WS TECH - polski producent sprzętu rehabilitacyjnego i medycznego

 

Jeśli szukacie przykładu na to, że polska produkcja potrafi konkurować z zachodnimi markami, to WS TECH jest jednym z lepszych dowodów. Firma z Sanoka, miasta kojarzonego głównie z przemysłem gumowym i autobusowym (Autosan), od ponad dwóch dekad produkuje sprzęt rehabilitacyjny i medyczny, który trafia do szpitali, przychodni, gabinetów fizjoterapeutycznych i klinik weterynaryjnych w całej Polsce. W tym artykule opowiem Wam dokładnie, co robi firma WS TECH, gdzie i jak produkuje swój sprzęt.

Od mebli biurowych do zaawansowanego sprzętu medycznego

Historia WS TECH zaczyna się w 2000 roku i szczerze mówiąc, mało kto wtedy przypuszczał, że firma zajmująca się produkcją mebli biurowych i szkolnych za kilkanaście lat stanie się liczącym się graczem na rynku wyrobów medycznych. Ale tak właśnie było. Firma rozpoczęła swoją działalność w 2000 roku, początkowo zajmując się produkcją mebli biurowych i szkolnych.

WS TECH siedziba

Dwa lata później, w 2002 roku, nastąpił pierwszy poważny krok w stronę dywersyfikacji. Dzięki wzbogaceniu się o lakiernię proszkową oraz zakupowi kilku maszyn do obróbki metalu, oferta firmy została rozszerzona o meble i sprzęt warsztatowy, w tym ręczne wózki transportowe oraz stoły warsztatowe. To był moment, w którym firma zaczęła budować własne kompetencje w zakresie obróbki metalu - kompetencje, które później okazały się kluczowe.

Z czasem właściciele dostrzegli coś, czego wielu polskich przedsiębiorców w tamtym okresie jeszcze nie widziało. Ogromny potencjał rynku wyrobów medycznych. Dzięki ambicjom i chęci rozwoju firma rozpoczęła produkcję i sprzedaż stołów do rehabilitacji oraz wyposażania placówek medycznych, a widząc ogromny potencjał w rozwoju tego rynku, skoncentrowała swoją działalność właśnie w tym kierunku. To była decyzja, która ukształtowała całą dalszą tożsamość firmy. Dziś WS TECH kojarzy się przede wszystkim ze sprzętem rehabilitacyjnym i medycznym, choć korzenie warsztatowo-meblowe wciąż widać w części oferty (meble biurowe, meble warsztatowe, dodatkowe usługi metalowo-lakiernicze).

Formalnie firma działa dziś pod nazwą WS TECH Lorens sp. j., z siedzibą przy ul. Okulickiego 43 w Sanoku. To właśnie tutaj, na Podkarpaciu, powstaje cały asortyment marki.

Zakład produkcyjny w Sanoku - serce firmy

Tu dochodzimy do sedna sprawy, bo skoro piszę o polskości firmy, to nie mogę pominąć tego, gdzie i jak faktycznie powstają jej produkty. WS TECH nie jest firmą, która składa gotowe komponenty sprowadzone z Azji. To realny producent z własnym zakładem, halami produkcyjnymi i pełnym cyklem wytwórczym.

Tak wygląda proces produkcji w firmie WS TECH:



Sami zresztą podkreślają to wprost na swojej stronie: wszystkie produkty WS Tech powstają w Polsce, w zakładzie w Sanoku, a do ich produkcji wykorzystywane są certyfikowane komponenty od sprawdzonych dostawców z Polski oraz innych krajów Unii Europejskiej. To istotna deklaracja w czasach, gdy większość sprzętu na rynku medycznym pochodzi z importu z Azji.

Co ciekawe, firma nie stoi w miejscu. Z dokumentacji dotyczącej dofinansowań unijnych wynika, że WS TECH realizuje właśnie ambitny projekt rozbudowy mocy produkcyjnych. Zakup nieruchomości niezabudowanej pod nowy zakład produkcyjny oraz budowę hali produkcyjnej na potrzeby uruchomienia seryjnej produkcji aktywnych stołów rehabilitacyjnych do manipulacji pionowej kręgosłupa techniką VAPS. To pokazuje, że firma inwestuje w rozwój infrastruktury produkcyjnej w Polsce, a nie przenosi produkcji za granicę, jak robi to wiele innych firm szukających oszczędności.

W ramach tej samej inwestycji planowany jest zakup całej linii technologicznej - malarni proszkowej, śrutownicy automatycznej, gniazda spawalniczego oraz maszyn do cięcia konturowego pianki, zarówno w układzie pionowym, jak i poziomym. Mówiąc wprost, to inwestycja w pełny łańcuch produkcyjny: od cięcia i spawania metalu, przez lakiernię proszkową, po cięcie pianek tapicerskich do leżanek i stołów. Projekt otrzymał wielomilionowe dofinansowanie unijne w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki.

Co dokładnie produkuje WS TECH? Pełny przegląd oferty

Skoro już wiemy, gdzie i jak firma produkuje, przejdźmy do tego, co konkretnie znajdziecie w jej katalogu. A oferta jest naprawdę szeroka. Od podstawowego wyposażenia gabinetu lekarskiego, po zaawansowane technologicznie stoły rehabilitacyjne.

Stoły stacjonarne do rehabilitacji

stół stacjonarny

To jeden z filarów oferty. Stacjonarne stoły rehabilitacyjne dzięki swojej budowie umożliwiają przeprowadzenie zabiegów rehabilitacji, fizjoterapii, masażu oraz innych terapii manualnych mających na celu leczenie lub łagodzenie chorób i urazów, w sposób efektywny oraz bezpieczny zarówno dla pacjenta, jak i terapeuty. Do tej kategorii należy też nowa seria ELEMENT - stoły rehabilitacyjne z dodatkową obudową z tworzywa ABS, które firma aktualnie promuje jako swoją flagową nowość.

Stoły GRAVI - innowacja klasy premium

stół GRAVI

To zdecydowanie najbardziej zaawansowany produkt w portfolio firmy. Stół rehabilitacyjny GRAVI to aktywny stół do manipulacji kręgosłupa w pozycji pionowej, wykorzystujący technikę VAPS. Warto podkreślić, że to nie jest kopia zagranicznego rozwiązania. To efekt własnych prac badawczo-rozwojowych firmy. Projekt zakłada komercjalizację wyników prac B+R poprzez uruchomienie seryjnej produkcji nowego wyrobu, który ma być pierwszym na rynku polskim rozwiązaniem tego typu, stosowanym do usuwania blokad z najbardziej zablokowanych kręgów. Innymi słowy WS TECH nie tylko produkuje w Polsce, ale też projektuje i rozwija w Polsce. To robi różnicę.

Fotele ginekologiczne

Fotele ginekologiczne przeznaczone są do wykonywania badań oraz drobnych zabiegów ginekologicznych. To sprzęt, który trafia głównie do przychodni i gabinetów ginekologicznych, gdzie liczy się zarówno komfort pacjentki, jak i funkcjonalność dla lekarza.

Fotele do dializ

Fotel do dializ przeznaczony jest do wykonywania zabiegów dializacyjnych i jest kompatybilny z innymi urządzeniami do dializ, co ułatwia podłączenie pacjenta do pozaustrojowego obiegu krwi. To sprzęt o dużym znaczeniu społecznym - dializy to procedura, z której korzystają tysiące pacjentów w Polsce regularnie, więc jakość i niezawodność takiego fotela ma bezpośredni wpływ na komfort leczenia.

Fotele do pobierania krwi

Fotel do pobierania krwi dzięki swojej konstrukcji ułatwia przeprowadzenie zabiegu iniekcji na lewym lub prawym przedramieniu osoby poddawanej zabiegowi. To standardowe wyposażenie punktów pobrań, laboratoriów i centrów krwiodawstwa.

Wózki do transportu chorych

Wózek do transportu chorych ma stalową konstrukcję na kółkach i przeznaczony jest do bezpiecznego transportu chorych w pozycji leżącej na terenie szpitala bądź innej placówki medycznej. Aktualnie firma promuje nową serię TC w tej kategorii, co pokazuje, że nawet w tak podstawowym segmencie sprzętu WS TECH stale odświeża swój asortyment.

Leżanki - stacjonarne, metalowe i drewniane

leżanka stacjonarna

Tutaj oferta dzieli się na trzy warianty konstrukcyjne. Leżanki stacjonarne, podobnie jak stoły, umożliwiają przeprowadzenie zabiegów rehabilitacji, fizjoterapii, masażu oraz innych terapii manualnych w sposób efektywny i bezpieczny zarówno dla pacjenta, jak i terapeuty. Z kolei leżanki metalowe i drewniane, dzięki swojej budowie, umożliwiają przeprowadzenie drobnych zabiegów, badań oraz innych czynności mających na celu leczenie i poprawienie stanu zdrowia pacjenta. Mniejsza przychodnia może wybrać prostszą, tańszą leżankę drewnianą, a duża klinika zainwestować w wersję stacjonarną z pełną regulacją.

Parawany metalowe i drewniane

parawan

Prosty, ale niezbędny element wyposażenia każdej sali zabiegowej. Parawany, zarówno metalowe, jak i drewniane, przeznaczone są do stosowania w gabinetach lekarskich, salach zabiegowych i operacyjnych, zapewniając podstawową izolację pacjenta w celu zapobiegania chorobom przenoszonym drogą kropelkowo-powietrzną oraz zapewnienia pacjentowi leżącemu podstawowych warunków dyskrecji podczas zabiegów i codziennych czynności życiowych.

Stolik do badań niemowląt

Stolik do badań niemowląt przeznaczony jest do wykonywania badań oraz pielęgnacji niemowląt w przychodniach oraz gabinetach lekarskich. To sprzęt, który trafia głównie do poradni pediatrycznych i gabinetów neonatologicznych.

Łóżka szpitalne

łóżko szpitalne

Łóżka szpitalne o prostej konstrukcji, z możliwością łatwej rozbudowy o kolejne elementy zwiększające funkcjonalność. Modułowość to tutaj słowo klucz. Szpital może kupić podstawowy model, a potem doposażyć go w miarę potrzeb i budżetu.

Pozostałe produkty

Oferta uzupełniona jest o cały szereg drobniejszego, ale niezbędnego wyposażenia gabinetów medycznych. Znajdziemy tu taborety, stopnie metalowe, stoliki pod aparaturę medyczną, kształtki rehabilitacyjne, materace i inne akcesoria. To pokazuje, że WS TECH stara się być kompleksowym dostawcą wyposażenia placówek medycznych, a nie tylko producentem pojedynczych, wyselekcjonowanych produktów.

Wpływ na polską gospodarkę i lokalny rynek pracy

Trudno przecenić znaczenie takich firm jak WS TECH dla regionalnej gospodarki Podkarpacia. Sanok to miasto o bogatej tradycji przemysłowej, ale też miasto, które, jak wiele mniejszych ośrodków w Polsce, musi konkurować o inwestycje i miejsca pracy z większymi aglomeracjami. Firma, która nie tylko utrzymuje produkcję lokalnie, ale wręcz inwestuje wiele milionów złotych w budowę nowej hali produkcyjnej, to realne wsparcie dla lokalnego rynku pracy. Powstają nowe stanowiska przy obsłudze maszyn, spawalnictwie, lakiernictwie proszkowym, ale też w działach projektowych, badawczo-rozwojowych i handlowych.

Do tego dochodzi kwestia łańcucha dostaw. Skoro firma deklaruje korzystanie z certyfikowanych komponentów od dostawców z Polski i innych krajów UE, to oznacza, że część wartości dodanej zostaje w kraju, zamiast trafiać do dalekowschodnich fabryk komponentów. W czasach, gdy tematy związane z niezależnością łańcuchów dostaw w sektorze medycznym stały się tematem strategicznym dla całej Europy, taka lokalna produkcja nabiera dodatkowego znaczenia.

Warto też zauważyć, że stoły GRAVI wykorzystujące technikę VAPS mają, jak deklaruje sama firma, potencjał do wykreowania zupełnie nowego segmentu rynku sprzętu rehabilitacyjnego - nie tylko w Polsce, ale i szerzej. Jeśli się to uda, będzie to przykład polskiej innowacji medycznej, która zaistnieje na rynkach zagranicznych, a nie odwrotnie.

VETERI - gdy WS TECH wchodzi do świata weterynarii

I tutaj dochodzimy do drugiej, równie ciekawej części opowieści - marki VETERI. To projekt, w którym WS TECH wykorzystał swoje kompetencje produkcyjne zdobyte przy produkcji sprzętu dla ludzi, żeby wejść na rynek sprzętu weterynaryjnego.

stół weterynaryjny

Rdzeniem oferty są stoły weterynaryjne w trzech wariantach konstrukcyjnych. Dostępne są stoły elektryczne, mechaniczne oraz stoły o stałej wysokości, przeznaczone do przeprowadzania zabiegów ambulatoryjnych i operacyjnych. Taka różnorodność ma znaczenie praktyczne. Mały, jednoosobowy gabinet weterynaryjny w mniejszej miejscowości ma zupełnie inne potrzeby i budżet niż duża klinika specjalistyczna w mieście wojewódzkim, i VETERI stara się odpowiadać na obie te sytuacje.

Jakość w segmencie premium, cena w segmencie średnim

Ciekawie firma pozycjonuje się cenowo. Firma przyznaje wprost, odpowiadając na pytanie o relację ceny do jakości: cenowo plasują się w średniej półce, natomiast jakością wchodzą w segment premium, co oznacza, że klienci otrzymują bardzo wysoką jakość wykonania, trwałe materiały i dopracowane detale bez konieczności ponoszenia kosztów typowych dla marek stricte premium. To zresztą dość charakterystyczne dla polskich producentów sprzętu medycznego w ogóle. Możliwość zaoferowania relatywnie wysokiej jakości przy niższych kosztach produkcji niż u zachodnioeuropejskiej konkurencji, właśnie dzięki produkcji krajowej.

Warto też zwrócić uwagę na kwestię serwisu i awaryjności, bo to temat, który realnie martwi każdego, kto inwestuje w sprzęt do codziennej pracy klinicznej. Produkty VETERI charakteryzują się bardzo niską awaryjnością i niewielką liczbą reklamacji, a w razie usterki na miejsce przyjeżdżają pracownicy produkcji, którzy znają sprzęt od podszewki i dokonują napraw. To duża przewaga nad importowanym sprzętem, przy którym serwis często oznacza tygodnie oczekiwania na części zamienne z zagranicy.

Certyfikaty i jakość - dlaczego to ma znaczenie

W branży sprzętu medycznego certyfikacja to nie formalność, tylko absolutna konieczność. Sprzęt trafiający do szpitali, przychodni i gabinetów musi spełniać rygorystyczne normy bezpieczeństwa, a producent musi być w stanie udokumentować pochodzenie i jakość każdego komponentu. WS TECH udostępnia na swojej stronie internetowej sekcję z certyfikatami, zgłoszeniami oraz kartami charakterystyki komponentów wykorzystywanych do produkcji, co pozwala placówkom medycznym i dystrybutorom zweryfikować zgodność sprzętu z obowiązującymi przepisami jeszcze przed zakupem.

To istotne również z punktu widzenia zaufania. Firma, która otwarcie publikuje dokumentację certyfikacyjną, buduje wiarygodność zarówno wśród dużych instytucjonalnych odbiorców (szpitale, sieci przychodni), jak i mniejszych, prywatnych gabinetów, które kupują pojedyncze egzemplarze sprzętu przez sklep internetowy.

Podsumowanie

WS TECH to dobry przykład tego, jak może wyglądać nowoczesna, dobrze zarządzana firma produkcyjna z mniejszego polskiego miasta - z jasno określoną specjalizacją, inwestycjami w innowacje i konsekwentnym budowaniem pozycji na rynku krajowym. Cała produkcja - od stołów rehabilitacyjnych, przez fotele ginekologiczne i fotele do dializ, po łóżka szpitalne i parawany, odbywa się w zakładzie w Sanoku, z wykorzystaniem certyfikowanych komponentów pochodzących w dużej mierze z Polski i innych krajów Unii Europejskiej. Do tego dochodzi marka VETERI, dzięki której kompetencje firmy trafiają również do gabinetów i klinik weterynaryjnych w całej Polsce.

Dla placówek medycznych, gabinetów rehabilitacyjnych, przychodni czy lecznic dla zwierząt szukających sprzętu, który łączy sensowną cenę z solidną, sprawdzoną jakością wykonania, a przy tym jest wspierany przez lokalny, szybko reagujący serwis. A patrząc na tempo inwestycji firmy w nowe hale produkcyjne i technologie, można się spodziewać, że w najbliższych latach usłyszymy o niej jeszcze więcej i to niekoniecznie tylko w Polsce.


Dlaczego gminom opłaca się przyciągać firmy? Jak przedsiębiorcy zwiększają dochody samorządu

dochody pit i cit samorządów

 

Jeździsz czasem przez jakąś gminę i zastanawiasz się, skąd ta gmina ma pieniądze na nowy chodnik, wyremontowaną szkołę albo plac zabaw, który wygląda jak żywcem wyjęty z Niemiec? A dwie gminy dalej drogi są dziurawe, szkoła się sypie, a wójt na sesji rady tłumaczy się z braku kasy na cokolwiek? Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać. To nie jest kwestia szczęścia czy magii. To najczęściej efekt jednej rzeczy: ile firm działa na terenie danej gminy i ile osób tam pracuje, płacąc podatki.

Brzmi sucho? Zaraz się okaże, że wcale nie. Bo za tym mechanizmem stoi konkretna matematyka, która bezpośrednio przekłada się na to, czy w twojej gminie powstanie nowe przedszkole, czy raczej nic się nie zmieni przez najbliższą dekadę. I co ciekawe, mało kto o tym mówi wprost, chociaż to jeden z najważniejszych powodów, dla których mądre samorządy tak zabiegają o inwestorów, strefy ekonomiczne i nowe zakłady produkcyjne.

W tym artykule rozłożymy to na czynniki pierwsze. Pokażemy, jak naprawdę wygląda podział podatku PIT i CIT między budżet państwa a samorządy, dlaczego gminie, powiatowi i województwu zwyczajnie opłaca się mieć na swoim terenie jak najwięcej firm i jak najlepiej zarabiających mieszkańców, oraz co się dzieje, gdy trafi się prawdziwy „strzał w dziesiątkę” - tak jak w przypadku gminy Chojnice, która w pewnym momencie stała się najbogatszą gminą w Polsce dzięki jednej transakcji.

Skąd w ogóle gmina bierze pieniądze?

Zanim przejdziemy do sedna, krótkie wyjaśnienie, bo bez tego trudno zrozumieć całą resztę. Budżet gminy (podobnie powiatu i województwa) składa się z kilku źródeł. Są dochody własne, czyli na przykład podatek od nieruchomości, opłaty lokalne, dochody z majątku gminy. Są subwencje i dotacje z budżetu państwa. I jest trzecia, kluczowa dla nas kategoria: udziały we wpływach z podatku PIT (od osób fizycznych, czyli pracowników i przedsiębiorców rozliczających się na zasadach ogólnych) oraz z podatku CIT (od osób prawnych, czyli spółek).

I teraz najważniejsze zdanie tego akapitu: im więcej ludzi mieszka i pracuje na terenie gminy oraz im więcej firm ma tam swoją siedzibę, tym większy strumień pieniędzy z PIT i CIT trafia do lokalnego budżetu. To nie jest żadna dotacja, o którą trzeba się prosić w ministerstwie. To automatyczny mechanizm, wpisany w ustawę o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Gmina po prostu dostaje swoją działkę z tego, co jej mieszkańcy i firmy odprowadzają fiskusowi.

Jak dokładnie działa podział podatku PIT

Kiedy pracujesz na etacie albo prowadzisz jednoosobową działalność rozliczaną na zasadach ogólnych czy podatkiem liniowym, część pieniędzy, które co miesiąc wpłacasz jako zaliczkę na PIT, w ogóle nie zostaje w budżecie centralnym. Trafia do samorządu, w którym mieszkasz, a dokładniej wpisujesz to jako adres w swoim zeznaniu podatkowym.

Przez wiele lat system wyglądał tak, że gminy miały udział na poziomie mniej więcej 38-39 procent wpływów z PIT mieszkańców, powiaty około 10 procent, a województwa nieco ponad 1 procent. Czyli licząc z grubsza: z każdych 100 złotych podatku dochodowego, jakie odprowadzał mieszkaniec danej gminy, blisko 40 złotych wracało do budżetu tej właśnie gminy.

Warto tu dodać jedną rzecz, bo akurat teraz, w 2026 roku, system przechodzi sporą zmianę. Rząd wprowadził reformę finansowania samorządów, która ma uniezależnić dochody gmin, powiatów i województw od doraźnych zmian w przepisach podatkowych (na przykład podnoszenia kwoty wolnej od podatku, która wcześniej potrafiła mocno uszczuplać budżety lokalne). W nowym modelu udziały procentowe są przeliczane według bardziej rozbudowanego algorytmu uwzględniającego tak zwane potrzeby finansowe danej jednostki samorządu - wyrównawcze, oświatowe, rozwojowe i ekologiczne. Konkretne wskaźniki procentowe są inne niż wcześniej, ale sama logika pozostaje identyczna: im więcej podatku PIT generują mieszkańcy danego terenu, tym więcej pieniędzy wraca do tego samorządu. Zmienia się metoda liczenia, nie zmienia się zasada.

udział samorządu w podatkach PIT i CIT

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Skoro to mieszkaniec, a nie firma jest tym, kto formalnie płaci PIT, to dlaczego mówimy, że opłaca się przyciągać firmy? Bo firma, która się lokalizuje w danej gminie, tworzy miejsca pracy. A ludzie zatrudnieni w tej firmie zazwyczaj mieszkają w tej samej gminie albo w okolicy i tam rozliczają swój podatek. Innymi słowy: firma nie musi płacić PIT-u, żeby zasilić budżet gminy - wystarczy, że zatrudnia ludzi, którzy go płacą. To jest ten pierwszy, mniej oczywisty kanał korzyści.


A jak wygląda sprawa z podatkiem CIT?

Tu robi się jeszcze ciekawiej, bo w przypadku CIT liczy się nie miejsce zamieszkania pracownika, tylko siedziba firmy (a w niektórych przypadkach lokalizacja zakładu, jeśli spółka ma oddziały w różnych miejscach i rozlicza to proporcjonalnie). Gmina, na terenie której zarejestrowana jest spółka płacąca CIT, dostaje swój procent z tego, co ta spółka odprowadza do budżetu państwa.

Historycznie było to około 6,71 procent wpływów z CIT dla gmin, 1,4 procent dla powiatów i prawie 15 procent dla województw (które mają w CIT wyraźnie większy udział niż w PIT, bo to one często odpowiadają za duże inwestycje regionalne). Tak jak przy PIT, od 2026 roku te wskaźniki są przeliczane na nowych zasadach w ramach wspomnianej reformy, ale sam mechanizm im więcej firm i im więcej zarabiają, tym więcej trafia do lokalnych budżetów, pozostaje bez zmian.

I teraz proste podsumowanie tego, co dzieje się, gdy do gminy przyjeżdża duża firma i buduje tam zakład produkcyjny:

  • Gmina zaczyna otrzymywać udział w CIT tej spółki, bo to tam znajduje się jej siedziba lub zakład.

  • Firma zatrudnia ludzi. Część z nich to nowi mieszkańcy gminy, część to osoby, które już tam mieszkały, ale wcześniej pracowały gdzie indziej albo wcale.

  • Ci pracownicy płacą PIT, a spory kawałek tego PIT-u wraca do budżetu gminy.

  • Firma zwykle płaci też podatek od nieruchomości od swojej hali czy biura - to już czysty dochód własny gminy, bez żadnego podziału z budżetem państwa.

  • Pracownicy wydają pieniądze lokalnie w sklepach, u fryzjera, w przedszkolu prywatnym, na paliwo, co napędza inne lokalne firmy usługowe, które też płacą podatki.

To jest właśnie ten efekt mnożnikowy, o którym samorządowcy mówią sobie nawzajem na konferencjach, a rzadko tłumaczą to zwykłym mieszkańcom wprost. Jedna duża inwestycja potrafi w kilka lat całkowicie zmienić kondycję finansową gminy.

Prosty przykład, żeby to sobie dobrze wyobrazić

Weźmy fikcyjną gminę Lipowo Górne. Ma 6 tysięcy mieszkańców, budżet skromny, głównie z subwencji i podatku od nieruchomości mieszkańców. Przez lata nie działo się tam wiele.

W pewnym momencie władze gminy postanawiają przygotować teren inwestycyjny. Uzbrajają działkę w prąd, wodę, kanalizację, budują dojazdową drogę. Nie jest to za darmo, ale to inwestycja, nie wydatek stracony. Trafia na nią polska firma produkująca opakowania, która szuka miejsca na nową fabrykę, bo dotychczasowa hala w mieście jest za mała.

Firma buduje zakład, zatrudnia 250 osób. Część to mieszkańcy Lipowa Górnego, którzy wcześniej dojeżdżali do pracy 40 kilometrów dalej albo pracowali za granicą. Część to ludzie, którzy się do gminy przeprowadzają, bo mają tu teraz pracę - kupują albo wynajmują mieszkania, zapisują dzieci do miejscowej szkoły.

Co się dzieje z budżetem gminy?

Po pierwsze, firma płaci podatek od nieruchomości od swojej hali produkcyjnej - to kilkadziesiąt, może kilkaset tysięcy złotych rocznie, w zależności od wielkości zakładu, i trafia w całości do gminy.

Po drugie, spółka płaci CIT od wypracowanego zysku, a gmina dostaje swój ustawowy procent od tej części CIT, która przypada na jej teren.

Po trzecie - i to jest często największa pozycja - 250 osób zatrudnionych w fabryce płaci PIT. Jeśli średnie wynagrodzenie w takim zakładzie wynosi, powiedzmy, 6 tysięcy złotych brutto, to suma zaliczek na podatek dochodowy odprowadzanych przez tych pracowników w skali roku robi się naprawdę spora, a spory jej kawałek zasila właśnie budżet Lipowa Górnego.

Po czwarte, ci ludzie zaczynają wydawać pieniądze na miejscu - w miejscowym sklepie spożywczym, u lokalnego mechanika, u fryzjera itd. Te firmy też płacą podatki, też zatrudniają, koło się zamyka.

W efekcie po kilku latach od otwarcia fabryki budżet Lipowa Górnego może wyglądać zupełnie inaczej niż wcześniej i to bez podnoszenia podatków lokalnych mieszkańcom, bez zaciągania kredytów, tylko dzięki temu, że na terenie gminy powstało jedno miejsce pracy dla 250 osób. Dlatego właśnie świadomi wójtowie i burmistrzowie tak zabiegają o inwestorów, jeżdżą na targi inwestycyjne, oferują ulgi w podatku od nieruchomości na starcie, tworzą strefy ekonomiczne. To się po prostu opłaca. I to nie w jakiejś abstrakcyjnej, wizerunkowej kategorii, tylko w twardych złotówkach na koncie gminy.

Ciekawostka, która pokazuje skalę zjawiska: gmina Chojnice

A teraz historia, która pokazuje, jak bardzo ten mechanizm potrafi zadziałać, kiedy trafi się wyjątkowa sytuacja. Chodzi o wiejską gminę Chojnice na Pomorzu.

Wszystko zaczęło się dużo wcześniej, bo w 2004 roku, kiedy ówczesny wójt namówił rodzinną firmę - Polkom, należącą do państwa Słomińskich, żeby przeniosła swoją działalność do strefy ekonomicznej w miejscowości Topola, na terenie gminy Chojnice. Gmina zaoferowała wtedy ulgę o wartości pół miliona złotych, jako zachętę do tworzenia nowych miejsc pracy. Z punktu widzenia małej gminy to była spora suma, ale zdecydowano się zaryzykować.

Firma rosła przez kolejne piętnaście lat. I w grudniu 2018 roku doszło do transakcji, która odmieniła finanse tej gminy na dobre. Amerykański inwestor kupił większościowy pakiet udziałów w firmie Polkom za ponad miliard złotych.

Skutki dla budżetu gminy Chojnice były spektakularne. Sama transakcja sprzedaży udziałów oznaczała dla właściciela zapłatę podatku, z którego znacząca część - bo aż 86 milionów złotych, trafiła do budżetu gminy z tytułu udziału w PIT jednego mieszkańca, właściciela sprzedawanej firmy. Do tego doszło kolejne 14 milionów złotych z podatku od czynności cywilnoprawnych związanego z tą transakcją, odprowadzonego rok wcześniej. Łącznie gmina otrzymała około 100 milionów złotych. Kwotę, o jakiej wiejska gmina licząca kilkanaście tysięcy mieszkańców zwykle może tylko pomarzyć.

Do tego doszedł kolejny efekt odroczony w czasie: ponieważ część wskaźnika udziału gminy w PIT liczona jest na podstawie dochodów mieszkańców sprzed dwóch, trzech i czterech lat, gmina Chojnice jeszcze przez kilka kolejnych lat po transakcji notowała wyraźnie wyższe wpływy z podatku dochodowego niż przed 2018 rokiem. W pewnym momencie nawet ponad dwukrotnie wyższe niż standardowo. Miejscowy wójt żartobliwie mówił wtedy o „prawie serii”, bo gmina zyskiwała kolejny rok z rzędu.

Dzięki tym pieniądzom gmina Chojnice przez kilka lat z rzędu inwestowała po kilkadziesiąt milionów złotych rocznie. Budowała drogi, wspierała lokalną infrastrukturę, dołożyła się nawet do budowy hospicjum w regionie. Wszystko to zaczęło się od decyzji sprzed kilkunastu lat, żeby zaprosić jedną rodzinną firmę do strefy ekonomicznej i zaoferować jej skromną, jak na dzisiejsze standardy, ulgę podatkową.

Historia Chojnic to oczywiście przypadek skrajny. Nie każda gmina trafi na firmę, która za kilkanaście lat zostanie sprzedana za miliard złotych. Ale pokazuje ona coś znacznie ważniejszego niż sama anegdota: że inwestycja samorządu w przyciągnięcie i utrzymanie u siebie przedsiębiorstwa, nawet niewielkim kosztem w postaci ulg czy uzbrojenia terenu, potrafi się zwrócić w skali, jakiej nikt nie był w stanie przewidzieć na starcie.

Dlaczego szczególnie zależy na firmach z polskim kapitałem

Tu warto dodać jeszcze jeden wątek, o którym rzadziej się mówi. Z punktu widzenia budżetu gminy nie ma formalnie znaczenia, czy firma ma kapitał polski, czy zagraniczny - mechanizm podziału CIT działa tak samo. Ale w praktyce firmy z polskim kapitałem, zwłaszcza rodzinne, częściej mają w danym miejscu nie tylko halę produkcyjną, ale też centrum decyzyjne - zarząd, dział księgowości, dział sprzedaży. A to oznacza więcej dobrze płatnych stanowisk biurowych, kadry menedżerskiej, a więc i wyższych wpływów z PIT tych właśnie osób.

Duże międzynarodowe koncerny czasem lokują w Polsce wyłącznie produkcję, a centrum decyzyjne, dział badawczo-rozwojowy czy siedzibę zarządu zostawiają w kraju macierzystym. To wciąż korzyść dla lokalnego samorządu, bo produkcja to miejsca pracy, a miejsca pracy to PIT, ale często mniejsza niż w przypadku firmy, która swój cały biznes, łącznie z zarządzaniem, prowadzi na miejscu. Poza tym rodzime firmy zwykle mocniej wrastają w lokalną społeczność. Sponsorują miejscowy klub sportowy, remontują plac zabaw, angażują się w życie gminy, bo dla właściciela to po prostu jego rodzinne strony, a nie kolejna filia w arkuszu kalkulacyjnym gdzieś w centrali za granicą.

Dlatego coraz więcej samorządów, oprócz przyciągania dużych inwestorów zewnętrznych, stawia też na wspieranie lokalnej przedsiębiorczości. Ułatwienia dla małych i średnich firm, które od zera rozwijają się na miejscu. Taka firma, gdy urośnie, zwykle zostaje w gminie na dobre, bo tu ma swoje korzenie.

Jakimi narzędziami gminy realnie przyciągają firmy?

Skoro już wiadomo, że to się opłaca, warto na chwilę zatrzymać się przy tym, co samorząd faktycznie może zrobić, żeby zachęcić przedsiębiorcę do lokalizacji zakładu właśnie u siebie, a nie w gminie sąsiedniej. Bo konkurencja między gminami o inwestorów jest całkiem realna, a narzędzi jest kilka.

Pierwsze i najprostsze to zwolnienia lub ulgi w podatku od nieruchomości. Rada gminy ma prawo uchwalić program pomocy publicznej, w ramach którego firma tworząca nowe miejsca pracy przez pierwsze kilka lat płaci niższy podatek od hali czy gruntu, a czasem nie płaci go wcale. To krótkoterminowa strata dla budżetu, ale w zamian gmina zyskuje coś dużo cenniejszego - stały napływ PIT-u od nowych pracowników i perspektywę pełnych wpływów z podatku od nieruchomości, gdy okres ulgi się skończy.

Drugie narzędzie to uzbrojenie terenów inwestycyjnych. Firma, która szuka miejsca pod fabrykę, patrzy przede wszystkim na to, czy na danej działce jest już doprowadzony prąd, woda, kanalizacja i sensowny dojazd. Gmina, która wcześniej zainwestowała w taką infrastrukturę, staje się dla inwestora dużo bardziej atrakcyjna niż sąsiednia, gdzie wszystko trzeba by budować od zera na koszt firmy.

Trzecie to współpraca ze strefami ekonomicznymi i agencjami rozwoju, które oferują inwestorom dodatkowe zwolnienia z podatku CIT na poziomie krajowym, jeśli firma zdecyduje się ulokować produkcję na wyznaczonym terenie. Gmina, która ma u siebie kawałek takiej strefy, automatycznie staje się bardziej rozpoznawalna wśród firm szukających lokalizacji.

I czwarte, mniej formalne, ale często decydujące - sprawna i przyjazna administracja. Szybkie wydawanie decyzji o warunkach zabudowy, pozwoleń na budowę, otwartość urzędników na rozmowę z inwestorem, zamiast traktowania każdej sprawy jak kolejnego wniosku do odłożenia na później. Wielu przedsiębiorców przyznaje, że to właśnie ten czynnik, a nie sama wysokość ulgi podatkowej bywa językiem, którym gmina najskuteczniej mówi „zapraszamy”.

Co to oznacza dla zwykłego mieszkańca?

Może się wydawać, że to temat czysto samorządowy, dla wójtów, burmistrzów i skarbników gminy. Ale w praktyce dotyczy każdego mieszkańca. Jeśli w twojej gminie jest mało firm i mało miejsc pracy, budżet gminy jest chudszy, a to oznacza mniej pieniędzy na drogi, szkoły, żłobki, kulturę, sport, pomoc społeczną. Jeśli w twojej gminie działa kilka solidnych zakładów pracy, budżet jest zasobniejszy i to zwykle widać gołym okiem, wystarczy porównać dwie sąsiadujące gminy o podobnej wielkości, z których jedna ma na swoim terenie strefę przemysłową, a druga nie.

Warto też pamiętać, że ty sam, jako mieszkaniec, też jesteś częścią tego mechanizmu. Twój PIT, niezależnie od tego, gdzie pracujesz, trafia w dużej mierze do budżetu gminy, w której mieszkasz, a dokładnie tam, gdzie wskazujesz w rocznym zeznaniu podatkowym jako miejsce zamieszkania. To dlatego samorządy tak często przypominają mieszkańcom, żeby przy rozliczeniu PIT wpisywali właściwy, aktualny adres zamieszkania, nawet jeśli formalnie są zameldowani gdzie indziej. Dla gminy to bezpośrednio przekłada się na realne pieniądze w budżecie.

Podsumowanie

Mechanizm jest w gruncie rzeczy prosty, choć rzadko ktoś tłumaczy go w tak bezpośredni sposób. Gmina, powiat i województwo dostają swój procentowy udział we wpływach z podatku PIT mieszkańców i podatku CIT firm mających siedzibę na ich terenie. Im więcej firm, im lepiej zarabiają, im więcej osób zatrudniają i im wyższe są ich pensje, tym większy strumień pieniędzy trafia do lokalnego budżetu - bez podnoszenia jakichkolwiek lokalnych podatków, bez zaciągania kredytów, praktycznie automatycznie.

To dlatego samorządy tak zabiegają o inwestorów, przygotowują tereny pod inwestycje, oferują ulgi w podatku od nieruchomości na start, jeżdżą na targi gospodarcze i starają się, żeby lokalni przedsiębiorcy mieli jak najlepsze warunki do rozwoju na miejscu, zamiast przenosić się gdzie indziej. Historia gminy Chojnice, choć wyjątkowa i w dużej mierze zbudowana na sporej dozie szczęścia, pokazuje jednak, że nawet niewielka, pozornie mało znacząca decyzja sprzed lat - zaproszenie jednej rodzinnej firmy do lokalnej strefy ekonomicznej, potrafi w dłuższej perspektywie zmienić losy całej gminy.

Dla mieszkańców płynie z tego prosta lekcja: kiedy w twojej okolicy powstaje nowy zakład produkcyjny, to nie jest tylko kwestia hałasu, ruchu ciężarówek czy zmiany krajobrazu. To realny zastrzyk pieniędzy do budżetu, z którego finansowane są rzeczy, z których korzystasz na co dzień - drogi, szkoły, przedszkola, place zabaw, biblioteki. A dla samorządowców to jasny sygnał, że warto inwestować w przyciąganie i utrzymywanie u siebie przedsiębiorstw, najlepiej takich, które swoje korzenie i centrum decyzyjne mają właśnie w Polsce, bo to właśnie one najczęściej zostają na dłużej i najmocniej wrastają w lokalną gospodarkę.