Ewelina Kosmetyczna, czyli polska firma Eveline Cosmetics

 


Jeśli w ostatnich tygodniach byłaś/byłeś choć trochę aktywny w polskim internecie, to na pewno zetknąłeś się z nazwą „Ewelina Kosmetyczna". Memy, komentarze, posty na TikToku i Instagramie - wszędzie ta sama, rozbrajająco swojska wersja nazwy jednej z największych polskich marek kosmetycznych. Ale skąd się to wzięło? I kim tak naprawdę jest ta „Ewelina"? Spokojnie, zaraz wyjaśniamy wszystko od początku, bo historia jest naprawdę warta opowiedzenia.


Łatwogang, Cancer Fighters i Tosia - jak narodziła się „Ewelina Kosmetyczna"

Zacznijmy od tego, co wstrząsnęło polskim internetem w kwietniu 2026 roku. Twórca internetowy znany jako Łatwogang zorganizował charytatywny stream na rzecz Fundacji Cancer Fighters - organizacji wspierającej dzieci i młodzież chorych na nowotwory. Impulsem do działania był utwór muzyczny Bedoesa 2115 i Mai Mecan zatytułowany „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)". To, co zaczęło się jako jeden live stream, przerodziło się w wydarzenie bez precedensu w historii polskiego internetu.

Stream trwał przez dziewięć dni. Dziewięć. Dni. Na finiszu transmisję oglądało jednocześnie ponad 1,5 miliona osób - to liczba, która robi wrażenie nawet przy porównaniu z największymi wydarzeniami sportowymi. Zebrana kwota przekroczyła 250 milionów złotych, bijąc przy okazji dwa rekordy Guinnessa i bijąc na głowę wynik ostatniego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Do akcji dołączyły największe gwiazdy - Robert Lewandowski, Doda, Adam Małysz, Cezary Pazura, Roksana Węgiel. Część z nich, jak Edyta Pazura czy Katarzyna Nosowska, w geście solidarności z chorymi dziećmi ogoliła głowy na żywo przed kamerami.

W tę całą niezwykłą atmosferę wkroczyła pewna mała dziewczynka Tosia, podopieczna Fundacji Cancer Fighters. To ona, podczas oficjalnych podziękowań dla darczyńców, odczytywała nazwy firm, które wpłaciły pieniądze. I tu właśnie pojawia się nasz bohater - Eveline Cosmetics, polska marka kosmetyczna, która na zbiórkę wpłaciła milion złotych. Tosia odczytała tę nazwę po swojemu: „Ewelina Kosmetyczna". Niewinne przejęzyczenie małej dziewczynki stało się viralem na skalę, jakiej nie pamiętała polska sieć.

Ale to jeszcze nie koniec. Po ogłoszeniu wpłaty Tosia spojrzała w kamerę i niewinnie zapytała: „co tak mało?". W tej chwili serce chyba stopniało u każdej osoby oglądającej stream. Eveline Cosmetics zareagowało błyskawicznie, dopłaciło od razu kolejne 200 tysięcy złotych, dedykując je wprost Tosi. Ostateczna kwota wpłaty wyniosła 1,2 miliona złotych, co plasuje markę w gronie największych korporacyjnych darczyńców tej historycznej zbiórki.

Marka, która zasłużyła na viral

Ale żart z nazwą „Ewelina Kosmetyczna" nie wziął się znikąd. To określenie funkcjonowało już wcześniej w sieci. Używały go influencerki współpracujące z marką, pojawiało się w żartobliwych recenzjach i komentarzach klientek. Tosia nie wymyśliła tej nazwy, po prostu ją „uczłowieczyła" w najbardziej autentyczny i wzruszający możliwy sposób.

Reakcja marki była podręcznikowa dla marketingu czasu rzeczywistego. Eveline Cosmetics zmieniło swój profil w mediach społecznościowych, zaktualizowało stronę internetową i oficjalnie przyjęło przydomek „Ewelina Kosmetyczna" jako element swojej komunikacji. Nie był to klasyczny rebranding z długimi konsultacjami prawnymi i strategicznymi, to był żywy, spontaniczny dialog z odbiorcami. I właśnie to zadziałało. Łączny szacowany zasięg tej akcji we wszystkich kanałach wyniósł blisko 925 milionów kontaktów. Gdyby marka chciała osiągnąć podobny efekt płatnymi kampaniami reklamowymi, kosztowałoby to od kilkunastu do nawet 30 milionów złotych. Tu wystarczyła autentyczność, odrobina dystansu do siebie i jedno wzruszające przejęzyczenie małej dziewczynki.


Eveline Cosmetics - 40 lat polskiej kosmetyki

Dobra, „Ewelina" nas rozbawiła i wzruszyła. Ale kim właściwie jest ta firma, zanim dostała swój viralowy przydomek? Czas przyjrzeć się temu, co kryje się za etykietą.

Jak to się zaczęło - historia rodzinnej firmy

Eveline Cosmetics to polskie, rodzinne przedsiębiorstwo kosmetyczne z siedzibą w Lesznowoli pod Warszawą. Firma działa od 1983 roku, a więc ponad 40 lat, co w branży beauty jest absolutną wiecznością. Została założona przez rodzinę Kasprzyckich, a kluczową rolę w jej rozwoju od lat pełni Piotr Kasprzycki.

Wyobraź sobie: rok 1983, Polska Rzeczpospolita Ludowa, puste półki w sklepach, kosmetyki to luksus dostępny dla nielicznych. W takich warunkach rodzina Kasprzyckich postanowiła budować markę kosmetyczną. Już rok po założeniu firmy, w 1984 roku, pojawiły się pierwsze produkty pod szyldem Eveline - tusze do rzęs i kolorowe pomadki. To był strzał w dziesiątkę, bo kobiety zawsze znajdą sposób, żeby zadbać o siebie, nawet w najtrudniejszych czasach.

I tu pojawia się coś naprawdę imponującego. Dosłownie rok po wejściu na krajowy rynek, firma zaczęła eksportować produkty do Rosji. W połowie lat 80., gdy Polska dopiero przebierała nogami w kierunku wolnego rynku, Eveline patrzyło już w stronę rynków zagranicznych. To świadczy o wyjątkowej śmiałości i przedsiębiorczości założycieli.

Lata 90. i rozkwit - czas wielkiej ekspansji

Transformacja ustrojowa w Polsce otworzyła zupełnie nowe możliwości. Lata 90. i 2000. to dla Eveline Cosmetics czas dynamicznej ekspansji i umacniania pozycji lidera polskiego rynku. Firma konsekwentnie rozszerzała swoje portfolio produktowe, inwestowała w technologię i budowała sieć dystrybucji za granicą.

W 2005 roku Eveline Cosmetics po raz pierwszy zaprezentowało się na prestiżowych targach kosmetycznych Cosmoprof w Bolonii, jednej z najważniejszych branżowych imprez na świecie. To był wyraźny sygnał: polska marka przestaje być tylko "tutejszą" firmą i celuje w globalną rozpoznawalność. Sześć lat później, w 2011 roku, firma pojawiła się na kolejnych targach - Beautyworld Middle East w Dubaju i Cosmoprof Asia w Hongkongu. Kierunek jest jasny: świat.


Polska produkcja - zakłady w Lesznowoli

Jedną z rzeczy, z których Eveline Cosmetics może być szczególnie dumne, jest fakt, że produkcja odbywa się w Polsce. W dobie, gdy wiele marek przenosi fabryki do Azji w pogoni za niższymi kosztami, polska firma konsekwentnie trzyma się swoich korzeni i produkuje w Lesznowoli, miejscowości w gminie Piaseczno, w województwie mazowieckim.

To nie jest mały zakład, to w pełni rozwinięte centrum produkcyjne, w którym pracuje ponad 600 wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Cały proces wytwarzania kosmetyków odbywa się zgodnie z rygorystycznymi systemami GHP (Dobra Praktyka Higieniczna) i GMP (Dobra Praktyka Produkcyjna). Co to oznacza w praktyce? Że każdy krem, każda maseczka i każda pomadka wychodząca z lesznowolskiej fabryki spełnia najwyższe standardy jakości, bezpieczeństwa i czystości.

Te certyfikaty to nie są puste słowa. GHP i GMP obejmują szczegółowe wytyczne dotyczące procesu produkcji, kontroli jakości, sposobu magazynowania, pakowania i wysyłki produktów. Innymi słowy kiedy kupujesz krem Eveline, masz pewność, że powstał w kontrolowanych, bezpiecznych warunkach, zgodnie z europejskimi normami.


Co produkuje Eveline Cosmetics? Giga-portfolio w dobrej cenie

Skoro już wiemy, gdzie i jak firma produkuje, czas zapytać: a co właściwie robi? Odpowiedź brzmi: prawie wszystko, czego potrzebuje nowoczesna kobieta (i nie tylko).

Portfolio Eveline Cosmetics to prawdziwe imperium kosmetyczne. Wyróżniamy kilka głównych kategorii:

Kosmetyki do makijażu - to historyczny fundament marki. Podkłady i pudry, mascary (wspomniane tusze do rzęs - pierwsze produkty marki z 1984 roku!), eyelinery i kredki do oczu, cienie, róże i bronzery, szminki i błyszczyki. Według danych NielsenIQ za rok 2025, Eveline Cosmetics sprzedało największą ilość produktów w kategorii makijażu w całej Polsce. To nie jest mała firma na lokalnym rynku, to absolutny lider.

Pielęgnacja twarzy - tu marka świeci pełnym blaskiem. Kultowe serie jak Bio Hyaluron Expert, C Perfection z witaminą C, Gold Lift Expert, Magic Lift, My Beauty Elixir. Znajdziesz tu kremy przeciwzmarszczkowe, serum, toniki, żele micelarne, peelingi i maski. W składach aktywnych kwas hialuronowy, retinol, witamina C, peptydy i kolagen.

Pielęgnacja ciała - balsamy i mleczka do ciała, masła, peelingi, produkty antycellulitowe. Seria Egyptian Miracle, stworzona na bazie naturalnej egipskiej receptury, to jeden z hitów tej kategorii.

Pielęgnacja dłoni, stóp i paznokci - lakiery, odżywki, kremy do rąk i stóp, produkty terapeutyczne.

Pielęgnacja włosów - szampony, odżywki, maski i wcierki.

W 2020 roku oferta marki przekroczyła próg tysiąca produktów. Tysiąca! Trudno znaleźć inną polską markę kosmetyczną z tak szerokim portfolio.

Eksport - polska marka, która podbiła 80 krajów

Tu dochodzimy do czegoś, czym Eveline Cosmetics może się naprawdę pochwalić. Firma eksportuje swoje produkty do ponad 80 krajów na całym świecie. Eksport stanowi ogromną część sprzedaży - w 2011 roku wynosił już około 80% całej wartości sprzedaży. To odwrotna proporcja niż u większości polskich producentów, dla których rynek zagraniczny jest tylko dodatkiem do krajowego.

Gdzie konkretnie trafiają polskie kosmetyki z Lesznowoli? Lista jest naprawdę imponująca. W Europie - Francja, Niemcy, Hiszpania, Portugalia, Holandia, Bułgaria, Chorwacja, Finlandia, Ukraina. Na Bliskim Wschodzie - Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Kuwejt. W Azji - Hong Kong, Singapur, Kazachstan. W Afryce - Maroko, Egipt, a nawet Mauritius. Na Karaibach - Kuba.

To geograficzne zróżnicowanie jest nie tylko ciekawe, ale i strategicznie ważne. Eveline nie jest uzależnione od jednego rynku. Nawet jeśli sytuacja polityczna lub ekonomiczna w jednym regionie się zmienia, firma ma bufory bezpieczeństwa w innych częściach świata.

Regularny udział w międzynarodowych targach od Bolonii, przez Dubaj, po Hongkong, to wyraz konsekwentnego budowania globalnej sieci dystrybucji. Eveline gra w tej samej lidze co wielkie koncerny kosmetyczne, choć pozostaje firmą w pełni polską i rodzinną.

Nagrody i wyróżnienia - marka doceniana na świecie

Jakość Eveline Cosmetics nie jest tylko marketingowym sloganem. Firma regularnie zdobywa prestiżowe wyróżnienia branżowe. W ostatnich latach marka otrzymała tytuł Kobiecej Marki Roku 2025 i Międzynarodowego Sukcesu Roku 2025, a w 2024 roku - Vogue Beauty Awards jako polska marka roku. Seria Super Needles zdobyła specjalną nagrodę Vogue Beauty Awards. Eveline regularnie pojawia się w rankingu najcenniejszych polskich marek Rzeczpospolitej oraz w zestawieniu Top 200 Najlepszych Polskich Marek magazynu Forbes.


Wpływ na polską gospodarkę - więcej niż tylko kosmetyki

Zanim zakończymy, warto zastanowić się, co tak naprawdę oznacza istnienie takiej firmy jak Eveline Cosmetics dla Polski jako całości.

Przede wszystkim ponad 600 miejsc pracy, zlokalizowanych w Polsce, w Lesznowoli. To stałe, dobrze płatne miejsca pracy dla specjalistów w dziedzinie chemii, kosmetologii, produkcji, marketingu, logistyki. Firma od ponad czterech dekad tworzy lokalną wartość dodaną. Kupuje surowce, korzysta z usług firm zewnętrznych, płaci podatki w Polsce.

Po drugie - miliardowe przychody z eksportu. Kiedy polska firma sprzedaje kosmetyki za granicą, do Polski napływa twardy zarobek w obcej walucie. To realna korzyść dla bilansu handlowego kraju. W czasach, gdy wiele branż wciąż bardziej importuje niż eksportuje, Eveline jest pozytywnym wyjątkiem.

Po trzecie - PR-owy sukces całego kraju. Kiedy klientka we Francji, w Dubaju czy Singapurze kupuje krem z polską flagą na etykiecie, buduje to skojarzenie Polski z jakością i innowacją. Soft power marki działa na reputację całego „Made in Poland".

I po czwarte - ta historia z „Eweliną Kosmetyczną" pokazuje coś ważnego: polska firma może być globalna i jednocześnie swojska, poważna i jednocześnie umieć się śmiać. W dobie internetu to rzadka i cenna umiejętność.


Podsumowanie - Ewelina to nie żart, to symbol

Historia Eveline Cosmetics i viralowej „Eweliny Kosmetycznej" to opowieść o kilku rzeczach naraz. O polskiej przedsiębiorczości, która przez ponad 40 lat konsekwentnie budowała markę od zera do globalnego gracza. O firmie, która produkuje w Polsce, zatrudnia Polaków i eksportuje polską jakość na cały świat. I o tym, że nawet najbardziej „korporacyjna" marka może być ludzka, gdy tylko na to pozwoli.

Tosia, niewinnie przekręcając nazwę marki podczas jednego z najbardziej wzruszających wydarzeń w historii polskiego internetu, zrobiła Eveline Cosmetics reklamę wartą dziesiątki milionów. Ale żeby ten moment zadziałał, firma musiała być gotowa go przyjąć z humorem, ciepłem i autentycznością. I to właśnie zrobiła.

Więc następnym razem, gdy sięgniesz po krem czy maskarę z napisem Eveline pamiętaj, że to nie tylko kosmetyk. To 40 lat polskiej historii, tysiąc produktów, 80 krajów eksportu i mała dziewczynka imieniem Tosia, która zmieniła markę na zawsze.


Jak duża jest polska branża motoryzacyjna?

 

polska branża motoryzacyjna

Gdy mówi się o polskim przemyśle motoryzacyjnym, większość ludzi myśli od razu o fabrykach Stellantisa w Tychach, Volkswagenie w Poznaniu albo Toyocie w Wałbrzychu. I trudno się dziwić, to właśnie te gigantyczne zakłady dominują w statystykach produkcyjnych. Ale czy wiesz, że za tym wielkim murem zagranicznych marek kryją się też całkiem sporzy polscy gracze? Firmy zbudowane polskim kapitałem, polskim pomysłem i często polskim uporem od zera?

Zanim jednak przejdziemy do tego, co naprawdę polskie w tej branży, sprawdźmy, jak wielki jest ten tort, o którym rozmawiamy.


Gigant na skalę europejską - liczby, które robią wrażenie

Polska branża motoryzacyjna to nie jest żaden margines europejskiego przemysłu. To jeden z filarów całej naszej gospodarki. Przemysł motoryzacyjny odpowiada za 8% PKB oraz za ok. 13,5% wartości eksportu. Pomyśl o tym przez chwilę, co ósma złotówka wartości wytworzonej w Polsce pochodzi bezpośrednio lub pośrednio z motoryzacji. To naprawdę imponujące.

Jeśli chodzi o samą produkcję, w 2023 roku branża pobiła rekord wartości produkcji sprzedanej, osiągając poziom 236,5 mld złotych. Rekordowy okazał się też eksport, który przekroczył 50 mld euro. Tak, dobrze czytasz, ponad 200 miliardów złotych. To więcej niż budżety wielu państw europejskich na wydatki społeczne.

A ludzie? Po trzech kwartałach 2024 roku przeciętne zatrudnienie w zakładach produkcyjnych pojazdów, przyczep i naczep oraz części i akcesoriów wyniosło 201 tysięcy osób. To dwa razy więcej niż liczba mieszkańców Suwałk. W 2024 roku sektor zapewniał miejsca pracy dla około 240-340 tysięcy osób, wliczając dostawców komponentów pierwszego, drugiego i trzeciego rzędu oraz firmy świadczące usługi logistyczne, kontrolne, projektowe i informatyczne.

Na tle Europy wyglądamy naprawdę dobrze. Polska znajduje się w trójce krajów z największym zatrudnieniem w sektorze automotive w Europie. Jesteśmy też poważnym eksporterem podzespołów. Polska zajmuje siódme miejsce na liście największych eksporterów podzespołów na świecie, z wartością eksportu 15,1 mld dolarów.

Nie brakuje jednak i ciemniejszych stron. Udział kapitału polskiego w branży motoryzacyjnej pozostaje niewielki - przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym wypracowały w 2024 roku aż 75% zysków tego sektora. Innymi słowy większość wartości, która tu powstaje, odpływa do zagranicznych central. To jest właśnie ten słoń w pokoju, o którym rzadko się mówi głośno.

Skoro wiemy już, jak duży jest ten przemysł i kto nim faktycznie rządzi, czas przyjrzeć się tym, którzy walczą o polską część tego rynku.


Jelcz - legenda, która wróciła z martwych

Jeśli jest jedna marka, która idealnie symbolizuje wszystkie wzloty i upadki polskiej motoryzacji, to właśnie Jelcz. Firma działa nieprzerwanie od 1952 roku i w tym czasie wyprodukowała kilkaset tysięcy pojazdów cywilnych, w tym ciężarówek i autobusów. Kultowy „Ogórek" - Jelcz 043. Przez dekady woził Polaków po miastach i na długo przed jakimikolwiek importowanymi autobusami wyznaczał standardy komunikacji miejskiej.

Potem przyszły trudne czasy transformacji. Długi rosły, fabryka traciła pracowników, produkcja autobusów cywilnych wygasała. Ostatni autobus zjechał z taśmy montażowej w 2008 roku. W tym samym roku sąd ogłosił upadłość Zakładów Samochodowych Jelcz S.A. Wydawało się, że to koniec legendy. Ale nie było.




W wyniku przekształceń powstała nowa spółka Jelcz Sp. z o.o. - która trafiła pod skrzydła Polskiej Grupy Zbrojeniowej. I tu zaczął się zupełnie nowy rozdział. Jelcz zyskał kluczową rolę w programach modernizacyjnych Sił Zbrojnych RP i koncentruje się wyłącznie na rynku wojskowym, gdzie pozostaje jednym z kluczowych dostawców pojazdów terenowych i ciężarowych.

Dziś ciężarówki Jelcz są dosłownie wszędzie w polskiej armii. Są kluczowymi elementami systemów obrony powietrznej WISŁA, NAREW i PILICA, wchodzą też w skład systemu antydronowego SAN, pełnią służbę w Morskiej Jednostce Rakietowej, u radiotechników i u artylerzystów. Na Jelczach montuje się wyrzutnie rakietowe Homar-K i Homar-A. To nie jest już zwykła ciężarówka, to kręgosłup logistyczny całej polskiej armii.

A jeśli chodzi o nowe projekty, Jelcz idzie na całość. Trzecia generacja samochodów Jelcz z niezależnym zawieszeniem została stworzona od podstaw przez polskich inżynierów. Powstały dwa typy, trzyosiowy model 663.45 oraz czteroosiowy wóz 883.57. Pojazdy te zaprojektowano z myślą o wymogach współczesnego pola walki, wyposażając je w opancerzone kabiny i nowoczesne układy napędowe.

Skala inwestycji robi wrażenie. Polska Grupa Zbrojeniowa i spółka Jelcz podpisały 5 marca 2026 roku umowę inwestycyjną dotyczącą budowy nowej fabryki oraz zwiększenia zdolności produkcyjnych zakładu w Jelczu-Laskowicach, przeznaczając na ten cel ponad 756 milionów złotych. Dla porównania jeszcze kilka lat temu z hali wyjeżdżało 350 pojazdów rocznie. Obecne moce produkcyjne zakładu wynoszą około 500 pojazdów wszystkich typów, a w zakładzie zatrudnionych jest niespełna tysiąc pracowników. Zgodnie z planem Jelcz ma produkować 700 wozów rocznie, a w perspektywie kilku lat liczba ta wzrośnie do tysiąca pojazdów.

Jelcz to dowód na to, że polska myśl inżynierska potrafi wygrywać, trzeba jej tylko dać odpowiednie warunki.


Autosan - sanocki feniks z Podkarpacia

Kto pamięta stare, biało-niebieskie autobusy marki Autosan jeżdżące po beskidzkich górach, ten wie, że ta marka jest czymś więcej niż tylko pojazdem. To kawałek polskiej historii i tożsamości.

Historia fabryki Autosan sięga 1832 roku, kiedy to dwaj powstańcy listopadowi Walenty Lipiński i Mateusz Beksiński uruchomili w Sanoku zakład stolarsko-kowalski. Przez niemal dwa wieki zakład przechodził kolejne metamorfozy - od kotłów przez wagony kolejowe, tramwaje, aż wreszcie do autobusów.

Autosan ma za sobą swój własny trudny rozdział. W 2013 roku firma ogłosiła upadłość, co mocno zaskoczyło branżę. Odrodzenie nastąpiło dzięki wchłonięciu przez Hutę Stalowa Wola, a przez nią do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Dziś Autosan działa jako oddział HSW S.A. i ma dwa wyraźne oblicza: cywilne i wojskowe.

W obszarze cywilnym Autosan konsekwentnie inwestuje w technologie przyszłości. W 2021 roku firma wprowadziła na polski rynek pierwsze autobusy elektryczne AUTOSAN, wyprodukowała pierwszy autobus zasilany wodorem, a także zaprezentowała pierwsze z dziewięćdziesięciu przegubowych autobusów na ciekły gaz ziemny LNG, przeznaczonych dla Warszawy. To naprawdę niezłe osiągnięcie jak na fabrykę z Podkarpacia - elektryczny, wodorowy i gazowy jednocześnie.

W ramach projektu „Autobus z tylnym, zewnętrznym, elektrycznym układem napędowym" konsorcjum HSW S.A. Oddział Autosan w Sanoku oraz Sieć Badawcza Łukasiewicz - Przemysłowy Instytut Motoryzacji zaprojektowało i wyprodukowało innowacyjny autobus o nazwie AUTOELEKTROSAN. To ciekawy projekt, bo przesuwa napęd i baterie do tylnej części pojazdu, co otwiera zupełnie nowe możliwości w projektowaniu przestrzeni pasażerskiej.

Autosan jest też ściśle powiązany z Jelczem. Zakład z Sanoka przejął produkcję najpopularniejszego modelu Jelcz 442.32, co pozwoli na uwolnienie mocy produkcyjnych w zakładzie w Jelczu-Laskowicach. W praktyce sanocka fabryka stała się drugą linią montażową wojskowych ciężarówek, co pokazuje, jak dobrze polska myśl przemysłowa potrafi kooperować wewnątrz grup kapitałowych.


Wielton - polska naczepa podbija Europę

Gdyby ktoś w 1996 roku powiedział Ryszardowi Proznerowi i Krzysztofowi Tylkowskiemu, że ich mały warsztat w Wieluniu stanie się jednym z największych producentów naczep na świecie, pewnie by się roześmiali. A jednak tak się stało.

Wszystko zaczęło się od warsztatu samochodowego, gdzie przerabiali sprowadzane naczepy ciągników siodłowych, by w 1996 roku założyć własne przedsiębiorstwo produkujące naczepy. Dziesięć lat później firma została przejęta przez Pawła i Mariusza Szataniaków oraz przekształcona w spółkę akcyjną. Rok później nowi właściciele wprowadzili Wielton na Giełdę Papierów Wartościowych.

wielton produkcja
źróło: wielton.com.pl

I tu zaczął się prawdziwy marsz po Europę. Od kilku lat Wielton przejmuje kolejne zagraniczne przedsiębiorstwa - francuską spółkę Fruehauf (2015), włoską Viberti Rimorchi (2015), niemieckiego producenta naczep Langendorf (2017) oraz brytyjską firmę Lawrence David (2018). To ewidentna strategia ekspansji, która pozwoliła polskiej firmie wejść na rynki zachodnioeuropejskie pod silnymi lokalnymi markami.

Wielton SA jest trzecim największym producentem naczep w Europie i liderem rynkowym w kilku krajach Europy Środkowej i Wschodniej oraz Azji Centralnej. Podkreślmy to wyraźnie, trzecie miejsce w Europie zajmuje firma z Wielunia w województwie łódzkim. To nie jest przypadek ani chwilowy blask, to efekt konsekwentnej pracy przez kilka dekad.

wielton
źróło: wielton.com.pl

Na 3000 pracowników zatrudnionych w firmie pracuje około 300 inżynierów, którzy nadzorują optymalizację procesu produkcyjnego oraz starają się o stałe wprowadzanie nowości technologicznych. Wielton inwestuje też w R&D. Posiada Centrum Badawczo-Rozwojowe, jedno z zaledwie dwóch tego rodzaju obiektów w całej Europie.

W 2025 roku spółka podpisała umowę ramową o współpracy z Jelczem, w ramach której będzie dostarczać komponenty strukturalne i świadczyć usługi montażu dla polskiego producenta ciężarówek. Dobre połączenie dwóch polskich potęg.


Inter Cars - polskie imperium dystrybucji

Kiedy twój mechanik zamawia część do samochodu i dostaje ją następnego dnia rano, istnieje duże prawdopodobieństwo, że przeszła przez Inter Cars. Ta warszawska firma to prawdziwy gigant i jedna z niewielu polskich marek, która zdominowała swój rynek nie tylko w Polsce, ale w całej Europie Środkowej i Wschodniej.

Inter Cars S.A. to lider w sprzedaży części zamiennych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej i drugie największe tego typu przedsiębiorstwo w Europie. Firma posiada sprzedaż naziemną w postaci ponad 600 filii w 20 krajach Europy. To imponująca sieć, zbudowana od zera przez polskich przedsiębiorców.




Inter Cars to firma rodzinna, która została założona w 1990 roku przez Krzysztofa Oleksowicza, Piotra Oleksowicza oraz Andrzeja Oliszewskiego. Z małego sklepu z częściami w Warszawie wyrosło przedsiębiorstwo o europejskiej pozycji. W ubiegłym roku spółka sprzedała produkty do aut osobowych, pojazdów ciężarowych czy autobusów warte ponad 17 miliardów złotych.

Sercem operacyjnym grupy jest gigantyczne centrum logistyczne ILS. Centrum logistyczne ILS jest największym tego typu obiektem w branży motoryzacyjnej w Europie Środkowo-Wschodniej, z około 45 tysiącami metrów kwadratowych powierzchni. Łączna długość zastosowanego taśmociągu to około 11 tysięcy kilometrów. Porównywalna z odległością z Warszawy do Tokio. Tylko wyobraź sobie, co to za infrastruktura.

Inter Cars to piękny przykład na to, że polskie firmy potrafią nie tylko produkować, ale też zbudować sprawną sieć dystrybucji, która obsługuje cały kontynent.


Polskie firmy podzespołowe - niewidoczni mistrzowie

Oprócz wielkich graczy działa w Polsce cały ekosystem mniejszych firm z polskim kapitałem, które dostarczają podzespoły do globalnych łańcuchów dostaw. To oni są prawdziwymi niewidzialnymi bohaterami polskiej motoryzacji.

Wśród 30 sklasyfikowanych w rankingu polskich producentów z branży motoryzacyjnej, ponad połowa - szesnaście firm, to producenci części i podzespołów. Znaczny udział mają też producenci naczep, przyczep i zabudów do samochodów - siedem firm oraz dwa producenci autobusów i dwie firmy wytwarzające pojazdy specjalne. Są też trzy spółki specjalizujące się w produkcji akumulatorów.

Polska wyspecjalizowała się szczególnie w wytwarzaniu podwozi, pasów bezpieczeństwa, foteli oraz silników benzynowych, a w ostatnich latach coraz większe znaczenie zyskała również produkcja akumulatorów litowo-jonowych.

Pasy bezpieczeństwa to wyjątkowo ciekawy przypadek. Polska jest europejskim liderem w produkcji tej części. Zakłady na terenie kraju wytwarzają miliony pasów rocznie, które trafiają do samochodów niemal wszystkich wielkich marek.

Podobna historia dotyczy foteli samochodowych, kilka polskich zakładów (zarówno z kapitałem zagranicznym, jak i z rodzimym) dostarcza siedzenia do fabryk w całej Europie.

Jakiś czas temu opisywaliśmy na blogu również polską firmę produkującą siłowniki gazowe FA Krosno, która dostarcza swoje produkty do dużych koncernów motoryzacyjnych.

Warto też wspomnieć o Fabryce Pojazdów Szynowych PESA z Bydgoszczy, która choć koncentruje się głównie na pojazdach szynowych, ma kompetencje techniczne i potencjał, które wpisują się w szerszy kontekst polskiej myśli inżynierskiej. To kolejny dowód na to, że Polska potrafi projektować i produkować zaawansowane pojazdy.


Co jest polskie, a co tylko „wyprodukowane w Polsce"?

Tu trzeba powiedzieć otwarcie: bardzo duża część tego, co powstaje w Polsce w branży motoryzacyjnej, powstaje w fabrykach firm zagranicznych. Volkswagen, Toyota, Stellantis, Fiat - to oni odpowiadają za większość wartości produkcji sprzedanej.

Przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym wypracowały w 2024 roku aż 75% zysków tego sektora. Mówiąc wprost: zagraniczni inwestorzy zarabiają tu trzy czwarte wszystkich pieniędzy. Polskie firmy walczą o pozostałą jedną czwartą.

Firmy z polskim kapitałem są zwykle dużo mniejsze od zagranicznych konkurentów, ale stopniowo budują swoją pozycję i włączają się z sukcesem w międzynarodowe łańcuchy dostaw.

To nie jest powód do wstydu, jest to naturalna konsekwencja struktury transformacji lat 90., kiedy Polska otwierała się na zagraniczny kapitał i cieszyła się z każdej fabryki, która tu przyjeżdżała. I słusznie, te inwestycje stworzyły setki tysięcy miejsc pracy i transfer technologii. Pytanie o to, co z tym robimy dalej, co budujemy na własność.


Znaczenie branży dla polskiej gospodarki

Warto na koniec podsumować, co tak naprawdę daje motoryzacja polskiej gospodarce poza samymi cyframi.

Po pierwsze - miejsca pracy. Kilkaset tysięcy ludzi - mechanicy, spawacze, inżynierowie, logistycy - utrzymuje rodziny właśnie dzięki temu sektorowi. Dla wielu regionów jak Dolny Śląsk, Śląsk, Podkarpacie czy Łódzkie motoryzacja jest główną osią całego lokalnego rynku pracy.

Po drugie - transfer technologii. Zagraniczne fabryki przynosiły ze sobą nowoczesne procesy produkcyjne, standardy jakości i metody zarządzania. Polscy pracownicy i inżynierowie uczyli się i uczą w tych zakładach, a potem często zakładają własne firmy lub rozwijają lokalne dostawców.

Po trzecie - eksport. Motoryzacja odpowiada za ok. 13,5% wartości eksportu. Bez tej branży nasza nadwyżka handlowa byłaby znacznie skromniejsza, a złoty słabszy.

I wreszcie po czwarte - innowacje. Polskie firmy zaczynają wchodzić w coraz bardziej zaawansowane segmenty. Nowy Jelcz 3. generacji zaprojektowany przez polskich inżynierów od zera, wodorowy Autosan SANCITY, naczepy elektryczne Wieltonu, to przykłady tego, że polskie firmy motoryzacyjne nie chcą już tylko montować cudzych projektów, ale tworzyć własne.


Podsumowanie - mamy się czym pochwalić, ale droga przed nami długa

Polska branża motoryzacyjna to ponad 200 miliardów złotych produkcji rocznie, ponad 200 tysięcy bezpośrednich miejsc pracy i siódma pozycja na świecie wśród eksporterów podzespołów. To branża, która realnie napędza nasz PKB.

Polskie firmy z rodzimym kapitałem, nawet jeśli nie mamy własnej marki samochodu osobowego, zbudowały sobie silne nisze. Jelcz to jedyny polski producent wojskowych ciężarówek i kluczowy element systemu obronności kraju. Autosan z Sanoka produkuje autobusy elektryczne, gazowe i wodorowe. Wielton z Wielunia to trzecia firma produkująca naczepy w całej Europie. Inter Cars to numer dwa w dystrybucji części w Europie.

Czy to powód do dumy? Zdecydowanie tak. Czy jest co poprawić? Oczywiście szczególnie w zakresie udziału polskiego kapitału w zyskach sektora i konieczności wejścia w bardziej zaawansowane technologicznie segmenty rynku.

Bo jedno jest pewne: samochodów w Polsce na własnej marce może nie mamy, ale mamy ambicję, inżynierów i coraz więcej dowodów na to, że potrafimy budować coś trwałego.