Od fabrycznych hal do kameralnej produkcji. Losy włocławskiego fajansu

 

włocławski fajans

Czy zdarzyło Ci się kiedyś trzymać w rękach filiżankę lub talerz ozdobiony intensywnie niebieskimi, ręcznie malowanymi kwiatami i poczuć, że masz do czynienia z czymś wyjątkowym? Jeśli tak, to całkiem możliwe, że miałeś w rękach właśnie fajans włocławski, jeden z najciekawszych fenomenów polskiego rzemiosła, który przeżył rewolucje, upadki, wojenne zawieruchy, transformację ustrojową, i wciąż trwa. To historia, która spokojnie mogłaby posłużyć za scenariusz filmu z dramatami, miłością, pasją i odrodzeniem w tle.

Zapraszam Cię na wycieczkę przez dzieje włocławskiego fajansu. Od wielkich fabrycznych hal zatrudniających setki pracowników, przez całkowite niemal zniknięcie z mapy produkcyjnej Polski, aż do dzisiejszych kameralnych manufaktur, gdzie każda malarka wkłada w swoje dzieło serce i dziesiątki lat doświadczenia.


Skąd się wziął fajans we Włocławku?

Żeby zrozumieć, dlaczego właśnie Włocławek stał się centrum polskiej ceramiki fajansowej, trzeba cofnąć się do drugiej połowy XIX wieku. Włocławek leży na wschodnim skraju Kujaw, nad Wisłą, to ważny węzeł komunikacyjny i handlowy, miasto z rosnącym przemysłem i rzemiosłem. W 1873 roku powstały tu pierwsze lokalne zakłady ceramiczne, które zaczęły wykorzystywać regionalne tradycje zdobnicze i tworzyć wyroby inspirowane ludowymi motywami kujawskiego folkloru.

Fajans (z włoskiego faience, od miejscowości Faenza we Włoszech, skąd pochodzi ta technika) to ceramika pokryta nieprzezroczystą, białą glazurą na bazie cyny lub ołowiu, na której następnie maluje się wzory, a całość poddaje się wypaleniu. W odróżnieniu od porcelany jest bardziej porowaty i cięższy, ale właśnie ta swoista „ciężkość" i matowość nadaje mu charakter. Takiej domowości, ciepła i zakorzenionej w tradycji estetyki, której nie daje żaden blyszczący serwis ze śnieżnobiałej porcelany.

wazon fajans

We Włocławku ten materiał trafił na idealny grunt. Regionalna kultura Kujaw i Ziemi Dobrzyńskiej, pełna barwnych wzorów zdobniczych, kwiatowych girland i charakterystycznych motywów roślinnych, dosłownie "weszła" w glinę i szkliwa. Stopniowo wykształcił się rozpoznawalny styl: przede wszystkim kobaltowy błękit (choć pojawiały się też brązy i zielenie), gałązki, różyczki, tulipany, a z czasem całe kompozycje kwiatowe malowane z niezwykłą swobodą i precyzją jednocześnie. To jest właśnie to "coś", co sprawia, że fajans włocławski jest tak natychmiast rozpoznawalny.


Wielkie fabryki - złoty wiek włocławskiej ceramiki

Przez pierwszą połowę XX wieku włocławskie zakłady ceramiczne rosły i rozwijały się. Powstawały nowe piece, zatrudniano kolejnych pracowników, a sama produkcja stawała się coraz bardziej zorganizowana i przemysłowa. To był czas, kiedy wyroby z Włocławka zaczęły docierać do polskich domów w całym kraju.

Po II wojnie światowej, w nowej rzeczywistości politycznej, zakłady zostały upaństwowione i weszły w skład systemu centralnie zarządzanej gospodarki. Paradoksalnie, przynajmniej w pierwszych dekadach, nie zabiło to tradycji, wręcz przeciwnie. W ramach Włocławskich Zakładów Ceramiki Stołowej (od 1973 roku pod tą właśnie nazwą działały połączone zakłady produkujące fajans, porcelit i porcelanę) zatrudnienie znajdowały setki osób. Malarnie tętniły życiem. Kobiety z Włocławka i okolic uczyły się zawodu zdobnika ceramiki w miejscowych szkołach zawodowych i przychodziły do zakładów, by przez kolejne dekady malować te same, dobrze znane wzory lub tworzyć nowe, bo tamte czasy przyniosły też interesujące eksperymenty artystyczne.



W szczytowych momentach przy produkcji fajansu we Włocławku pracowały naprawdę znaczące siły robocze. Miasto identyfikowało się z tą produkcją, fajans był jednym z symboli Włocławka, tak jak np. Kraków kojarzy się z Wawelem, a Toruń z piernikami. Ulice Kościuszki i Jesionowa to adresy, które wielu włocławian po dziś dzień wymawia z nostalgią, tam właśnie mieściły się wielkie malarnie.


Upadek - lata 90. i wielkie milczenie fajansu

Transformacja ustrojowa po 1989 roku była dla wielu polskich zakładów przemysłowych ciosem śmiertelnym. Włocławskie Zakłady Ceramiki Stołowej nie były wyjątkiem. Gdy znikły centralne zamówienia, dotacje i gwarantowany rynek zbytu, okazało się, że duże, wielozakładowe struktury są mało elastyczne i trudne do utrzymania w nowych warunkach rynkowych. Fabryka Fajansu zamknęła podwoje w 1991 roku.

To był szok dla całego miasta. Nagle kilkaset osób straciło pracę. Malarki, które przez całe życie zawodowe spędzały czas z pędzlem w ręku, zostały z umiejętnościami, które nagle nie miały gdzie się realizować. Niektóre odeszły do innych zawodów. Inne malowały dla siebie i bliskich, nie dając zniknąć tej tradycji. Na szczęście, bo to właśnie dzięki nim tym konkretnym kobietom, historia miała swój kolejny rozdział.

Przez całe lata 90. włocławski fajans praktycznie zniknął z polskiego rynku. Można go było spotkać jedynie w antykwariatach, na targach staroci, w domach starszych ludzi, którzy pamiętali "te czasy". Zaczął być postrzegany jako relikt przeszłości. Uroczy, może nawet sentymentalny, ale zdecydowanie nie na czasie.

A jednak gdzieś głęboko drzemało coś, co nie pozwoliło mu umrzeć do końca.


Odrodzenie - Szanowscy ratują tradycję

Ewa i Jerzy Szanowscy poznali się właśnie w pracy, we Włocławskich Zakładach Ceramiki Stołowej. Ich historia zawodowa i miłosna splotła się nierozerwalnie z historią włocławskiego fajansu. Gdy zakłady upadły, postanowili, że tradycja nie może zginąć.

W 2001 roku, we współpracy z Janem Rinkiem, między innymi dyrektorem ostatniej Fabryki Porcelany we Włocławku, podjęli odważną decyzję: odbudować włocławski fajans od podstaw. Zakupili starą cegielnię na włocławskiej Falbance i zabrali się do pracy. 13 lipca 2002 roku produkcja ruszyła oficjalnie, a nowe przedsiębiorstwo przyjęło nazwę Fabryka Fajansu.

Pani Ewa miała jasne motto, które wypowiedziała na otwarciu: "Bądź nowoczesny, sięgnij do tradycji." Ta fraza mówi wszystko o filozofii, jaką przyjęli. Nie chodziło o muzealną rekonstrukcję. Chodziło o żywą tradycję, która ma się dobrze, bo jest pielęgnowana przez ludzi z pasją.

Do nowej fabryki zaproszono dawne malarki - te same kobiety, które przez lata pracowały we WZCS przy ulicy Kościuszki i Jesionowej. Znały wzory na pamięć. Wiedziały, jak trzymać pędzel, jak prowadzić kreskę, jak nakładać kobalт tak, żeby po wypaleniu błyszczał dokładnie tak, jak trzeba. Ich wiedza i umiejętności były bezcennym skarbem, który nie mógł zaginąć.

Przez osiemnaście lat - od 2002 do 2021 roku - Fabryka Fajansu Szanowskich rozwijała się i zdobywała kolejnych miłośników. Produkowano kultowe wzory, ale też eksperymentowano z nowymi formami i motywami dekoracyjnymi. Fajans z Włocławka znów można było znaleźć w całej Polsce.

Pandemia i kolejny kryzys

Rok 2020 okazał się przełomowy w złym sensie. Pandemia zachwiała polską gospodarką, a fabryka Szanowskich znalazła się w trudnej sytuacji. Lockdowny, zamknięte sklepy, niepewność co do przyszłości. Wszystko to sprawiło, że właściciele podjęli decyzję o tymczasowym wstrzymaniu produkcji. Potem okoliczności zawodowe i osobiste zadecydowały, że nie zdecydowali się na ponowne otwarcie.

Znowu włocławski fajans stanął na rozdrożu. Znowu pojawił się ten sam dramatyczny znak zapytania: co dalej?

Na szczęście, tym razem przerwa trwała krócej. Do Szanowskich zgłaszali się potencjalni inwestorzy. Po prawie roku rozmów wybrali człowieka, który dawał gwarancję ciągłości, silnie związanego z regionem, rozumiejącego wagę tego dziedzictwa. Był nim Tyberiusz Rajs, włocławski przedsiębiorca prowadzący między innymi Garage Hotel, który jak sam mówił w wywiadach: zdecydował się na to wyzwanie, bo po prostu kocha Włocławek.

Na mocy umowy licencyjnej w czerwcu 2021 roku Rajs uzyskał prawo do produkcji fajansu. Już w lipcu 2021 roku, po żmudnych przygotowaniach, światło dzienne ujrzały pierwsze filiżanki, figurki i talerze nowej ery. Reaktywacja spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. Zarówno mediów, mieszkańców miasta, jak i Prezydenta Włocławka Marka Wojtkowskiego, który zapewnił o pełnym wsparciu miasta dla tej inicjatywy.


Skarbiec Fajansu - gdzie można poczuć tę historię na żywo

Jeśli chcesz naprawdę poczuć klimat włocławskiego fajansu i zrozumieć, skąd bierze się jego wyjątkowość, powinieneś odwiedzić Skarbiec Fajansu we Włocławku. Znajduje się on na ul. Żabia 2. To wyjątkowe miejsce, gdzie historia ceramiki z Kujaw jest prezentowana w przystępny i interesujący sposób.


Skarbiec fajansu

Skarbiec to nie tylko ekspozycja dawnych wyrobów, choć i ta robi wrażenie. To przede wszystkim żywa opowieść o ludziach, fabrykach, wzorach i pasji, która nie dała się zgasić przez zmiany historyczne. Można tu zobaczyć ceramikę z różnych epok, poznać ewolucję wzorów od folklorystycznych motywów kujawskich przez modernistyczne eksperymenty "pikasiaków" aż do współczesnych form. Wiele eksponatów to prawdziwe rynkowe rarytasy, których dziś nie uświadczysz w żadnym sklepie.


Wnętrze skarbcu fajansu

Dla każdego, kto interesuje się historią polskiego rzemiosła i wzornictwa, a przy okazji chce zrozumieć, co sprawia, że włocławski fajans jest tak rozpoznawalny na tle innych polskich ceramik - Skarbiec jest miejscem obowiązkowym.


Co zostało z wielkiej tradycji? Dwa zakłady, dwie opowieści

Dziś włocławski fajans produkują dokładnie dwa przedsiębiorstwa. Oba we Włocławku, oba z pasją podtrzymujące tradycję, choć każde z własną, osobną historią. Przyjrzyjmy się im bliżej.


Fabryka Fajansu Włocławek Tyberiusz Rajs

Pierwsza firma to Fabryka Fajansu Włocławek Tyberiusz Rajs, działająca pod adresem ul. Spółdzielcza 3, 87-800 Włocławek.

To właśnie ta firma jest bezpośrednią kontynuatorką dziedzictwa Szanowskich. Jak pisaliśmy wcześniej, Tyberiusz Rajs przejął fabrykę w 2021 roku i już w lipcu tego samego roku wypuścił na rynek pierwsze wyroby - filiżanki, talerze i figurki, które spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem miłośników ceramiki.

Firma stawia na oryginalne, ręcznie malowane wzory w głębokim kobalcie, inspirowane regionalnym folklorem kujawskim. Każdy wyrób jest unikatowy, a sygnatura Fabryki Fajansu na spodzie potwierdza jego autentyczność. Jak sami piszą: "Oryginalny fajans z Włocławka można rozpoznać po kilku cechach charakterystycznych. Przede wszystkim wyróżniają go ręcznie malowane wzory, najczęściej w kobaltowej kolorystyce, przedstawiające motywy kwiatowe lub ludowe."

W ofercie znaleźć można szeroką gamę wyrobów użytkowych i dekoracyjnych: filiżanki, kubki, talerze, maselnice, solniczki, pieprzniczki, a także dekoracyjne figurki, szkatułki, zegary i lampy. Firma prowadzi aktywną sprzedaż internetową, oferując zarówno klasyczne, dobrze znane wzory, jak i zupełnie nowe kolekcje. Jednym z ciekawych kierunków rozwoju jest marka Fajansowe Love - linia luksusowej biżuterii ze srebra i fajansu, która przenosi tradycyjne kujawskie motywy w zupełnie nowy wymiar. Naszyjniki, kolczyki i bransoletki zdobione fajansowymi elementami to dowód na to, że tradycja może być naprawdę współczesna.


Fajans Włocławski sp. z o.o.

Drugą firmą jest Fajans Włocławski sp. z o.o., z siedzibą przy ulicy Falbanka 28 we Włocławku.

Ta historia jest równie piękna, choć inna w detalach. Spółka Fajans Włocławski nawiązuje wprost do dziedzictwa Ewy i Jerzego Szanowskich. Tych samych, którzy reaktywowali produkcję w 2002 roku. Po śmierci Pani Ewy Szanowskiej jej syn Tomasz podjął decyzję o kontynuowaniu dzieła mamy. W czerwcu 2024 roku założył spółkę Fajans Włocławski, a po generalnym remoncie i wyposażeniu zakładu w nowe maszyny - we wrześniu 2024 roku ruszyła produkcja.

Jak sami piszą o sobie: "Tu od 2001 r. ręcznie wytwarzamy i malujemy ceramikę zwaną fajansem, kultywując charakterystyczne wzory kwiatowe wywodzące się z tradycji kujawskiej." To zdanie mówi wszystko, to nie jest zwykły biznes. To misja, kontynuacja, dziedzictwo przekazywane z matki na syna.

W zakładzie na Falbance produkuje się szeroką gamę wyrobów: kubki, filiżanki ze spodkiem, talerze, paterę do ciasta, wazony, dzbanki, imbryki, cukiernice, miski, maselnice, figurki (aż 73 różne!), magnesy, pieprzniczki, solniczki, ozdoby świąteczne, skarbonki i wiele więcej. Firma oferuje też indywidualne zamówienia - możliwość stworzenia wyrobu z własnym wzorem lub dedykacją, co czyni te produkty doskonałymi prezentami na każdą okazję.

Firma prowadzi również warsztaty fajansowe - okazję, żeby samemu spróbować malowania na ceramice pod okiem doświadczonych malarek. To świetna propozycja zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci czy grup szkolnych. Kilka godzin z pędzlem w ręku i odkrywasz, że to wcale nie jest takie proste, jak wygląda i że tym bardziej trzeba cenić mistrzów swojego rzemiosła.

Warto też wspomnieć, że Włocławek oficjalnie dołączył do trasy Europejskiego Szlaku Ceramiki - obok miast z Francji, Hiszpanii, Włoch czy Niemiec. To ogromne wyróżnienie i potwierdzenie, że polska ceramika z Kujaw jest traktowana poważnie na europejskim poziomie.


Fajans włocławski dziś - moda czy trwały trend?

W ostatnich latach fajans włocławski przeżywa prawdziwy renesans popularności. Pojawia się w katalogach wnętrzarskich, w mediach społecznościowych, na stołach w restauracjach stawiających na lokalność i tradycję. Młodzi ludzie, zmęczeni bezosobową estetyką sieciowych sklepów z dekoracjami, coraz chętniej sięgają po rzeczy "z duszą".

Czy to tylko moda? Niekoniecznie. Fajans włocławski przetrwał już kilka modowych cykli i za każdym razem wracał. Może dlatego, że prawdziwe rzemiosło ma w sobie coś ponadczasowego. Kobaltowe kwiaty nie starzeją się tak jak wzornictwo przemysłowe. Są pewne rzeczy, które po prostu są piękne i tyle.

Jeśli jeszcze nie masz w swoim domu żadnego fajansowego wyrobu z Włocławka, może warto to zmienić? Nie musisz szukać daleko, oba zakłady prowadzą sklepy internetowe, gdzie zamówisz wyroby z dostawą pod drzwi. A jeśli masz okazję być we Włocławku, odwiedź jedno z tych miejsc osobiście. Zobaczyć, jak malarka stawia pędzel na ceramice, jak kolorowy wzór wyłania się z białej masy, to doświadczenie, które zmienia sposób patrzenia na przedmioty, które nas otaczają.


Polscy producenci budyniów i kisieli

 


Czy jest coś bardziej swojskiego niż zapach gotującego się budyniu, który rozchodzi się po całym domu? Albo kubek ciepłego kisielu wieczorem, kiedy za oknem pada deszcz? Dla zdecydowanej większości Polaków to wspomnienia z dzieciństwa, które trudno zastąpić czymkolwiek innym. I choć dziś półki sklepowe uginają się od zagranicznych deserów, to właśnie polskie firmy wciąż wyznaczają standardy w tej kategorii produktów. Dzisiaj przyjrzymy się bliżej tym, którzy stoją za tymi smakami - rodzimym producentom budyniów i kisieli, którzy od dekad karmią Polaków słodkimi chwilami.


Dlaczego warto mówić o polskiej produkcji?

Zanim przejdziemy do konkretnych firm, zatrzymajmy się na chwilę przy jednej ważnej kwestii. W dobie globalizacji, kiedy coraz więcej produktów spożywczych pochodzi z Niemiec, Holandii czy Belgii, polskie przedsiębiorstwa z branży spożywczej mają ogromne znaczenie, nie tylko sentymentalne, ale i czysto gospodarcze.

Polskie zakłady produkcyjne to tysiące miejsc pracy, lokalne inwestycje i podatki zasilające nasz budżet. To rolnicy, którzy dostarczają surowce, kierowcy rozwoźący towary, wreszcie sklepy - często małe, osiedlowe, które te produkty sprzedają. Łańcuch jest długi i skomplikowany, ale każde ogniwo ma znaczenie.

Co więcej, krajowi producenci to często firmy z wieloletnią tradycją, które przez lata dopracowywały swoje receptury i dostosowywały je do polskiego podniebienia. Nie kupujesz od kogoś anonimowego - kupujesz od firmy, która ma konkretną siedzibę, historię i ludzi z krwi i kości.

Przejdźmy więc do rzeczy i poznajmy pięciu kluczowych graczy na rynku budyniów i kisieli w Polsce.


Gellwe / FoodCare - z kawiarni w Zabierzowie na cały kraj

Jeśli kiedykolwiek robiłeś budyń w domu, istnieje duże prawdopodobieństwo, że sięgnąłeś właśnie po Gellwe. Marka ma jednak historię, której wiele osób nie zna, a jest ona zaskakująco ciekawa.

Historia firmy FoodCare (pierwotnie działającej pod nazwą Gellwe - teraz jest to marka) sięga 1984 roku. Wtedy to właściciel firmy, Wiesław Włodarski, w założonej w Zabierzowie pod Krakowem kawiarence zaczął serwować desery przygotowywane na bazie tradycyjnych receptur. Większość z tamtych receptur, co warto podkreślić, jest używana do dziś w produkcji wyrobów marki Gellwe. To nie marketing, to autentyczna historia.

budyń gellwe
Źródło: gellwe.pl

Przez kolejne lata firma pod nazwą Gellwe aktywnie rozwijała sprzedaż swojego asortymentu produktów deserowych. W 1997 roku uruchomiono nowoczesny zakład produkcyjny w Zabierzowie, który stał się sercem produkcji budyniów, kisieli i galaretek. Marka stawała się coraz bardziej rozpoznawalna na polskim rynku - synonimem dobrej jakości i wyjątkowego smaku.

Dynamiczny rozwój firmy sprawił, że 1 stycznia 2008 roku przedsiębiorstwo zmieniło nazwę z Gellwe na FoodCare. Gellwe stało się natomiast główną marką produktową firmy i pod tym szyldem funkcjonuje do dziś. Siedziba spółki mieści się w Zabierzowie niedaleko Krakowa, a zakład produkcyjny pozostaje w Polsce.

Co ciekawe, FoodCare to dziś znacznie więcej niż tylko budynie. Firma jest też właścicielem takich marek jak napój energetyczny Black czy izotonik 4MOVE. Jednak to właśnie Gellwe z budyniami, kisielami, galaretkami i Słodkimi Kubkami (kisielami z kawałkami owoców) pozostaje jej kulinarnym sercem. Produkty Gellwe wyróżnia brak oleju palmowego, sztucznych barwników i syropu glukozowego i to jest dzisiaj poważna przewaga konkurencyjna.


Delecta / FoodWell - ponad 200 lat historii we Włocławku

Delecta to marka, przy której warto naprostować kilka powszechnych nieporozumień. Nie, nie należy do Dr. Oetkera. Delecta jest dziś w polskich rękach i stanowi część grupy FoodWell, firmy ze 100% polskim kapitałem.

Historia zakładu we Włocławku sięga aż 1816 roku, co czyni go jednym z najstarszych działających zakładów produkcji spożywczej w Polsce. Zaczęło się od palenia cykorii na kawę zbożową i od 1959 roku zakład ten produkuje cały asortyment marki Delecta. Pod samą marką Delecta firma funkcjonuje od 1921 roku. To ponad sto lat obecności w polskich kuchniach.

kisiel delecta

Przez XX wiek firma przechodziła różne fazy własności. W czasach PRL-u funkcjonowała jako państwowe Kujawskie Zakłady Koncentratów Spożywczych. Po transformacji przekształcono ją w spółkę pracowniczą Delecta S.A. W 1996 roku spółka weszła w skład norweskiego koncernu Rieber & Son, następnie trafiła pod skrzydła Orkla. Jednak w 2014 roku Delecta wróciła do polskich rąk. Stała się częścią Grupy Kapitałowej Bakalland, należącej do Mariana Owerko i Rafała Brzoski. W 2022 roku Bakalland połączył się z marką Purella Superfoods, a całość przyjęła nazwę FoodWell.

Dziś FoodWell posiada dwa zakłady produkcyjne w Polsce: w Janowie Podlaskim (ponad 30 000 m² powierzchni, centrum produkcji Bakalland) oraz we Włocławku, gdzie produkowane są budynie, kisiele i cały asortyment Delecty. Jakość potwierdzona jest certyfikatami BRC i IFS z najwyższą oceną AA - uznawanymi standardami w europejskim przemyśle spożywczym.

Delecta pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek deserowych w Polsce, a jej asortyment budyniów i kisieli, od klasycznych smaków po wersje premium z wanilią Bourbon - trafia zarówno na rynek krajowy, jak i do polskich sklepów za granicą.


Emix - rodzinna firma z Rusinowa, która karmiła Polaków lodami od Bałtyku po Tatry

Emix to marka mniej medialna od Gellwe czy Delecty, ale na rynku deserów instant ma solidną i ciekawą historię. Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowe EMIX powstało w 1991 roku w Rusinowie koło Rypina na Kujawach. Założył je Stanisław Pacek i od początku była to firma rodzinna.

Pierwsze kroki? Lody w proszku do automatów lodziarskich. To nieoczekiwany, ale logiczny punkt startowy. Zapotrzebowanie na takie produkty w gastronomii było ogromne, a rynek dopiero się otwierał po transformacji. Do dziś zresztą gofry i lody w proszku Emix są obecne w tysiącach punktów gastronomicznych w całej Polsce - nad morzem, w górach, w parkach. Wielu Polaków jadło produkty Emix, nie wiedząc o tym.

Z biegiem lat oferta firmy rozszerzyła się znacznie - galaretki, kisiele, budynie, ciasta w proszku, bakalie, kasze, a nawet wegańskie kubki kaszy. Na przestrzeni ponad 30 lat działalności asortyment Emixu przekroczył 200 pozycji. Firma z powodzeniem eksportuje produkty na rynki europejskie oraz do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

W 2025 roku Emix otworzył nowy rozdział w swojej historii, wprowadzając markę Lucatto, dedykowaną budyniom i kisielom instant w nowym, nowoczesnym wydaniu z włoskim akcentem (linia Dolce Vita). To pokazuje, że ta kujawska rodzinna firma nie zamierza stać w miejscu.

Zakład produkcyjny Emix mieści się w Polsce, a firma pozostaje przykładem tego, że można zbudować silną markę deserową wychodząc od produktu gastronomicznego i cierpliwie rozwijając ofertę przez kolejne dekady.


Agro-Wodzisław - z cygarowni do fabryki deserów na Śląsku

Historia Agro-Wodzisław to jedna z bardziej zaskakujących opowieści w polskim przemyśle spożywczym. Bo zanim w Wodzisławiu Śląskim zaczęto produkować kisiele i budynie, przez lata wytwarzano tam... cygara i papierosy.

W latach 20. XX wieku w Wodzisławiu, tuż obok dawnego średniowiecznego targu końskiego, powstała „państwowa fabryka tytoniowa w Wodzisławiu", szybko zwana Cygarownią. Produkowano tam wyroby tytoniowe aż do 1951 roku. W drugiej połowie XX wieku, gdy w obliczu niedoborów żywnościowych uznano, że lepiej zainwestować w przetwórstwo spożywcze, w tym miejscu powstały Śląskie Zakłady Koncentratów Spożywczych w Wodzisławiu Śląskim. W 1964 roku zakład oficjalnie ruszył pod szyldem Zakładów Koncentratów Spożywczych „Wodzisław" i szybko stał się rozpoznawalnym w całym kraju dostawcą produktów pod hasłem „szybki obiad w pięć minut".

W 2003 roku na fundamentach Zakładów Koncentratów Spożywczych „Wodzisław" S.A. powołano nową spółkę - Agro-Wodzisław Sp. z o.o., która w 2006 roku przekształciła się w Agro-Wodzisław Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Sp.k. Firma opiera się na 100% polskim kapitale i z dumą podkreśla swoje zakorzenienie w lokalnej społeczności Wodzisławia Śląskiego.

Marka Wodzisław liczy sobie dziś prawie 60 lat obecności na polskim rynku i oferuje budynie, kisiele, galaretki, a także dodatki piekarnicze, zupy w słoikach i dania gotowe. Agro-Wodzisław angażuje się też aktywnie w inicjatywy społeczne, edukacyjne i kulturalne na Śląsku, podkreślając swój wkład w rozwój lokalnej społeczności.


Cykoria S.A. - historia sięgająca 1880 roku, zakład w sercu Kujaw

Cykoria S.A. to firma, której historia jest wyjątkowo długa nawet jak na polskie standardy. Jej korzenie sięgają 1880 roku, kiedy w Wierzchosławicach na Kujawach powstała Cukrownia Wierzchosławice Spółka Akcyjna - w samym sercu regionu słynącego z urodzajnych gleb i tradycji rolniczych.

budyń cykoria

Przez kolejne dekady zakład przechodził przemiany wraz z całą Polską. W 1994 roku, w ramach prywatyzacji, przedsiębiorstwo przekształcono w Spółkę Akcyjną ze 100% polskim kapitałem pod nazwą Zakłady Przetwórstwa Cykorii S.A. (CYKORIA S.A.). Siedziba firmy mieści się w Wierzchosławicach (gmina Gniewkowo, województwo kujawsko-pomorskie) i co ważne, pozostaje tam do dziś, zakorzeniona w tym samym miejscu od ponad 140 lat.

Nazwa marki może nieco mylić, bo Cykoria S.A. to nie tylko cykoria, to pełnoprawny producent koncentratów spożywczych o szerokim portfolio. W ofercie firmy znajdziemy budynie, kisiele, galaretki owocowe, śmietankę kremową Śnieżka, lody domowe, kremy do tortów, zupy i sosy w proszku, przyprawy do potraw, żelatynę, cukier wanilinowy, sernik błyskawiczny, a także susze cykorii i warzyw. Firma produkuje też napoje pod marką Drim.


Polskie budynie i kisiele a polska gospodarka - większy obraz

Kiedy patrzymy na te pięć firm razem, wyłania się ciekawy obraz polskiej branży spożywczej. Mamy tu firmy z zupełnie różnych regionów Polski: Zabierzów pod Krakowem (FoodCare/Gellwe), Włocławek (Delecta/FoodWell), Kujawy (Rusinowo/Emix i Wierzchosławice/Cykoria) oraz Śląsk (Agro-Wodzisław). To geograficzne rozproszenie produkcji to realny wkład w gospodarkę wielu polskich regionów.

Pomyśl o tym tak: każda torebka budyniu, którą kupujesz w polskim sklepie, przeszła przez wiele polskich rąk. Rolnik dostarczał skrobię, pracownik fabryki mieszał składniki, operator maszyny pakował torebki, kierowca rozwoził palety, ekspedientka układała je na półce. Brzmi banalnie, ale w skali milionów opakowań miesięcznie przekłada się to na konkretne miejsca pracy i konkretne pensje, które trafiają do lokalnych społeczności.

Co więcej, polscy producenci coraz śmielej wychodzą na rynki zagraniczne. Budynie i kisiele pod polskimi markami można kupić nie tylko w Polsce, ale też w sklepach polonijnych w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Holandii czy Stanach Zjednoczonych. Polska diaspora jest ogromna, a tęsknota za smakami dzieciństwa napędza realny eksport.


Podsumowanie

Gellwe/FoodCare, Delecta/FoodWell, Emix, Agro-Wodzisław i Cykoria S.A. - każda z tych firm ma swoją konkretną historię, swoje polskie zakłady produkcyjne i swój mierzalny wkład w polską gospodarkę. Od kawiarni w Zabierzowie przez zakład z 1816 roku we Włocławku, przez kujawską rodzinną firmę, śląskie dziedzictwo po kujawy z tradycją sięgającą 1880 roku, to naprawdę bogata i różnorodna mozaika.

Następnym razem, kiedy staniesz przed sklepową półką z budyniami i kisielami, wiesz już znacznie więcej o tym, co stoi za polską marką. To nie tylko torebka z proszkiem, to historia, tradycja, praca tysięcy Polaków i kapitał, który zostaje w Polsce.