kolejne metamorfozy - od kotłów przez wagony kolejowe, tramwaje, aż wreszcie do autobusów.

Autosan ma za sobą swój własny trudny rozdział. W 2013 roku firma ogłosiła upadłość, co mocno zaskoczyło branżę. Odrodzenie nastąpiło dzięki wchłonięciu przez Hutę Stalowa Wola, a przez nią do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Dziś Autosan działa jako oddział HSW S.A. i ma dwa wyraźne oblicza: cywilne i wojskowe.

W obszarze cywilnym Autosan konsekwentnie inwestuje w technologie przyszłości. W 2021 roku firma wprowadziła na polski rynek pierwsze autobusy elektryczne AUTOSAN, wyprodukowała pierwszy autobus zasilany wodorem, a także zaprezentowała pierwsze z dziewięćdziesięciu przegubowych autobusów na ciekły gaz ziemny LNG, przeznaczonych dla Warszawy. To naprawdę niezłe osiągnięcie jak na fabrykę z Podkarpacia - elektryczny, wodorowy i gazowy jednocześnie.

W ramach projektu „Autobus z tylnym, zewnętrznym, elektrycznym układem napędowym" konsorcjum HSW S.A. Oddział Autosan w Sanoku oraz Sieć Badawcza Łukasiewicz - Przemysłowy Instytut Motoryzacji zaprojektowało i wyprodukowało innowacyjny autobus o nazwie AUTOELEKTROSAN. To ciekawy projekt, bo przesuwa napęd i baterie do tylnej części pojazdu, co otwiera zupełnie nowe możliwości w projektowaniu przestrzeni pasażerskiej.

Autosan jest też ściśle powiązany z Jelczem. Zakład z Sanoka przejął produkcję najpopularniejszego modelu Jelcz 442.32, co pozwoli na uwolnienie mocy produkcyjnych w zakładzie w Jelczu-Laskowicach. W praktyce sanocka fabryka stała się drugą linią montażową wojskowych ciężarówek, co pokazuje, jak dobrze polska myśl przemysłowa potrafi kooperować wewnątrz grup kapitałowych.


Wielton - polska naczepa podbija Europę

Gdyby ktoś w 1996 roku powiedział Ryszardowi Proznerowi i Krzysztofowi Tylkowskiemu, że ich mały warsztat w Wieluniu stanie się jednym z największych producentów naczep na świecie, pewnie by się roześmiali. A jednak tak się stało.

Wszystko zaczęło się od warsztatu samochodowego, gdzie przerabiali sprowadzane naczepy ciągników siodłowych, by w 1996 roku założyć własne przedsiębiorstwo produkujące naczepy. Dziesięć lat później firma została przejęta przez Pawła i Mariusza Szataniaków oraz przekształcona w spółkę akcyjną. Rok później nowi właściciele wprowadzili Wielton na Giełdę Papierów Wartościowych.

wielton produkcja
źróło: wielton.com.pl

I tu zaczął się prawdziwy marsz po Europę. Od kilku lat Wielton przejmuje kolejne zagraniczne przedsiębiorstwa - francuską spółkę Fruehauf (2015), włoską Viberti Rimorchi (2015), niemieckiego producenta naczep Langendorf (2017) oraz brytyjską firmę Lawrence David (2018). To ewidentna strategia ekspansji, która pozwoliła polskiej firmie wejść na rynki zachodnioeuropejskie pod silnymi lokalnymi markami.

Wielton SA jest trzecim największym producentem naczep w Europie i liderem rynkowym w kilku krajach Europy Środkowej i Wschodniej oraz Azji Centralnej. Podkreślmy to wyraźnie, trzecie miejsce w Europie zajmuje firma z Wielunia w województwie łódzkim. To nie jest przypadek ani chwilowy blask, to efekt konsekwentnej pracy przez kilka dekad.

wielton
źróło: wielton.com.pl

Na 3000 pracowników zatrudnionych w firmie pracuje około 300 inżynierów, którzy nadzorują optymalizację procesu produkcyjnego oraz starają się o stałe wprowadzanie nowości technologicznych. Wielton inwestuje też w R&D. Posiada Centrum Badawczo-Rozwojowe, jedno z zaledwie dwóch tego rodzaju obiektów w całej Europie.

W 2025 roku spółka podpisała umowę ramową o współpracy z Jelczem, w ramach której będzie dostarczać komponenty strukturalne i świadczyć usługi montażu dla polskiego producenta ciężarówek. Dobre połączenie dwóch polskich potęg.


Inter Cars - polskie imperium dystrybucji

Kiedy twój mechanik zamawia część do samochodu i dostaje ją następnego dnia rano, istnieje duże prawdopodobieństwo, że przeszła przez Inter Cars. Ta warszawska firma to prawdziwy gigant i jedna z niewielu polskich marek, która zdominowała swój rynek nie tylko w Polsce, ale w całej Europie Środkowej i Wschodniej.

Inter Cars S.A. to lider w sprzedaży części zamiennych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej i drugie największe tego typu przedsiębiorstwo w Europie. Firma posiada sprzedaż naziemną w postaci ponad 600 filii w 20 krajach Europy. To imponująca sieć, zbudowana od zera przez polskich przedsiębiorców.




Inter Cars to firma rodzinna, która została założona w 1990 roku przez Krzysztofa Oleksowicza, Piotra Oleksowicza oraz Andrzeja Oliszewskiego. Z małego sklepu z częściami w Warszawie wyrosło przedsiębiorstwo o europejskiej pozycji. W ubiegłym roku spółka sprzedała produkty do aut osobowych, pojazdów ciężarowych czy autobusów warte ponad 17 miliardów złotych.

Sercem operacyjnym grupy jest gigantyczne centrum logistyczne ILS. Centrum logistyczne ILS jest największym tego typu obiektem w branży motoryzacyjnej w Europie Środkowo-Wschodniej, z około 45 tysiącami metrów kwadratowych powierzchni. Łączna długość zastosowanego taśmociągu to około 11 tysięcy kilometrów. Porównywalna z odległością z Warszawy do Tokio. Tylko wyobraź sobie, co to za infrastruktura.

Inter Cars to piękny przykład na to, że polskie firmy potrafią nie tylko produkować, ale też zbudować sprawną sieć dystrybucji, która obsługuje cały kontynent.


Polskie firmy podzespołowe - niewidoczni mistrzowie

Oprócz wielkich graczy działa w Polsce cały ekosystem mniejszych firm z polskim kapitałem, które dostarczają podzespoły do globalnych łańcuchów dostaw. To oni są prawdziwymi niewidzialnymi bohaterami polskiej motoryzacji.

Wśród 30 sklasyfikowanych w rankingu polskich producentów z branży motoryzacyjnej, ponad połowa - szesnaście firm, to producenci części i podzespołów. Znaczny udział mają też producenci naczep, przyczep i zabudów do samochodów - siedem firm oraz dwa producenci autobusów i dwie firmy wytwarzające pojazdy specjalne. Są też trzy spółki specjalizujące się w produkcji akumulatorów.

Polska wyspecjalizowała się szczególnie w wytwarzaniu podwozi, pasów bezpieczeństwa, foteli oraz silników benzynowych, a w ostatnich latach coraz większe znaczenie zyskała również produkcja akumulatorów litowo-jonowych.

Pasy bezpieczeństwa to wyjątkowo ciekawy przypadek. Polska jest europejskim liderem w produkcji tej części. Zakłady na terenie kraju wytwarzają miliony pasów rocznie, które trafiają do samochodów niemal wszystkich wielkich marek.

Podobna historia dotyczy foteli samochodowych, kilka polskich zakładów (zarówno z kapitałem zagranicznym, jak i z rodzimym) dostarcza siedzenia do fabryk w całej Europie.

Jakiś czas temu opisywaliśmy na blogu również polską firmę produkującą siłowniki gazowe FA Krosno, która dostarcza swoje produkty do dużych koncernów motoryzacyjnych.

Warto też wspomnieć o Fabryce Pojazdów Szynowych PESA z Bydgoszczy, która choć koncentruje się głównie na pojazdach szynowych, ma kompetencje techniczne i potencjał, które wpisują się w szerszy kontekst polskiej myśli inżynierskiej. To kolejny dowód na to, że Polska potrafi projektować i produkować zaawansowane pojazdy.


Co jest polskie, a co tylko „wyprodukowane w Polsce"?

Tu trzeba powiedzieć otwarcie: bardzo duża część tego, co powstaje w Polsce w branży motoryzacyjnej, powstaje w fabrykach firm zagranicznych. Volkswagen, Toyota, Stellantis, Fiat - to oni odpowiadają za większość wartości produkcji sprzedanej.

Przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym wypracowały w 2024 roku aż 75% zysków tego sektora. Mówiąc wprost: zagraniczni inwestorzy zarabiają tu trzy czwarte wszystkich pieniędzy. Polskie firmy walczą o pozostałą jedną czwartą.

Firmy z polskim kapitałem są zwykle dużo mniejsze od zagranicznych konkurentów, ale stopniowo budują swoją pozycję i włączają się z sukcesem w międzynarodowe łańcuchy dostaw.

To nie jest powód do wstydu, jest to naturalna konsekwencja struktury transformacji lat 90., kiedy Polska otwierała się na zagraniczny kapitał i cieszyła się z każdej fabryki, która tu przyjeżdżała. I słusznie, te inwestycje stworzyły setki tysięcy miejsc pracy i transfer technologii. Pytanie o to, co z tym robimy dalej, co budujemy na własność.


Znaczenie branży dla polskiej gospodarki

Warto na koniec podsumować, co tak naprawdę daje motoryzacja polskiej gospodarce poza samymi cyframi.

Po pierwsze - miejsca pracy. Kilkaset tysięcy ludzi - mechanicy, spawacze, inżynierowie, logistycy - utrzymuje rodziny właśnie dzięki temu sektorowi. Dla wielu regionów jak Dolny Śląsk, Śląsk, Podkarpacie czy Łódzkie motoryzacja jest główną osią całego lokalnego rynku pracy.

Po drugie - transfer technologii. Zagraniczne fabryki przynosiły ze sobą nowoczesne procesy produkcyjne, standardy jakości i metody zarządzania. Polscy pracownicy i inżynierowie uczyli się i uczą w tych zakładach, a potem często zakładają własne firmy lub rozwijają lokalne dostawców.

Po trzecie - eksport. Motoryzacja odpowiada za ok. 13,5% wartości eksportu. Bez tej branży nasza nadwyżka handlowa byłaby znacznie skromniejsza, a złoty słabszy.

I wreszcie po czwarte - innowacje. Polskie firmy zaczynają wchodzić w coraz bardziej zaawansowane segmenty. Nowy Jelcz 3. generacji zaprojektowany przez polskich inżynierów od zera, wodorowy Autosan SANCITY, naczepy elektryczne Wieltonu, to przykłady tego, że polskie firmy motoryzacyjne nie chcą już tylko montować cudzych projektów, ale tworzyć własne.


Podsumowanie - mamy się czym pochwalić, ale droga przed nami długa

Polska branża motoryzacyjna to ponad 200 miliardów złotych produkcji rocznie, ponad 200 tysięcy bezpośrednich miejsc pracy i siódma pozycja na świecie wśród eksporterów podzespołów. To branża, która realnie napędza nasz PKB.

Polskie firmy z rodzimym kapitałem, nawet jeśli nie mamy własnej marki samochodu osobowego, zbudowały sobie silne nisze. Jelcz to jedyny polski producent wojskowych ciężarówek i kluczowy element systemu obronności kraju. Autosan z Sanoka produkuje autobusy elektryczne, gazowe i wodorowe. Wielton z Wielunia to trzecia firma produkująca naczepy w całej Europie. Inter Cars to numer dwa w dystrybucji części w Europie.

Czy to powód do dumy? Zdecydowanie tak. Czy jest co poprawić? Oczywiście szczególnie w zakresie udziału polskiego kapitału w zyskach sektora i konieczności wejścia w bardziej zaawansowane technologicznie segmenty rynku.

Bo jedno jest pewne: samochodów w Polsce na własnej marce może nie mamy, ale mamy ambicję, inżynierów i coraz więcej dowodów na to, że potrafimy budować coś trwałego.


Kupuj polskie. Ile pieniędzy naprawdę zostaje w Polsce, gdy wybierasz polskie produkty

 

kupuj polskie


Stoisz przy półce w sklepie. W jednej ręce jogurt polskiej mleczarni, w drugiej jogurt zagranicznej marki. Cena podobna, smak podobny. Sięgasz po ten z ładniejszą etykietą i idziesz dalej. Brzmi znajomo? Pewnie tak. Ale właśnie w tej chwili przy półce chłodniczej decydujesz, czy pieniądze zostają w Polsce, czy wyjeżdżają za granicę. I to nie jest hasło z patriotycznej ulotki. To twarda ekonomia, którą policzyli analitycy z Grant Thornton.

Zanim przejdziemy do konkretów, zadaj sobie jedno pytanie: czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, co tak naprawdę dzieje się z pieniędzmi, które zostawiasz w sklepie? Nie chodzi o to, ile zapłaciłeś. Chodzi o to, ile z tej kwoty zostaje w polskiej gospodarce, a ile trafia na konta firm w Niemczech, Francji czy Stanach Zjednoczonych.

79 groszy kontra 25 groszy - różnica, która zmienia wszystko

Grant Thornton, jedna z czołowych firm doradczych na świecie, przeprowadził szczegółową symulację w ramach kampanii „Wybieram 590" i opublikował wyniki w raporcie dostępnym na swojej stronie. Wyniki są konkretne, a przy tym szczerze mówiąc, dość zaskakujące nawet dla osób, które myślały, że mają pojęcie o ekonomii.

Oto co wynika z analizy:

Jeśli wydasz złotówkę na produkt wytworzony w Polsce, przez firmę z polskim kapitałem (to tak zwana Grupa 1 w raporcie), w polskiej gospodarce zostaje 79 groszy. Prawie cztery piąte tej kwoty kręci się dalej w krajowym obiegu - trafia do polskich pracowników jako wynagrodzenia, do polskiego budżetu jako podatki, do polskich dostawców i podwykonawców jako płatności za usługi.

Ale jeśli sięgniesz po produkt wytworzony za granicą, przez zagraniczną firmę (Grupa 4), z tej samej złotówki w Polsce zostaje tylko 25 groszy. Trzy czwarte pieniędzy odpływa za granicę.

Różnica wynosi 54 grosze na każdej złotówce. To może brzmi jak drobnostka. Ale przestań myśleć o jogurcie i pomyśl o skali całej polskiej konsumpcji.

Skala zjawiska: miliardy złotych w grze

W 2018 roku (obrazowo weźmy rok ujęty w raporcie, obecnie są to oczywiście większe kwoty) konsumpcja w Polsce wyniosła ponad 1216 miliardów złotych. To ogromna liczba, więc przetłumaczmy ją na coś bardziej przyswajalnego.

Gdyby każdy Polak zmienił swoje nawyki zakupowe zaledwie o 1 procent - kupował o jeden procent więcej polskich produktów zamiast zagranicznych, w polskiej gospodarce zostawałoby dodatkowo 6,6 miliarda złotych rocznie. Rocznie. Bez żadnych zmian w prawie, bez nowych programów rządowych, bez dotacji unijnych. Po prostu dzięki temu, że podczas codziennych zakupów częściej sięgamy po polskie produkty.

A gdyby ta zmiana wyniosła 10 procent? Mówimy już o 66 miliardach złotych dodatkowych oszczędności krajowych. To pieniądze, które mogłyby finansować inwestycje polskich firm, nowe miejsca pracy, rozwój technologiczny, lepsze drogi i szpitale, bo większe dochody firm to wyższe podatki i wyższe wynagrodzenia pracowników.

Żeby to jakoś zwizualizować: 66 miliardów złotych to mniej więcej równowartość całego rocznego budżetu NFZ (w 2018 r.). Albo kilka autostrad. Albo setki nowoczesnych fabryk. To nie jest abstrakcja, to realne pieniądze, które mogą zostać w Polsce lub nie, w zależności od naszych codziennych wyborów.

Ale chwila - co to znaczy „polskie”?

I tutaj dochodzimy do sprawy, która jest często nierozumiana albo celowo zamglana przez marketing. Słowo „polskie" w kontekście produktów ma kilka wymiarów i nie wszystkie są równie wartościowe z punktu widzenia polskiej gospodarki.

Raport Grant Thornton wyróżnia cztery główne grupy produktów:

Grupa 1: Polska firma + produkcja w Polsce. To jest ten pełnowartościowy wariant. Firma jest zarejestrowana w Polsce, ma polskich właścicieli lub akcjonariuszy, płaci podatki w Polsce, zatrudnia polskich pracowników, kupuje surowce od polskich dostawców, a sam produkt jest wytwarzany na terenie kraju. Z każdej wydanej złotówki 79 groszy zostaje w Polsce.

Grupa 2: Zagraniczna firma + produkcja w Polsce. Tu jest już bardziej skomplikowanie. Zakład produkcyjny stoi w Polsce, zatrudnia polskich pracowników, płaci podatki lokalne i kupuje część surowców od polskich dostawców. Jednak część zysku trafia do zagranicznej centrali. Z każdej złotówki w Polsce zostaje mniej niż w Grupie 1, ale i tak znacznie więcej niż w przypadkach, gdy produkt w ogóle nie jest wytwarzany w Polsce.

Grupa 3: Polska firma + produkcja za granicą. Scenariusz coraz częstszy przy produktach odzieżowych czy elektronicznych. Marka jest polska, właściciel jest Polakiem, ale produkcja odbywa się w Azji albo gdzie indziej. Część łańcucha wartości (design, marketing, dystrybucja, zarządzanie) pozostaje w Polsce, ale fizyczna produkcja nie.

Grupa 4: Zagraniczna firma + produkcja za granicą. Tutaj 75 groszy z każdej złotówki odpływa poza Polskę. Zostaje tylko ćwierć, głównie jako wynagrodzenia sprzedawców w polskich sklepach, VAT-owska część podatku i koszty lokalnej dystrybucji.

ile zostaje  w polsce raport grantthornton
źródło: https://grantthornton.pl

Dlatego, gdy ktoś mówi ci „to polskie", zawsze warto dopytać: w jakim sensie? Czy chodzi o markę, o miejsce produkcji, o właściciela firmy, o miejsce płacenia podatków? Te pytania mają realne znaczenie ekonomiczne.

Jak pieniądze krążą w polskiej gospodarce? Łańcuch wartości po polsku

Wyobraź sobie, że kupujesz polskie masło od polskiej spółdzielni mleczarskiej. Co się dzieje z twoją złotówką?

Część trafia do mleczarni jako przychód. Mleczarnia płaci za mleko polskim rolnikom - pieniądze zostają w Polsce. Mleczarnia zatrudnia polskich pracowników, więc pensje zostają w Polsce i są wydawane na inne polskie produkty i usługi (efekt mnożnikowy). Mleczarnia płaci podatki - trafiają do polskiego budżetu i finansują drogi, szkoły, szpitale. Mleczarnia kupuje energię od polskich dostawców - pieniądze zostają. Kupuje opakowania od polskiej drukarni - pieniądze zostają. Korzysta z usług polskiej firmy transportowej - pieniądze zostają.

Teraz wyobraź sobie to samo masło, ale importowane z Niemiec. Rolnicy i pracownicy są niemieccy, podatki idą do niemieckiego budżetu, dostawcy energii, opakowań i transportu są z tamtego rynku. W Polsce zostaje tylko marża sieci handlowej i wynagrodzenia polskich kasjerek.

To nie jest teoria, to rzeczywistość tysięcy codziennych transakcji, które zbiorowo decydują o tym, jak szybko Polska się bogaci.

Polskie firmy, polskie fabryki - kto tworzy miejsca pracy w Polsce?

Polska gospodarka to nie tylko duże korporacje i zagraniczne inwestycje. To przede wszystkim setki tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw, rodzinnych firm produkcyjnych, lokalnych wytwórców - od piekarni w Podlasiu po fabrykę okien na Śląsku.

Weźmy kilka przykładów z różnych branż, żeby zobaczyć, jak wygląda polska produkcja w praktyce.

Przemysł spożywczy to jeden z filarów polskiej gospodarki. Polska jest jednym z największych producentów żywności w Europie. Eksportujemy jabłka, mięso drobiowe, produkty mleczne, przetwory owocowo-warzywne. Firmy takie jak Mlekovita, Mapex, Colian czy Cedrob mają zakłady produkcyjne w Polsce, zatrudniają dziesiątki tysięcy pracowników i korzystają z polskich surowców rolnych. Kupując ich produkty, wspierasz bezpośrednio łańcuch: polski rolnik → polska przetwórnia → polska logistyka → polski budżet.

Przemysł meblarski to kolejny obszar, w którym Polska jest europejską potęgą. Polskie meble eksportuje się do całej Europy i na inne kontynenty. Fabryki mebli w Trójmieście, Wielkopolsce, na Kujawach i Opolszczyźnie zatrudniają łącznie kilkaset tysięcy osób. Firmy takie jak Black Red White, Grupa Nowy Styl czy FOX to nie tylko marki, to realne zakłady produkcyjne na polskiej ziemi, płacące podatki w Polsce i dające utrzymanie polskim rodzinom.

Branża odzieżowa i obuwnicza bywa zdradliwa, bo wiele znanych polskich marek produkuje dziś za granicą. Ale są wyjątki - firmy, które konsekwentnie trzymają produkcję w Polsce, jak niektóre zakłady z regionu łódzkiego, kieleckiego czy krakowskiego. Tu naprawdę warto sprawdzić, gdzie jest szyta koszula.

Chemia i farmacja to kolejna branża z silnymi polskimi graczami. Polpharma, Aflofarm, Hasco-Lek czy Adamed to firmy, które produkują leki i suplementy w Polsce, zatrudniają polskich naukowców i inżynierów, inwestują w polskie laboratoria badawcze. Kiedy kupujesz ich produkt zamiast zagranicznego odpowiednika, wspierasz nie tylko miejsca pracy na linii produkcyjnej, ale też miejsca pracy dla polskich farmaceutów i chemików.

Zagraniczne firmy w Polsce - czy to jeszcze „polskie"?

To pytanie jest ważne i uczciwa odpowiedź jest taka: to zależy. Wiele dużych zagranicznych koncernów wybudowało w Polsce swoje zakłady produkcyjne i zatrudnia tu dziesiątki tysięcy pracowników. Toyota w Wałbrzychu, Volkswagen w Poznaniu, LG w Mławie, Bridgestone w Poznaniu czy Amazon w kilku polskich miastach, to wszystko firmy zagraniczne, ale ich obecność w Polsce ma realny pozytywny wpływ na gospodarkę.

Kiedy zagraniczna firma produkuje w Polsce, w kraju zostają:

  • wynagrodzenia polskich pracowników,

  • podatki od tych wynagrodzeń i podatki lokalne,

  • płatności dla polskich dostawców surowców i usług,

  • inwestycje w infrastrukturę i nieruchomości.

To mniej niż w przypadku w pełni polskiej firmy (bo część zysku odpływa do centrali za granicą), ale i tak znacznie więcej niż przy produkcie importowanym w całości.

Raport Grant Thornton jasno to pokazuje: produkt zagranicznej firmy wytwarzany w Polsce daje polskiej gospodarce więcej niż produkt zagranicznej firmy wytwarzany za granicą. To ważna subtelność - nie chodzi o to, żeby bojkotować wszystko, co nie ma polskich właścicieli, ale żeby preferować to, co jest wytwarzane na polskim terytorium.

Pułapka „polsko brzmiących" marek

Tu musimy chwilę zatrzymać się przy zjawisku, które można by nazwać patriotycznym marketingiem bez patriotycznej treści. Na polskim rynku działają marki, które brzmią bardzo swojsko, mają w nazwie polskie słowa, używają biało-czerwonych barw w reklamach i grają na nutę polskości, ale ich produkcja odbywa się za granicą, właścicielem jest zagraniczny fundusz, a podatki płacone są w innym kraju.

To nie jest żadne przestępstwo i nie trzeba od razu krzyczeć o oszustwie. Ale jako konsumenci powinniśmy być na to wrażliwi. Gdy kupujesz produkt „brzmiący polsko", sprawdź kod kreskowy, sprawdź informację na opakowaniu o miejscu produkcji, sprawdź, kim jest właściciel marki. Kilka sekund poszukiwań może całkowicie zmienić obraz.

Z drugiej strony mamy sytuację odwrotną: polskie firmy produkujące w Polsce, które wybrały angielskojęzyczne lub neutralne nazwy, żeby lepiej się eksportowało. LPP (Reserved, Cropp, House, Mohito, Sinsay) to polska firma z Gdańska, notowana na GPW, której zarząd, właściciele i centralny oddział są w Polsce, nawet jeśli część produkcji odbywa się za granicą. CCC to polska firma z Polkowic. PZU czy Link4 to polskie firmy ubezpieczeniowe. CD Projekt czy Asseco to polskie firmy technologiczne. Nie wszystkie mają „polsko brzmiące" nazwy, ale są bardzo polskie.

Co mówi ekonomia? Efekt mnożnikowy w praktyce

Ekonomiści od lat opisują zjawisko zwane efektem mnożnikowym. Chodzi o to, że każda złotówka wydana w gospodarce nie znika - krąży, napędzając kolejne transakcje. Pracownik polskiej mleczarni dostaje wynagrodzenie i wydaje je na obiad w polskiej restauracji. Właściciel restauracji płaci czynsz polskiemu właścicielowi lokalu. Ten remontuje mieszkanie i zatrudnia polskiego hydraulika. Hydraulik kupuje polskie materiały budowlane. I tak dalej.

Im więcej pieniędzy zostaje w polskim obiegu, tym silniejszy jest ten efekt. Każda złotówka wydana na polskie produkty generuje w polskiej gospodarce znacznie więcej niż jeden złoty wartości. To jest sedno całej historii.

infografika kupuj polskie

Natomiast gdy pieniądze odpływają za granicę, ten łańcuch się urywa. Zagraniczna centrala dostaje swój zysk, który zasila gospodarkę innego kraju. Tamci pracownicy jedzą obiady w tamtejszych restauracjach, tamtejsi właściciele nieruchomości remontują swoje domy, tamtejsi hydraulicy kupują tamtejsze materiały.

To nie jest zerojedynkowy podział na „dobre" i „złe". To po prostu opis tego, jak pieniądze płyną w zglobalizowanym świecie. A my jako konsumenci mamy realny wpływ na kierunek tego przepływu.

Czy to znaczy, że mamy całkowicie unikać zagranicznych produktów?

Absolutnie nie. I tu warto zacytować samych autorów raportu Grant Thornton, którzy wprost piszą, że zdrowa konkurencja z zagranicznymi produktami jest potrzebna. Mobilizuje polskich producentów do innowacyjności, obniżania kosztów i podnoszenia jakości. Zamknięta gospodarka bez zagranicznej konkurencji szybko traci dynamikę i staje się nieefektywna. Historia to wielokrotnie potwierdziła.

Chodzi o coś innego: o świadomość. O to, żeby przy wyborze między produktem polskim a zagranicznym podobnej jakości i podobnej ceny nie kierować się tylko nawykiem czy ładniejszą etykietą, ale też wiedzieć, co ten wybór oznacza dla polskiej gospodarki.

Chodzi też o to, żeby doceniać polskie produkty, które konkurują jakością. Polskie jabłka smakują doskonale i nie ma powodu kupować importowanych. Polskie sery rzemieślnicze mogą dorównywać europejskim odpowiednikom i warto po nie sięgać, nawet jeśli są nieco droższe. Polskie kosmetyki, polskie oprogramowanie, polska odzież, polskie usługi finansowe. Wszystkie te kategorie mają świetnych krajowych dostawców, których warto wspierać.

Jak rozpoznać polskie produkty? Praktyczny poradnik

Skoro wiemy już, dlaczego warto kupować polskie, czas powiedzieć, jak to robić.

Kod kreskowy zaczyna się od 590 - to podstawowy sygnał, że mamy do czynienia z polskim producentem zarejestrowanym w Polsce. Nie gwarantuje produkcji w Polsce, ale to dobry punkt startowy.

Informacja na etykiecie „Wyprodukowano w Polsce" - to prawnie wiążące stwierdzenie. Jeśli jest na opakowaniu, produkt został wytworzony w Polsce (choć niekoniecznie przez polską firmę).

Aplikacje i strony pomocowe - na rynku dostępne są aplikacje mobilne (np. Pola), które po zeskanowaniu kodu kreskowego mówią ci, czy produkt jest polski. Warto również skorzystać z naszej autorskiej Listy Polskich Firm, w której prezentujemy kilkaset największych i najpopularniejszych firm z polskim kapitałem.

Lokalność - produkty z lokalnych targowisk, od lokalnych producentów, z regionalnych mleczarni czy piekarni to niemal zawsze bezpieczny wybór. Tu nie ma wątpliwości co do polskości.

Research przed zakupem - przy droższych produktach (meble, sprzęt AGD, elektronika, odzież) warto poświęcić chwilę na sprawdzenie, kto jest właścicielem marki i gdzie odbywa się produkcja.

Polskość jako przewaga konkurencyjna

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym warto wspomnieć. Polskie firmy, które produkują w Polsce i zatrudniają polskich pracowników, budują coś więcej niż tylko zysk. Budują know-how, kompetencje i tożsamość przemysłową kraju.

Gdy fabryka stoi w Polsce przez dekady, kształcone są kolejne pokolenia inżynierów, technologów i menedżerów. Budowane są sieci dostawców i podwykonawców. Tworzone są lokalne ekosystemy biznesowe. To jest kapitał, którego nie da się łatwo odtworzyć, jeśli raz się go straci przez przeniesienie produkcji za granicę.

Dlatego zakupy polskich produktów to nie tylko kwestia patriotyzmu. To inwestycja w długofalową zdolność Polski do prowadzenia zaawansowanej produkcji, do tworzenia dobrze płatnych miejsc pracy i do budowania własnych, silnych marek na rynku globalnym.

Podsumowanie: twój zakup to twój głos

Każdego dnia Polacy dokonują dziesiątek milionów decyzji zakupowych. Każda z nich to głos w sprawie tego, jak wygląda polska gospodarka za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat.

Analiza Grant Thornton opublikowana w raporcie „Wybieram 590" (dostępnym na grantthornton.pl) daje nam konkretne liczby: 79 groszy zostaje w Polsce z każdej złotówki wydanej na produkt polskiej firmy wytwarzany w Polsce, kontra 25 groszy w przypadku produktu zagranicznego. Zmiana nawyków zakupowych o zaledwie 1 procent oznacza ponad 6,6 miliarda złotych więcej w polskiej gospodarce każdego roku.

Nie chodzi o to, żeby zostać zakupowym misjonarzem i dręczyć rodzinę przy każdym wspólnym posiłku. Chodzi o to, żeby zacząć zwracać uwagę. Żeby przy podobnej jakości i podobnej cenie częściej sięgać po produkt, który utrzymuje polskie miejsca pracy, finansuje polskie szkoły i szpitale, i buduje polską siłę gospodarczą.

Następnym razem, gdy staniesz przy tej półce chłodniczej z jogurtem w każdej ręce, już wiesz, co zrobić z tą informacją.



Źródła: Raport Grant Thornton „Dokąd trafiają pieniądze, które wydajemy w sklepach?" przygotowany w ramach kampanii „Wybieram 590", dostępny na grantthornton.pl oraz pod adresem grantthornton.pl/wp-content/uploads/2019/10/Wybieram-590-RAPORT-v2-luty-2020.pdf