Polskie uzdrowiska i ich właściciele. Przegląd największych firm uzdrowiskowych

Uzdrowisko Polonia Kudowa-Zdrój
Uzdrowisko Polonia - Kudowa-Zdrój


Wakacje. Samo to słowo działa jak balsam, prawda? Plaża w Kołobrzegu, spacer po deptaku w Busku-Zdroju, zapach solanki unoszący się nad tężniami w Ciechocinku. Jeździmy w te miejsca od pokoleń. Najpierw z rodzicami, potem z własnymi dziećmi, a na końcu, gdy plecy zaczynają dawać znaki, sami zapisujemy się na turnus rehabilitacyjny. I tu pojawia się pytanie, którego chyba nikt sobie nie zadaje, popijając wodę mineralną w pijalni: kto tak naprawdę stoi za tym wszystkim?

Bo polskie uzdrowiska to nie jest tylko kwestia zdrowia i wypoczynku. To ogromny, dobrze zorganizowany biznes. Firmy, które prowadzą sanatoria i szpitale uzdrowiskowe, często równolegle produkują kosmetyki, sól spożywczą, wody mineralne czy suplementy diety. Mają własne zakłady produkcyjne, zatrudniają setki, a czasem tysiące ludzi, i są choć rzadko się o tym mówi, jednymi z najważniejszych pracodawców w swoich regionach. W wielu małych miejscowościach turystycznych to właśnie spółka uzdrowiskowa jest największym zakładem pracy, większym niż jakakolwiek fabryka czy urząd. Bez niej cała lokalna gospodarka mogłaby się po prostu posypać.

Co ciekawe, wiele osób planujących wakacyjny wyjazd nad polskie morze albo w góry w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że część atrakcji, z których korzysta - tężnie, baseny mineralne, parki zdrojowe, a nawet lokalne sklepiki z „pamiątkową” solą czy kosmetykami - należy do jednej, konkretnej spółki. Turysta widzi malowniczy deptak i ładnie utrzymaną zieleń, a rzadko zastanawia się, kto za to płaci, kto to zarządza i skąd bierze się kapitał na kolejne inwestycje. A szkoda, bo to naprawdę fascynująca historia polskiego biznesu. Połączenie XIX-wiecznej tradycji balneologicznej ze współczesnym zarządzaniem, marketingiem i sprzedażą internetową.

W tym artykule przyjrzymy się bliżej największym polskim firmom uzdrowiskowym. Kto je prowadzi, co produkują, gdzie mają swoje obiekty i jak realnie wpływają na polską gospodarkę. Zaczynajmy.

Uzdrowiska to nie tylko sanatoria - to cały ekosystem biznesowy

Zanim przejdziemy do konkretnych firm, warto rozprawić się z pewnym mitem. Wiele osób myśli, że uzdrowisko to po prostu budynek z basenem i kilkoma gabinetami zabiegowymi. Tymczasem duże polskie spółki uzdrowiskowe to często zintegrowane pionowo przedsiębiorstwa - od wydobycia surowca leczniczego, przez jego przetworzenie, aż po sprzedaż gotowego produktu na sklepowej półce.

Weźmy solankę. W Ciechocinku najpierw płynie ona z odwiertów, potem jest zagęszczana na tężniach, następnie warzona w tradycyjnej warzelni soli, a na końcu trafia do sklepu jako sól spożywcza, sól do kąpieli albo składnik kosmetyku. To cały łańcuch produkcyjny, zatrudniający ludzi na każdym etapie. Od techników utrzymujących instalacje, przez warzelników pracujących ręcznie tak jak ich pradziadkowie, po specjalistów od marketingu i sprzedaży internetowej. Podobnie jest z borowiną w Kołobrzegu czy wodą siarczkową w Busku-Zdroju. To nie przypadek, że te miejscowości od dziesięcioleci są rozpoznawalnymi markami. Ich tożsamość jest dosłownie wydobywana spod ziemi.

Warto też pamiętać, że polskie uzdrowiska działają w specyficznym otoczeniu prawnym. Status „uzdrowiska” w Polsce nie jest tylko marketingowym określeniem, to formalna kategoria, przyznawana miejscowościom spełniającym konkretne kryteria: obecność udokumentowanych złóż surowców leczniczych (wód mineralnych, borowiny, gazów leczniczych), odpowiedni mikroklimat oraz infrastruktura lecznicza. Nadanie statusu uzdrowiska wiąże się z określonymi obowiązkami, ale też przywilejami. Między innymi możliwością pobierania tzw. opłaty uzdrowiskowej od turystów, która zasila budżet gminy i pośrednio finansuje utrzymanie parków, alejek spacerowych czy oświetlenia. To kolejny dowód na to, że biznes uzdrowiskowy i samorząd lokalny są ze sobą mocno powiązane. Jedno bez drugiego nie funkcjonowałoby tak sprawnie.

tężnie w ciechocinku
Tężnie w Ciechocinku

Kto więc rządzi tym rynkiem? W Polsce działa kilkanaście większych spółek uzdrowiskowych, ale kilka z nich wyraźnie wybija się skalą działalności, liczbą obiektów i rozpoznawalnością marki. Część z nich to spółki Skarbu Państwa lub podmioty zależne od dużych grup kapitałowych, inne - jak w przypadku Buska-Zdroju, mają bardziej rozproszoną strukturę własnościową, łączącą kapitał publiczny i prywatny. Przyjrzyjmy się im po kolei.

Polska Grupa Uzdrowisk - uzdrowiskowe imperium należące do KGHM

Zacznijmy od gracza, którego istnienie potrafi zaskoczyć nawet niejednego mieszkańca uzdrowiskowej miejscowości. Polska Grupa Uzdrowisk (w skrócie PGU) to spółka powstała w 2011 roku, która dziś stanowi część Grupy Kapitałowej KGHM Polska Miedź. Tak, tego samego giganta miedziowego, który kojarzy się głównie z kopalniami na Dolnym Śląsku. Brzmi nieoczywiście? A jednak to właśnie ten koncern, poprzez spółkę zależną, jest właścicielem jednej z największych sieci uzdrowisk w kraju.

W skład Polskiej Grupy Uzdrowisk wchodzą cztery kluczowe podmioty:

  • Uzdrowisko Cieplice - najstarszy kurort w Polsce, którego historia sięga 1281 roku. Znajduje się w Jeleniej Górze, u podnóża Karkonoszy, a jego fundamentem są lecznicze wody termalne wykorzystywane od ponad siedmiu wieków.

  • Uzdrowisko Świeradów-Czerniawa - malownicza miejscowość w Górach Izerskich, słynąca ze źródeł radonowych, cenionych w terapii schorzeń reumatologicznych i neurologicznych.

  • Uzdrowiska Kłodzkie - to prawdziwy kolos, bo w jego skład wchodzą trzy popularne kurorty jednocześnie: Polanica-Zdrój, Duszniki-Zdrój i Kudowa-Zdrój. Tworzą razem największy kompleks uzdrowiskowy w Polsce.

  • Uzdrowisko Połczyn-Zdrój - miejscowość w województwie zachodniopomorskim, znana z leczniczej borowiny i malowniczego położenia w Drawskim Parku Krajobrazowym.

Razem daje to imponującą liczbę ponad 40 obiektów i ponad 3500 miejsc noclegowych rozsianych po całej Polsce - od gór po Pomorze Zachodnie. Grupa świadczy pełen zakres usług: leczenie uzdrowiskowe i rehabilitację (w tym turnusy refundowane przez NFZ i ZUS), pobyty SPA & Wellness, a nawet medycynę estetyczną. Ich oferta opiera się na unikatowych, naturalnych surowcach - wodach mineralnych, borowinie, korze świerkowej czy solankach, które trudno znaleźć w takiej różnorodności gdziekolwiek indziej w Europie.

Co ciekawe, PGU aktywnie promuje polskie uzdrowiska na arenie międzynarodowej, biorąc udział w targach turystycznych, takich jak ITB Berlin, jednych z największych imprez branżowych na świecie. To pokazuje, że polskie spółki uzdrowiskowe myślą już nie tylko lokalnie, ale traktują siebie jako element eksportu polskiej turystyki medycznej.

Uzdrowisko Ciechocinek S.A. - tam, gdzie sól spotyka tradycję

Jeśli ktoś choć raz był w Ciechocinku, ten zapach solanki unoszący się nad tężniami zapamiętuje na długo. To właśnie tężnie, trzy imponujące, drewniane konstrukcje o łącznej długości ponad 1740 metrów i wysokości blisko 16 metrów są wizytówką miasta i jednocześnie sercem działalności spółki Uzdrowisko Ciechocinek S.A.

Pijalnia wody w Ciechocinku
Pijalnia wody w Ciechocinku

Historia sięga tu 1836 roku, choć samo pozyskiwanie soli w tym rejonie datuje się jeszcze wcześniej. Spółka jest właścicielem całej infrastruktury decydującej o uzdrowiskowym charakterze miasta - źródeł solankowych oraz kompletnego ciągu technologicznego produkcji soli. To naprawdę robi wrażenie: solanka najpierw zagęszczana jest na tężniach (proces, który trwa i wygląda niemal identycznie jak dwieście lat temu), potem trafia do zabytkowej warzelni soli, gdzie pracownicy zwani warzelnikami ręcznie warzą ją w otwartych naczyniach zwanych panwiami.

Efektem tej pracy jest kilka charakterystycznych produktów:

  • Ciechocińska Sól Spożywcza - produkt wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, produkowany tą samą, niezmienioną od blisko dwustu lat metodą.

  • Ciechociński Szlam i Ług - substancje o właściwościach leczniczych, powstające przy okazji warzenia soli.

  • Woda mineralna „Krystynka” - rozlewana i sprzedawana jako produkt bazujący na miejscowej solance.

  • Kosmetyki ciechocińskie - linia produktów pielęgnacyjnych bazujących na solance, popularna zwłaszcza wśród kuracjuszy szukających pamiątki z pobytu.


sól ciechocińska
Sól spożywcza z Ciechocinka

Poza produkcją, spółka prowadzi też działalność stricte turystyczną. Tężnie pełnią funkcję naturalnego inhalatorium, z którego korzystają osoby z przewlekłymi schorzeniami dróg oddechowych, a na terenie kompleksu działa też muzeum warzelni soli, gdzie można na własne oczy zobaczyć cały proces produkcyjny. Ciechocinek jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich uzdrowisk i to nie tylko wśród seniorów szukających spokoju, ale też młodszych turystów ciekawych unikatowego zabytku przemysłowego.

Uzdrowisko Kołobrzeg S.A. - morze, borowina i największy kurort nad Bałtykiem

Kołobrzeg to bez wątpienia najbardziej rozpoznawalne polskie uzdrowisko nadmorskie i chyba każdy, kto choć raz jechał tam na wakacje, zna charakterystyczny widok mola, plaży i rzędu sanatoriów wzdłuż promenady. Za znaczną częścią tej infrastruktury stoi spółka Uzdrowisko Kołobrzeg S.A.

Firma prowadzi lecznictwo uzdrowiskowe na naprawdę szeroką skalę: szpitale uzdrowiskowe zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci (już od 3. roku życia), sanatoria oraz leczenie ambulatoryjne. Dysponuje własnymi zakładami przyrodoleczniczymi i przychodnią uzdrowiskową. Jednym z flagowych obiektów jest Szpital Uzdrowiskowy „Muszelka”, składający się z dwóch pawilonów, oferujący łącznie ponad 230 miejsc noclegowych, położony zaledwie kilkadziesiąt metrów od plaży i mola.

Podobnie jak w przypadku Ciechocinka, spółka nie poprzestaje na samym lecznictwie. Produkuje i sprzedaje linię kosmetyków naturalnych opartych na dwóch lokalnych surowcach - kołobrzeskiej borowinie oraz solance. W ofercie znajdziemy balsamy, mydła czy zestawy prezentowe, dostępne zarówno stacjonarnie, jak i w sklepie internetowym, co pokazuje, że firma sprawnie łączy tradycyjny model uzdrowiskowy z nowoczesną sprzedażą e-commerce. Borowina, czyli torf leczniczy bogaty w minerały i substancje humusowe, od dekad jest wykorzystywana w zabiegach kosmetycznych i leczniczych i to właśnie ten surowiec, obok solanki, stanowi fundament marki „Kołobrzeskie Spa”.

Warto dodać, że łagodny, morski mikroklimat Kołobrzegu z niewielkimi amplitudami temperatur i krótkimi, mało śnieżnymi zimami, sam w sobie jest atutem, o który spółka opiera swoją strategię wypoczynkowo-leczniczą, zachęcając do aktywnego wypoczynku przez cały rok, a nie tylko w sezonie letnim.

Uzdrowisko Busko-Zdrój S.A. - świętokrzyska perła przyrodolecznictwa

Jadąc w kierunku Gór Świętokrzyskich, trudno przegapić Busko-Zdrój - miejscowość, która od blisko dwustu lat buduje swoją markę na jednym, bardzo specyficznym surowcu: wodzie siarczkowej. Spółka Uzdrowisko Busko-Zdrój S.A. nie bez powodu bywa nazywana „świętokrzyską perłą przyrodolecznictwa”.

Na terenie uzdrowiska występują dwa rodzaje wód uznanych za lecznicze. Wody siarczkowe oraz solanka jodkowo-bromkowa. Co istotne, parametry buskich wód są na tyle korzystne, że w wielu przypadkach można je stosować bezpośrednio, bez konieczności rozcieńczania, jak ma to miejsce w innych podobnych ośrodkach w Europie.

Poza samym lecznictwem uzdrowiskowym, spółka od 1960 roku produkuje naturalną wodę mineralną „Buskowianka”. Markę, którą wiele osób kojarzy nawet nie wiedząc, że stoi za nią uzdrowisko. To ciekawy przykład tego, jak lokalny surowiec leczniczy z powodzeniem trafił na ogólnopolskie półki sklepowe, funkcjonując jako osobny, rozpoznawalny produkt konsumencki.

W okolicy Buska działają też inne, powiązane z regionem obiekty czerpiące z tych samych złóż, jak Baseny Mineralne w Solcu-Zdroju, które w ciągu jednego roku potrafią sprzedać nawet 200 tysięcy biletów, to naprawdę ogromna liczba jak na relatywnie niewielką miejscowość. Pokazuje to skalę, w jakiej regionalne bogactwo naturalne. W tym przypadku woda siarczkowa, potrafi napędzać cały lokalny przemysł turystyczno-uzdrowiskowy, generując ruch turystyczny, miejsca pracy i przychody nie tylko dla samej spółki, ale i dla okolicznych hoteli, restauracji czy sklepów.

A co z resztą? Pozostałe ważne spółki uzdrowiskowe w Polsce

Cztery opisane wyżej firmy to absolutna czołówka, ale polska mapa uzdrowisk jest znacznie bogatsza. Warto choć pokrótce wymienić inne istotne podmioty, bo każdy z nich odgrywa ważną rolę w swoim regionie:

  • Uzdrowisko Nałęczów S.A. - jedno z niewielu polskich uzdrowisk kardiologicznych, znane z łagodnego mikroklimatu i pięknych zabytkowych parków.

  • Uzdrowisko Krynica-Żegiestów S.A. - działające w malowniczej Krynicy-Zdroju, słynące z wód mineralnych, w tym popularnego „Zuber”, jednej z najbardziej zmineralizowanych wód w Europie.

  • Uzdrowisko Rabka S.A. - uzdrowisko dziecięce w Beskidzie Wyspowym, specjalizujące się w leczeniu schorzeń alergicznych i dróg oddechowych u najmłodszych.

  • Uzdrowisko Iwonicz S.A. - jedno z najstarszych uzdrowisk w Polsce, działające w Beskidzie Niskim, z tradycją sięgającą XV wieku.

  • Uzdrowisko Konstancin-Zdrój S.A. - uzdrowisko podwarszawskie, ceniące się z zabiegów kardiologicznych i rehabilitacji ortopedycznej, blisko stolicy.

  • Uzdrowisko Świnoujście S.A. - nadmorskie uzdrowisko na Wyspie Uznam, korzystające z lokalnej solanki i borowiny.

  • Uzdrowisko Szczawno-Jedlina S.A. - dolnośląskie uzdrowisko znane z wód szczawiowych, wykorzystywanych w leczeniu schorzeń układu pokarmowego.

  • Uzdrowisko Goczałkowice-Zdrój Sp. z o.o. - niewielkie, ale cenione uzdrowisko na Śląsku, oparte na miejscowej solance jodowo-bromowej.

  • Przedsiębiorstwo Uzdrowisko Rymanów-Zdrój S.A. - kolejny podkarpacki kurort, wykorzystujący wody mineralne bogate w jod.

Choć te firmy nie mają aż tak rozbudowanej sieci obiektów jak liderzy rynku, ich znaczenie dla lokalnych społeczności trudno przecenić. W wielu przypadkach są one wręcz największym pracodawcą w danej gminie. Zatrudniają lekarzy, pielęgniarki, fizjoterapeutów, kucharzy, pokojówki, ogrodników utrzymujących parki zdrojowe, a nawet własnych techników odpowiedzialnych za ujęcia wód mineralnych. To sprawia, że kondycja takiej spółki bezpośrednio przekłada się na kondycję całej miejscowości.

Ciekawym zjawiskiem jest też to, że niektóre z tych mniejszych uzdrowisk, podobnie jak liderzy rynku, rozwijają własne linie produktowe, choć na mniejszą skalę. Krynica słynie z wody „Zuber” i „Krystynka” (nie mylić z ciechocińską), Rabka ma swoje charakterystyczne inhalatoria solankowe dla dzieci, a Szczawno-Zdrój od lat butelkuje wodę szczawiową sprzedawaną pod lokalną marką. To pokazuje pewien wzorzec powtarzający się w całej branży: uzdrowisko, które chce przetrwać na konkurencyjnym rynku, prędzej czy później zaczyna monetyzować swój surowiec leczniczy poza samym leczeniem w postaci produktu, który można kupić, spakować do walizki i zabrać do domu jako pamiątkę.

Jak uzdrowiska napędzają lokalną gospodarkę?

Tu dochodzimy do sedna sprawy. Bo o ile leczenie sanatoryjne kojarzy się głównie z emeryturami i kartami NFZ, to w praktyce funkcjonowanie dużej spółki uzdrowiskowej ma dużo szersze skutki gospodarcze, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Po pierwsze - miejsca pracy. Duże uzdrowisko to setki, a w przypadku takich grup jak PGU - tysiące etatów. Mowa nie tylko o personelu medycznym, ale i o obsłudze gastronomicznej, hotelowej, technicznej, a także pracownikach zakładów produkcyjnych - warzelni soli, rozlewni wody mineralnej czy manufaktur kosmetycznych. W małych miejscowościach, gdzie poza turystyką niewiele się dzieje, taka spółka bywa filarem lokalnego rynku pracy.

Po drugie - turystyka i handel lokalny. Kuracjusz przyjeżdżający na trzytygodniowy turnus zostawia pieniądze nie tylko w kasie sanatorium. Kupuje jedzenie, korzysta z lokalnych usług, odwiedza kawiarnie i pamiątkarskie sklepiki. Sezon uzdrowiskowy, w przeciwieństwie do typowego sezonu wakacyjnego, trwa właściwie cały rok, co daje lokalnym przedsiębiorcom stabilność, jakiej nie mają miejscowości żyjące wyłącznie z letniego ruchu turystycznego.

Po trzecie - eksport marki regionu. Produkty takie jak Ciechocińska Sól Spożywcza, „Buskowianka” czy kosmetyki z kołobrzeską borowiną trafiają na ogólnopolskie, a czasem i zagraniczne półki sklepowe. To forma promocji, za którą żadna kampania marketingowa nie musiałaby płacić. Konsument, sięgając po taki produkt, od razu kojarzy go z konkretnym miejscem w Polsce, co pośrednio zachęca do odwiedzin.

Po czwarte - inwestycje w infrastrukturę. Spółki uzdrowiskowe regularnie remontują parki zdrojowe, pijalnie, deptaki czy zabytkowe obiekty (jak choćby tężnie), z których korzystają nie tylko kuracjusze, ale i zwykli mieszkańcy oraz turyści niekorzystający z leczenia. Trudno sobie wyobrazić np. Ciechocinek bez tężni czy Busko-Zdrój bez parku zdrojowego, a to właśnie lokalne spółki uzdrowiskowe utrzymują te przestrzenie w dobrym stanie.

Po piąte wreszcie - stabilność poza sezonem letnim. To chyba najbardziej niedoceniany aspekt całej tej układanki. Podczas gdy typowe kurorty wypoczynkowe żyją głównie od czerwca do sierpnia, a poza sezonem świecą pustkami, uzdrowiska działają cały rok. Turnusy rehabilitacyjne, sanatoryjne czy lecznicze odbywają się także w styczniu, lutym czy listopadzie, co oznacza, że hotele, restauracje i sklepy w takich miejscowościach nie muszą zamykać się na zimę, tak jak dzieje się to w wielu nadmorskich czy górskich kurortach nastawionych wyłącznie na wakacyjny ruch turystyczny. To realnie stabilizuje lokalny rynek pracy i sprawia, że mieszkańcy nie muszą migrować sezonowo w poszukiwaniu zatrudnienia.

Podsumowanie - uzdrowiska jako cichy filar polskiej gospodarki

Wracając do tych wakacyjnych spacerów po deptakach uzdrowiskowych miejscowości, warto czasem spojrzeć na nie nieco inaczej. Za każdym sanatorium, tężnią czy pijalnią wód mineralnych stoi konkretna firma, często z bardzo długą, liczącą sobie nawet dwieście lat historią, a zarazem, co ciekawe funkcjonująca całkiem sprawnie we współczesnej gospodarce rynkowej, z e-sklepami, liniami kosmetyków i strategiami eksportowymi.

Polska Grupa Uzdrowisk, Uzdrowisko Ciechocinek, Uzdrowisko Kołobrzeg czy Uzdrowisko Busko-Zdrój to nie tylko marki kojarzone z odpoczynkiem i rehabilitacją. To realni pracodawcy, producenci i inwestorzy, którzy często niepostrzeżenie, trzymają w rękach losy całych miejscowości. I choć następnym razem, wchodząc do pijalni wód mineralnych, pewnie nie zaczniemy analizować struktury właścicielskiej spółki, to warto mieć świadomość, że polskie uzdrowiska to coś więcej niż tylko miejsce na urlop. To kawałek polskiej gospodarki, który tak jak dobra kuracja, działa najlepiej wtedy, gdy nikt go nie zauważa.


Polscy producenci lodów

 

lody koral


Wyobraź sobie upalny lipcowy dzień. Słońce praży, asfalt się topi, a Ty stoisz przed lodówką w osiedlowym sklepie, zastanawiając się, co wybrać. Rożek, lody na patyku, a może rodzinne wiaderko na wspólny wieczór? Prawdopodobnie nawet nie zdajesz sobie sprawy, że sięgając po większość popularnych lodów w Polsce, wspierasz rodzime, często rodzinne firmy, które od dekad a czasem nawet od kilku pokoleń, produkują je tuż za rogiem, w polskich fabrykach, zatrudniając polskich pracowników i skupując surowce od polskich rolników.

To temat, który mnie osobiście zawsze fascynował. Bo o ile "Coca-Colę" czy zagraniczne lody kojarzymy z wielkimi korporacjami, o tyle mało kto wie, że polski rynek lodów jest w ogromnej mierze zdominowany przez rodzime marki. Dziś przyjrzymy się sześciu z nich - Koral, Grycan, Anita, Alex-Pol, Jogo i Mlekowita. Opowiem Ci, skąd się wzięły, gdzie mają swoje zakłady produkcyjne i dlaczego warto zwracać na to uwagę przy zakupach.

Poniżej lista wybranych polskich producentów lodów:

Koral

Zacznijmy od marki, która chyba nie wymaga przedstawiania. "Zawsze jest pora na lody Koral", to hasło reklamowe zna chyba każdy Polak, niezależnie od wieku. Ale historia stojąca za tym sloganem jest naprawdę ciekawa.

Firmę założyli w 1979 roku bracia Józef i Marian Koralowie. Co ciekawe, początkowo próbowali otworzyć lodziarnię w Nowym Sączu, ale lokalni urzędnicy uznali, że miasto ma już wystarczająco dużo punktów sprzedaży lodów i odrzucili ich wniosek. Bracia się jednak nie poddali, przenieśli się 25 kilometrów dalej, do Limanowej, gdzie założyli własny, niewielki wtedy jeszcze, zakład rzemieślniczy.

Za zaoszczędzone pieniądze oraz kredyt w wysokości 1,5 miliona marek niemieckich rozbudowali zakład w Limanowej i zakupili nowoczesne włoskie maszyny do produkcji lodów. To był moment przełomowy, który pozwolił im przekształcić mały zakład rzemieślniczy w prawdziwą potęgę.

Dziś Przedsiębiorstwo Produkcji Lodów Koral posiada zakłady produkcyjne - w Nowym Sączu, Rzeszowie oraz Limanowej, a w szczycie sezonu firma zatrudnia ponad dwa tysiące osób. To robi wrażenie, prawda? Dwa tysiące ludzi znajdujących zatrudnienie sezonowo tylko w jednej firmie, w niewielkich, południowopolskich miejscowościach, gdzie o pracę wcale nie jest łatwo.

Co ważne, Koral postawił od początku na inną strategię niż zagraniczna konkurencja. Podczas gdy międzynarodowe koncerny skupiały się na dużych, rodzinnych opakowaniach sprzedawanych w hipermarketach, Koral zdecydował się na tanie i szybko rotujące lody impulsowe, sprzedawane w małych, osiedlowych sklepach. To był strzał w dziesiątkę, dzięki temu marka dotarła do naprawdę szerokiego grona odbiorców w całej Polsce.

Skala produkcji też robi wrażenie. Firma produkuje łącznie ponad 400 różnych rodzajów lodów, a Koral kontroluje niecałe 20 procent polskiego rynku lodów. To czyni ją jednym z absolutnych liderów branży w Polsce.

Warto też wspomnieć o marce premium, którą Koral wprowadził z okazji swojego jubileuszu. W 2014 roku, z okazji 35. rocznicy istnienia firmy, z inicjatywy młodego pokolenia właścicieli powstała marka premium Bracia Koral - Lody Jak Dawniej. To pokazuje, że firma nie tylko trzyma się sprawdzonych schematów, ale też stale się rozwija i wsłuchuje w oczekiwania nowych pokoleń konsumentów.

Grycan

Jeśli Koral to potęga lodów impulsowych, to Grycan to synonim lodów premium i tradycji rodzinnej sięgającej naprawdę odległych czasów. Historia tej marki jest wręcz wzruszająca.

lody grycan

Wszystko zaczęło się jeszcze przed II wojną światową, w Buczaczu na Kresach Wschodnich, gdzie dziadek Zbigniewa Grycana, Grzegorz Grycan, wspólnie z ojcem Józefem, produkowali i sprzedawali swoje pierwsze lody. Po wojnie, w ramach repatriacji, cała rodzina osiedliła się we Wrocławiu, gdzie powstała pierwsza w powojennej Polsce lodziarnia sygnowana tym nazwiskiem, znana pod szyldem "Lody MIŚ - Weronika Grycan".

Zbigniew Grycan, wnuk założyciela, postanowił kontynuować rodzinną tradycję. Uczył się rzemiosła cukierniczego, między innymi w słynnym warszawskim hotelu Bristol, gdzie zresztą poznał swoją przyszłą żonę Elżbietę. Razem, przez kolejne dekady, zbudowali coś, co dziś nazywamy imperium lodowym.

Ciekawostką jest to, że marka przechodziła różne koleje losu. Pierwotnie działała pod nazwą "Zielona Budka", a w 2001 roku została sprzedana funduszowi inwestycyjnemu Enterprise Investors razem z zakładem produkcyjnym. Rodzina zachowała wtedy tylko jeden lokal przy ulicy Puławskiej w Warszawie. Ale to nie był koniec historii. W 2004 roku Elżbieta i Zbigniew Grycanowie wspólnie utworzyli nową markę "Grycan - Lody od pokoleń" i od tamtej pory, razem z córkami Małgorzatą i Magdaleną, prowadzą firmę.

Dziś Grycan to przede wszystkim sieć lodziarnio-kawiarni. Firma posiada ponad 150 lokali na terenie Polski, oferując lody tradycyjne, lody na bazie jogurtu oraz sorbety, a w stałej i sezonowej ofercie znajduje się ponad 60 różnych smaków. Ale to, co szczególnie mnie zaciekawiło, to sposób produkcji. Grycan celowo łączy nowoczesną technologię z pracą ręczną. Głównym składnikiem sorbetów są owoce, ręcznie obierane i krojone w podwarszawskiej fabryce w Majdanie, gdzie rocznie przetwarzane jest ponad 1500 ton owoców i bakalii. To pokazuje skalę - ponad półtora tysiąca ton owoców rocznie obrabianych ręcznie w jednym zakładzie to naprawdę imponująca liczba.

Sama fabryka w Majdanie pod Warszawą to serce operacyjne marki. To tam łączone są tradycyjne metody rzemieślnicze z nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, a firma zatrudnia ludzi zarówno przy produkcji, jak i w sieci lodziarnio-kawiarni oraz pracowniach cukierniczych. Grycan to więc nie tylko fabryka, ale cały ekosystem miejsc pracy, od produkcji, przez logistykę, po bezpośrednią obsługę klienta w lodziarniach rozsianych po całej Polsce.


Anita

O ile Koral i Grycan są markami rozpoznawalnymi z nazwy, o tyle Anita to przykład firmy, która działa nieco bardziej "w tle", choć jej skala produkcji wcale nie jest mała. Wręcz przeciwnie.

Przedsiębiorstwo Produkcji Chłodniczej i Przetwórstwa Rolno-Spożywczego ANITA, założone przez Grzegorza Mordalskiego w Działoszynie, powstało w 1993 roku. Początkowo firma produkowała lody przemysłowe, a od 1998 roku rozszerzyła działalność o mrożone wyroby kulinarne, czyli między innymi znane wszystkim pierogi, pyzy czy uszka.

To, co robi z Anity naprawdę interesujący przypadek, to fakt, że firma w dużej mierze działa jako producent kontraktowy dla największych sieci handlowych w Polsce. Zakład wytwarza produkty pod własnymi markami - "Anita", "Cafe Morani" oraz "Pyza Polska", ale też pod wieloma markami własnymi sieci handlowych, takich jak Auchan, Carrefour, Kaufland, Netto, PoloMarket czy Tesco. Innymi słowy jeśli kiedykolwiek kupiłeś lody pod marką własną dużego dyskontu, całkiem możliwe, że wyprodukowała je właśnie Anita w swoim zakładzie w Działoszynie, w województwie łódzkim.

To pokazuje ciekawy mechanizm funkcjonowania polskiego przemysłu spożywczego. Wiele produktów, które kojarzymy z zagranicznymi lub "sieciowymi" markami, tak naprawdę powstaje w polskich fabrykach, u polskich producentów. Anita jest tego świetnym przykładem.


Alex-Pol

Kolejna firma na naszej liście to Alex-Pol - producent, który zaczynał bardzo skromnie, ale z czasem urósł do rangi jednego z ważniejszych graczy na polskim rynku mrożonek i lodów.

W 1999 roku, w niewielkim zakładzie w Turowie, rozpoczęto produkcję lodów z przeznaczeniem na rynek regionalny. Popyt na te lody szybko przerósł najśmielsze oczekiwania właścicieli, co skłoniło firmę do dalszego rozwoju.

Prawdziwie ciekawym momentem w historii firmy było jednak przejęcie legendarnej marki. W lipcu 2010 roku do Alex-Pol dołączył nowy zakład - oddział w Częstochowie, który wcześniej działał jako "Śnieżka" Chłodnia w Częstochowie SA i był producentem kultowych lodów "Śnieżka", na których wychowały się całe pokolenia Polaków. To właśnie dzięki temu przejęciu Alex-Pol może dziś pochwalić się, że nadal produkuje te legendarne, znane z dzieciństwa wielu z nas lody w charakterystycznym wafelku.

Dziś firma ma swoją siedzibę w Turowie koło Częstochowy i oferuje szeroki asortyment. Nie tylko lody, ale też mrożone warzywa, owoce oraz gotowe dania. Jakość i bezpieczeństwo produkowanej żywności gwarantuje wdrożony w firmie system BRC, co pokazuje, że mimo relatywnie skromnych początków, Alex-Pol działa dziś na europejskim poziomie standardów jakościowych.

To dobry przykład tego, jak lokalny, regionalny biznes może z czasem urosnąć do skali ogólnopolskiej, przejmując po drodze marki o dużej wartości sentymentalnej dla milionów konsumentów. Dla mieszkańców Turowa i okolic Częstochowy to też oznacza stabilne miejsca pracy w regionie, który jak wiele mniejszych ośrodków w Polsce, korzysta na obecności dużych, przemysłowych zakładów produkcyjnych.


Jogo

Jogo to marka nieco inna od pozostałych, bo lody nie są tu głównym, a jednym z wielu produktów w szerokim portfolio mleczarskim. Ale ich rozpoznawalność szczególnie wśród najmłodszych, jest ogromna.

Firma wywodzi się z Łódzkiej Spółdzielni Mleczarskiej, która ma naprawdę długą historię. Jogo to ponad 85 lat tradycji w produkcji galanterii mlecznej, co czyni ją jedną ze starszych firm mleczarskich w Polsce. Sama marka Jogo w obecnej formie funkcjonuje od 2005 roku, dostarczając konsumentom produkty mleczarskie najwyższej jakości.

Produkcja lodów na dużą skalę ruszyła stosunkowo niedawno, bo dopiero na początku poprzedniej dekady. W latach 2010-2011 spółdzielnia zainwestowała około 6 milionów złotych w nowoczesną lodziarnię, a od lutego 2011 roku ruszyła produkcja lodów na patyku oraz typu sandwich na dużą skalę. To pokazuje, że nawet firmy z długą tradycją mleczarską potrafią odważnie inwestować w nowe kierunki rozwoju, gdy dostrzegą potencjał rynkowy.

Flagowym produktem lodowym Jogo są oczywiście lody Bambino - marka, którą zna chyba każdy, kto miał kiedyś dzieciństwo w Polsce. Lody Bambino, bez zbędnych dodatków, stały się jednym z sercowych produktów marki, idealnym na deser i orzeźwienie w gorące dni.

Co istotne z punktu widzenia gospodarczego, w 2023 roku doszło do ważnej zmiany właścicielskiej. W połowie 2023 roku Łódzka Spółdzielnia Mleczarska dołączyła do rodziny SM Mlekpol, czyli kolejnej dużej, polskiej grupy mleczarskiej. To pokazuje, jak konsoliduje się polski rynek mleczarski - mniejsze, regionalne spółdzielnie łączą siły z większymi graczami, zachowując jednocześnie swoje lokalne marki i tożsamość produktową. Dla konsumentów oznacza to, że ukochane od dziecka lody Bambino wciąż są produkowane, choć teraz w ramach większej, silniejszej organizacyjnie struktury.

Warto podkreślić, że Jogo, jako spółdzielnia mleczarska, opiera swoją produkcję na mleku od polskich rolników - lody Bambino wytwarzane są ze śmietanki pochodzącej z mleka od polskich krów. To kolejny dowód na to, że kupując tego typu produkty, wspieramy nie tylko sam zakład produkcyjny, ale też całą sieć lokalnych gospodarstw rolnych dostarczających surowiec.

Mlekowita

Na koniec zostawiłem sobie firmę, która może zaskoczyć niejedną osobę jako producent lodów, bo Mlekovita kojarzy się przede wszystkim z serami, masłem i produktami mlecznymi. A jednak to również jeden z ważniejszych graczy na rynku lodów w Polsce, przynajmniej w swoim regionie.

Historia tej spółdzielni sięga naprawdę odległych czasów. Zakład w Wysokiem Mazowieckiem powstał już w 1928 roku i zatrudniał wówczas około 30 osób, zajmując się wyłącznie produkcją serów i masła. Po wojnie firma przechodziła kolejne transformacje. W 1950 roku powołano Powiatowy Zakład Mleczarski, który oprócz masła i serów wytwarzał również śmietanę, twarogi i lody, a w 1957 roku utworzono Okręgową Spółdzielnię Mleczarską. Co ciekawe, lody pojawiły się więc w ofercie firmy już w latach 50. ubiegłego wieku, to naprawdę odległa historia, o której mało kto pamięta.

Skala, jaką osiągnęła dziś Mlekovita, jest imponująca. To już nie mały, powiatowy zakład, ale jeden z najważniejszych producentów wyrobów mleczarskich w Polsce, uznawany za lidera w branży, a według własnych deklaracji firmy - lider branży mleczarskiej w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

Jeśli chodzi konkretnie o segment lodowy, Mlekovita pozycjonuje się jako regionalny lider. Firma określa się jako jedyny na Podlasiu producent lodów na skalę przemysłową, oferując łącznie 24 warianty lodów, od tradycyjnej kostki, przez rożek 120 ml, po rodzinne porcje 1 i 5 litrów. To pokazuje, że mimo iż lody nie są głównym filarem działalności spółdzielni, firma podchodzi do tego segmentu bardzo poważnie, regularnie poszerzając asortyment o nowe warianty smakowe.

Co istotne, jakość surowca ma tu kluczowe znaczenie. Głównym składnikiem lodów produkowanych przez Mlekovitę jest wysokiej jakości śmietanka, oparta wyłącznie na naturalnym tłuszczu mlecznym. Biorąc pod uwagę, że firma jest przede wszystkim potentatem mleczarskim, ma naturalny dostęp do najwyższej jakości surowca mlecznego, co bezpośrednio przekłada się na jakość produkowanych lodów.

Skala zatrudnienia i wpływu na lokalną gospodarkę Podlasia jest tu ogromna - spółdzielnia zatrudnia około 2200 osób, a swój surowiec pozyskuje od tysięcy rolniczych dostawców z regionu. To pokazuje, że Mlekovita to nie tylko produkcja lodów czy serów, to filar gospodarczy dla całego Podlasia, dający pracę tysiącom osób i stabilny zbyt dla lokalnych rolników.

Co łączy tych sześciu producentów?

Patrząc na te sześć firm - Koral, Grycan, Anita, Alex-Pol, Jogo i Mlekowita, trudno nie zauważyć pewnego wspólnego mianownika. Wszystkie zaczynały skromnie: od małego zakładu rzemieślniczego, lokalnej spółdzielni albo rodzinnego biznesu. Żadna z nich nie powstała jako wielka korporacja z dnia na dzień. Wszystkie musiały przejść długą drogę, inwestując stopniowo w rozwój, nowe technologie i rozszerzanie asortymentu.

To, co jeszcze bardziej rzuca się w oczy, to lokalizacja tych zakładów. Nie znajdziemy ich w Warszawie czy innych wielkich metropoliach, tylko w mniejszych miejscowościach - Limanowa, Nowy Sącz, Rzeszów, Działoszyn, Turów, Wysokie Mazowieckie. To pokazuje, jak duże znaczenie mają tego typu zakłady dla lokalnych rynków pracy. W miejscowościach, gdzie często brakuje dużych pracodawców, fabryka lodów czy zakład mleczarski potrafi być jednym z filarów lokalnej gospodarki, dając zatrudnienie tysiącom mieszkańców regionu.

Drugi wspólny mianownik to opieranie produkcji na polskich surowcach - mleku, śmietance, owocach pozyskiwanych od polskich rolników i hodowców. To zamyka pewien łańcuch wartości w granicach kraju: polski rolnik dostarcza surowiec, polska fabryka go przetwarza, polscy pracownicy go produkują i pakują, a produkt trafia na polskie i coraz częściej także zagraniczne półki sklepowe.

Podsumowanie

Polski rynek lodów to fascynujący przykład tego, jak lokalne, często rodzinne biznesy potrafią z czasem urosnąć do rangi liczących się graczy, nie tracąc przy tym swojego charakteru i korzeni. Koral z Limanowej, Grycan z tradycją sięgającą przedwojennego Buczacza, Anita z Działoszyna działająca w cieniu wielkich sieci handlowych, Alex-Pol, który przejął kultową Śnieżkę, Jogo ze swoimi legendarnymi lodami Bambino oraz potężna Mlekovita z Podlasia, to tylko sześć przykładów spośród wielu polskich producentów lodów.

Każda z tych firm to nie tylko historia biznesowego sukcesu, ale też realny wpływ na lokalną gospodarkę. Tysiące miejsc pracy, zamówienia dla polskich rolników, inwestycje w regionach, które bez tych zakładów wyglądałyby zupełnie inaczej. Dlatego następnym razem, gdy będziesz stał przed lodówką w sklepie, zastanawiając się, jakie lody wybrać na ten upalny dzień, może warto zerknąć na etykietę i sprawdzić, skąd pochodzi Twój ulubiony smak. Może okazać się, że to nie tylko pyszny deser, ale też mały gest wsparcia dla polskiej gospodarki.