Polscy producenci budyniów i kisieli

 


Czy jest coś bardziej swojskiego niż zapach gotującego się budyniu, który rozchodzi się po całym domu? Albo kubek ciepłego kisielu wieczorem, kiedy za oknem pada deszcz? Dla zdecydowanej większości Polaków to wspomnienia z dzieciństwa, które trudno zastąpić czymkolwiek innym. I choć dziś półki sklepowe uginają się od zagranicznych deserów, to właśnie polskie firmy wciąż wyznaczają standardy w tej kategorii produktów. Dzisiaj przyjrzymy się bliżej tym, którzy stoją za tymi smakami - rodzimym producentom budyniów i kisieli, którzy od dekad karmią Polaków słodkimi chwilami.


Dlaczego warto mówić o polskiej produkcji?

Zanim przejdziemy do konkretnych firm, zatrzymajmy się na chwilę przy jednej ważnej kwestii. W dobie globalizacji, kiedy coraz więcej produktów spożywczych pochodzi z Niemiec, Holandii czy Belgii, polskie przedsiębiorstwa z branży spożywczej mają ogromne znaczenie, nie tylko sentymentalne, ale i czysto gospodarcze.

Polskie zakłady produkcyjne to tysiące miejsc pracy, lokalne inwestycje i podatki zasilające nasz budżet. To rolnicy, którzy dostarczają surowce, kierowcy rozwoźący towary, wreszcie sklepy - często małe, osiedlowe, które te produkty sprzedają. Łańcuch jest długi i skomplikowany, ale każde ogniwo ma znaczenie.

Co więcej, krajowi producenci to często firmy z wieloletnią tradycją, które przez lata dopracowywały swoje receptury i dostosowywały je do polskiego podniebienia. Nie kupujesz od kogoś anonimowego - kupujesz od firmy, która ma konkretną siedzibę, historię i ludzi z krwi i kości.

Przejdźmy więc do rzeczy i poznajmy pięciu kluczowych graczy na rynku budyniów i kisieli w Polsce.


Gellwe / FoodCare - z kawiarni w Zabierzowie na cały kraj

Jeśli kiedykolwiek robiłeś budyń w domu, istnieje duże prawdopodobieństwo, że sięgnąłeś właśnie po Gellwe. Marka ma jednak historię, której wiele osób nie zna, a jest ona zaskakująco ciekawa.

Historia firmy FoodCare (pierwotnie działającej pod nazwą Gellwe - teraz jest to marka) sięga 1984 roku. Wtedy to właściciel firmy, Wiesław Włodarski, w założonej w Zabierzowie pod Krakowem kawiarence zaczął serwować desery przygotowywane na bazie tradycyjnych receptur. Większość z tamtych receptur, co warto podkreślić, jest używana do dziś w produkcji wyrobów marki Gellwe. To nie marketing, to autentyczna historia.

budyń gellwe
Źródło: gellwe.pl

Przez kolejne lata firma pod nazwą Gellwe aktywnie rozwijała sprzedaż swojego asortymentu produktów deserowych. W 1997 roku uruchomiono nowoczesny zakład produkcyjny w Zabierzowie, który stał się sercem produkcji budyniów, kisieli i galaretek. Marka stawała się coraz bardziej rozpoznawalna na polskim rynku - synonimem dobrej jakości i wyjątkowego smaku.

Dynamiczny rozwój firmy sprawił, że 1 stycznia 2008 roku przedsiębiorstwo zmieniło nazwę z Gellwe na FoodCare. Gellwe stało się natomiast główną marką produktową firmy i pod tym szyldem funkcjonuje do dziś. Siedziba spółki mieści się w Zabierzowie niedaleko Krakowa, a zakład produkcyjny pozostaje w Polsce.

Co ciekawe, FoodCare to dziś znacznie więcej niż tylko budynie. Firma jest też właścicielem takich marek jak napój energetyczny Black czy izotonik 4MOVE. Jednak to właśnie Gellwe z budyniami, kisielami, galaretkami i Słodkimi Kubkami (kisielami z kawałkami owoców) pozostaje jej kulinarnym sercem. Produkty Gellwe wyróżnia brak oleju palmowego, sztucznych barwników i syropu glukozowego i to jest dzisiaj poważna przewaga konkurencyjna.


Delecta / FoodWell - ponad 200 lat historii we Włocławku

Delecta to marka, przy której warto naprostować kilka powszechnych nieporozumień. Nie, nie należy do Dr. Oetkera. Delecta jest dziś w polskich rękach i stanowi część grupy FoodWell, firmy ze 100% polskim kapitałem.

Historia zakładu we Włocławku sięga aż 1816 roku, co czyni go jednym z najstarszych działających zakładów produkcji spożywczej w Polsce. Zaczęło się od palenia cykorii na kawę zbożową i od 1959 roku zakład ten produkuje cały asortyment marki Delecta. Pod samą marką Delecta firma funkcjonuje od 1921 roku. To ponad sto lat obecności w polskich kuchniach.

kisiel delecta

Przez XX wiek firma przechodziła różne fazy własności. W czasach PRL-u funkcjonowała jako państwowe Kujawskie Zakłady Koncentratów Spożywczych. Po transformacji przekształcono ją w spółkę pracowniczą Delecta S.A. W 1996 roku spółka weszła w skład norweskiego koncernu Rieber & Son, następnie trafiła pod skrzydła Orkla. Jednak w 2014 roku Delecta wróciła do polskich rąk. Stała się częścią Grupy Kapitałowej Bakalland, należącej do Mariana Owerko i Rafała Brzoski. W 2022 roku Bakalland połączył się z marką Purella Superfoods, a całość przyjęła nazwę FoodWell.

Dziś FoodWell posiada dwa zakłady produkcyjne w Polsce: w Janowie Podlaskim (ponad 30 000 m² powierzchni, centrum produkcji Bakalland) oraz we Włocławku, gdzie produkowane są budynie, kisiele i cały asortyment Delecty. Jakość potwierdzona jest certyfikatami BRC i IFS z najwyższą oceną AA - uznawanymi standardami w europejskim przemyśle spożywczym.

Delecta pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek deserowych w Polsce, a jej asortyment budyniów i kisieli, od klasycznych smaków po wersje premium z wanilią Bourbon - trafia zarówno na rynek krajowy, jak i do polskich sklepów za granicą.


Emix - rodzinna firma z Rusinowa, która karmiła Polaków lodami od Bałtyku po Tatry

Emix to marka mniej medialna od Gellwe czy Delecty, ale na rynku deserów instant ma solidną i ciekawą historię. Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowe EMIX powstało w 1991 roku w Rusinowie koło Rypina na Kujawach. Założył je Stanisław Pacek i od początku była to firma rodzinna.

Pierwsze kroki? Lody w proszku do automatów lodziarskich. To nieoczekiwany, ale logiczny punkt startowy. Zapotrzebowanie na takie produkty w gastronomii było ogromne, a rynek dopiero się otwierał po transformacji. Do dziś zresztą gofry i lody w proszku Emix są obecne w tysiącach punktów gastronomicznych w całej Polsce - nad morzem, w górach, w parkach. Wielu Polaków jadło produkty Emix, nie wiedząc o tym.

Z biegiem lat oferta firmy rozszerzyła się znacznie - galaretki, kisiele, budynie, ciasta w proszku, bakalie, kasze, a nawet wegańskie kubki kaszy. Na przestrzeni ponad 30 lat działalności asortyment Emixu przekroczył 200 pozycji. Firma z powodzeniem eksportuje produkty na rynki europejskie oraz do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

W 2025 roku Emix otworzył nowy rozdział w swojej historii, wprowadzając markę Lucatto, dedykowaną budyniom i kisielom instant w nowym, nowoczesnym wydaniu z włoskim akcentem (linia Dolce Vita). To pokazuje, że ta kujawska rodzinna firma nie zamierza stać w miejscu.

Zakład produkcyjny Emix mieści się w Polsce, a firma pozostaje przykładem tego, że można zbudować silną markę deserową wychodząc od produktu gastronomicznego i cierpliwie rozwijając ofertę przez kolejne dekady.


Agro-Wodzisław - z cygarowni do fabryki deserów na Śląsku

Historia Agro-Wodzisław to jedna z bardziej zaskakujących opowieści w polskim przemyśle spożywczym. Bo zanim w Wodzisławiu Śląskim zaczęto produkować kisiele i budynie, przez lata wytwarzano tam... cygara i papierosy.

W latach 20. XX wieku w Wodzisławiu, tuż obok dawnego średniowiecznego targu końskiego, powstała „państwowa fabryka tytoniowa w Wodzisławiu", szybko zwana Cygarownią. Produkowano tam wyroby tytoniowe aż do 1951 roku. W drugiej połowie XX wieku, gdy w obliczu niedoborów żywnościowych uznano, że lepiej zainwestować w przetwórstwo spożywcze, w tym miejscu powstały Śląskie Zakłady Koncentratów Spożywczych w Wodzisławiu Śląskim. W 1964 roku zakład oficjalnie ruszył pod szyldem Zakładów Koncentratów Spożywczych „Wodzisław" i szybko stał się rozpoznawalnym w całym kraju dostawcą produktów pod hasłem „szybki obiad w pięć minut".

W 2003 roku na fundamentach Zakładów Koncentratów Spożywczych „Wodzisław" S.A. powołano nową spółkę - Agro-Wodzisław Sp. z o.o., która w 2006 roku przekształciła się w Agro-Wodzisław Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Sp.k. Firma opiera się na 100% polskim kapitale i z dumą podkreśla swoje zakorzenienie w lokalnej społeczności Wodzisławia Śląskiego.

Marka Wodzisław liczy sobie dziś prawie 60 lat obecności na polskim rynku i oferuje budynie, kisiele, galaretki, a także dodatki piekarnicze, zupy w słoikach i dania gotowe. Agro-Wodzisław angażuje się też aktywnie w inicjatywy społeczne, edukacyjne i kulturalne na Śląsku, podkreślając swój wkład w rozwój lokalnej społeczności.


Cykoria S.A. - historia sięgająca 1880 roku, zakład w sercu Kujaw

Cykoria S.A. to firma, której historia jest wyjątkowo długa nawet jak na polskie standardy. Jej korzenie sięgają 1880 roku, kiedy w Wierzchosławicach na Kujawach powstała Cukrownia Wierzchosławice Spółka Akcyjna - w samym sercu regionu słynącego z urodzajnych gleb i tradycji rolniczych.

budyń cykoria

Przez kolejne dekady zakład przechodził przemiany wraz z całą Polską. W 1994 roku, w ramach prywatyzacji, przedsiębiorstwo przekształcono w Spółkę Akcyjną ze 100% polskim kapitałem pod nazwą Zakłady Przetwórstwa Cykorii S.A. (CYKORIA S.A.). Siedziba firmy mieści się w Wierzchosławicach (gmina Gniewkowo, województwo kujawsko-pomorskie) i co ważne, pozostaje tam do dziś, zakorzeniona w tym samym miejscu od ponad 140 lat.

Nazwa marki może nieco mylić, bo Cykoria S.A. to nie tylko cykoria, to pełnoprawny producent koncentratów spożywczych o szerokim portfolio. W ofercie firmy znajdziemy budynie, kisiele, galaretki owocowe, śmietankę kremową Śnieżka, lody domowe, kremy do tortów, zupy i sosy w proszku, przyprawy do potraw, żelatynę, cukier wanilinowy, sernik błyskawiczny, a także susze cykorii i warzyw. Firma produkuje też napoje pod marką Drim.


Polskie budynie i kisiele a polska gospodarka - większy obraz

Kiedy patrzymy na te pięć firm razem, wyłania się ciekawy obraz polskiej branży spożywczej. Mamy tu firmy z zupełnie różnych regionów Polski: Zabierzów pod Krakowem (FoodCare/Gellwe), Włocławek (Delecta/FoodWell), Kujawy (Rusinowo/Emix i Wierzchosławice/Cykoria) oraz Śląsk (Agro-Wodzisław). To geograficzne rozproszenie produkcji to realny wkład w gospodarkę wielu polskich regionów.

Pomyśl o tym tak: każda torebka budyniu, którą kupujesz w polskim sklepie, przeszła przez wiele polskich rąk. Rolnik dostarczał skrobię, pracownik fabryki mieszał składniki, operator maszyny pakował torebki, kierowca rozwoził palety, ekspedientka układała je na półce. Brzmi banalnie, ale w skali milionów opakowań miesięcznie przekłada się to na konkretne miejsca pracy i konkretne pensje, które trafiają do lokalnych społeczności.

Co więcej, polscy producenci coraz śmielej wychodzą na rynki zagraniczne. Budynie i kisiele pod polskimi markami można kupić nie tylko w Polsce, ale też w sklepach polonijnych w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Holandii czy Stanach Zjednoczonych. Polska diaspora jest ogromna, a tęsknota za smakami dzieciństwa napędza realny eksport.


Podsumowanie

Gellwe/FoodCare, Delecta/FoodWell, Emix, Agro-Wodzisław i Cykoria S.A. - każda z tych firm ma swoją konkretną historię, swoje polskie zakłady produkcyjne i swój mierzalny wkład w polską gospodarkę. Od kawiarni w Zabierzowie przez zakład z 1816 roku we Włocławku, przez kujawską rodzinną firmę, śląskie dziedzictwo po kujawy z tradycją sięgającą 1880 roku, to naprawdę bogata i różnorodna mozaika.

Następnym razem, kiedy staniesz przed sklepową półką z budyniami i kisielami, wiesz już znacznie więcej o tym, co stoi za polską marką. To nie tylko torebka z proszkiem, to historia, tradycja, praca tysięcy Polaków i kapitał, który zostaje w Polsce.


Jedyna fabryka kredek w Polsce. Gdzie powstają kultowe kredki Bambino?

 


Są rzeczy, które kojarzą się z dzieciństwem tak mocno, że samo ich wspomnienie wywołuje uśmiech. Zapach świeżo naostrzonej kredki, charakterystyczne pudełko z kolorowym nadrukiem, pierwsze bazgroły na białej kartce papieru. Dla milionów Polaków wychowanych w drugiej połowie XX wieku i na początku XXI wieku te wspomnienia mają jeden konkretny kolor - kolor kredki Bambino. Ale czy wiesz, jak tak naprawdę powstaje ta kultowa kredka? I czy wiesz, że w całej Polsce istnieje tylko jedna fabryka, która je produkuje?

Dziś zabieramy cię za kulisy miejsca, gdzie z naturalnych surowców rodzi się coś, co trafia do rąk dzieci na całym świecie. To historia o polskim rzemiośle, wielopokoleniowej tradycji i o tym, dlaczego polska kredka wciąż wygrywa z tanią chińską konkurencją.


ST. Majewski - historia firmy, która przeżyła wszystko

Żeby zrozumieć, czym jest dziś ST. Majewski, trzeba cofnąć się o ponad sto lat. Firma założona została w 1889 roku przez Stanisława Tadeusza Majewskiego w Warszawie. Początki były skromne - mały sklep z materiałami piśmiennymi i papierniczymi, który jednak od razu wyróżniał się na tle konkurencji dbałością o jakość oferowanych produktów.

Majewski szybko zrozumiał, że samo sprzedawanie cudzych towarów nie wystarczy. Zaczął myśleć o własnej produkcji. Przełom nastąpił na początku XX wieku, gdy firma uruchomiła pierwsze linie wytwórcze i zaczęła produkować artykuły szkolne na własną rękę. Warszawa stała się centrum polskiego przemysłu papierniczego, a ST. Majewski był jego ważnym filarem.




Przyszły jednak czasy próby. II wojna światowa niemal doszczętnie zniszczyła cały dorobek firmy. Warszawa w gruzach, fabryki w ruinie, kadra rozproszona po całym świecie - wydawało się, że to koniec. A jednak nie. Po wojnie firma odrodziła się jak feniks z popiołów. W czasach PRL-u, mimo znacjonalizowania, utrzymała swoją tożsamość i unikalny know-how. To właśnie wtedy na półkach sklepowych pojawiły się kredki Bambino, produkt, który miał zdominować polskie klasy szkolne na dziesięciolecia.

Po transformacji ustrojowej w 1989 roku ST. Majewski wrócił do prywatnych rąk i z nową energią ruszył na podbój rynku. Lata 90. to czas dynamicznego rozwoju. Firma inwestowała w nowoczesne technologie, rozbudowywała fabryki i rozszerzała portfolio produktów. Dziś ST. Majewski to jeden z największych producentów artykułów szkolnych i biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej. I co ważne wciąż polska firma, z polskim kapitałem i polskim zarządem.


Fabryka kredek - jedyne takie miejsce w Polsce

Mówi się, że Polska nie produkuje już prawie niczego. Że wszystko przyjeżdża do nas z Chin, Bangladeszu albo Turcji. To oczywiście duże uproszczenie, ale w przypadku kredek jest coś wyjątkowego. ST. Majewski prowadzi jedyną fabrykę kredek w Polsce. Jedyną. Nie ma drugiej.

Główny zakład produkcyjny i jedyna fabryka kredek w Polsce znajduje się w Pruszkowie, mieście leżącym w województwie mazowieckim, tuż pod Warszawą. To tutaj, na kilku hektarach hali produkcyjnych, codziennie tysiące kredek przechodzi przez skomplikowany, wieloetapowy proces wytwarzania. Poza Pruszkowem firma prowadzi również zakłady w Strzegomiu (produkcja artykułów papierniczych marki Unipap) oraz w Ełku. Łącznie firma zatrudnia ponad 300 pracowników - inżynierów, technologów, operatorów maszyn, kontrolerów jakości. Dla każdej z tych miejscowości to jeden z ważniejszych pracodawców w regionie.

Pruszków stał się symbolem tego, że polska produkcja przemysłowa wciąż żyje i ma się dobrze. W czasach, gdy wiele zakładów przeniosło produkcję za granicę w pogoni za tańszą siłą roboczą, ST. Majewski postawił na coś odwrotnego. Inwestycje w polskie moce wytwórcze, podnoszenie kwalifikacji pracowników i modernizację parku maszynowego. I to się po prostu opłaca.


Jak powstaje kredka Bambino? Technologia, która nie jest prosta

Większość z nas myśli o kredce jak o czymś oczywistym. Kolorowy rdzeń, drewniana obudowa, gotowe. A jednak rzeczywistość jest zupełnie inna. Produkcja dobrej kredki to prawdziwa sztuka, a technologia jej wytwarzania należy do jednych z trudniejszych do skopiowania w całej branży artykułów piśmiennych.



Wszystko zaczyna się od surowca - glinki kaolinowej

Kluczem do jakości kredki Bambino jest surowiec, którego używa ST. Majewski. Rdzeń kredki nie jest zrobiony z wosku (jak myśli wiele osób), ani z tanich syntetycznych wypełniaczy. Kredki Bambino produkowane są na bazie glinki kaolinowej - naturalnego minerału o wyjątkowych właściwościach plastycznych.

Kaolin to minerał gliniasty, który wydobywany jest głównie w Europie - w Niemczech, Czechach, Polsce, Wielkiej Brytanii i kilku innych krajach. Jest to surowiec wysokiej jakości, ceniony w wielu gałęziach przemysłu: ceramice, papierniczym, farmaceutycznym, a teraz także w produkcji kredek. W porównaniu do syntetycznych alternatyw kaolin daje kilka kluczowych przewag: lepsze krycie, bardziej żywe kolory, miększe i równomierniejsze nakładanie barwnika na papier oraz co bardzo ważne z punktu widzenia rodziców, jest bezpieczny dla dzieci.

Glinka kaolinowa łączona jest z pigmentami barwnymi oraz substancjami wiążącymi i plastyfikującymi. Proporcje tych składników to pilnie strzeżona tajemnica technologiczna firmy, wypracowywana przez lata prób i badań laboratoryjnych. Zmiana nawet jednego parametru może całkowicie zmienić właściwości gotowego produktu. Sprawić, że kredka będzie zbyt twarda, zbyt krucha albo że jej kolor nie będzie wystarczająco nasycony.

Europejski łańcuch dostaw - świadomy wybór, nie przypadek

Warto tu zatrzymać się na chwilę, bo to nie jest bez znaczenia. ST. Majewski świadomie zbudował swój łańcuch dostaw w oparciu o surowce i dostawców europejskich. Glinka kaolinowa pochodzi z europejskich złóż. Pigmenty barwne produkują europejscy chemicy. Drewno na obudowy kredek pochodzi z certyfikowanych, zrównoważonych europejskich lasów. Opakowania - polskie drukarnie.

To oznacza kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze, firma ma pełną kontrolę nad jakością każdego składnika od samego początku procesu produkcji. Po drugie, nie jest uzależniona od kapryśnych łańcuchów dostaw z drugiego końca świata, takich, które potrafiły się zapaść podczas pandemii, gdy setki firm na całym świecie nagle odkryły, jak kruche są ich zależności od chińskich poddostawców. Po trzecie wreszcie - lokalny łańcuch dostaw to mniejszy ślad węglowy i lepsza odpowiedź na współczesne wymagania środowiskowe.


Dlaczego Bambino wygrywa z chińską konkurencją?

To pytanie, które pewnie zadaje sobie wielu rodziców stojących przed półką w sklepie. Obok pudełka Bambino leży chińska kredka w podobnej cenie albo nawet tańsza. Dlaczego warto wybrać tę polską?

Odpowiedź kryje się właśnie w technologii produkcji i surowcach.

Technologia trudna do skopiowania

Produkcja kredek na bazie glinki kaolinowej to proces, który wymaga lat doświadczenia, specjalistycznych urządzeń i wiedzy technologicznej przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Chińscy producenci (i nie tylko oni) próbowali kopiować te receptury, ale uzyskanie identycznej jakości okazuje się niezwykle trudne. Dlaczego?

Po pierwsze, kaolin wydobywany w Europie ma inne właściwości niż surowce dostępne w Azji. Ziarnistość, skład mineralny, poziom zanieczyszczeń. Wszystko to wpływa na końcowe właściwości kredki. Europejski kaolin jest po prostu lepiej dostosowany do produkcji wysokiej jakości kredek.

Po drugie, know-how ST. Majewskiego to efekt ponad stulecia doświadczeń. Firma przez dziesięciolecia testowała różne receptury, uczyła się na błędach, optymalizowała procesy. Tej wiedzy nie da się po prostu skopiować, można ewentualnie próbować dojść do podobnych wniosków własną drogą, co trwa kolejne lata i kosztuje miliony złotych.

Po trzecie, tanie chińskie kredki bardzo często bazują na woskach syntetycznych i tanich wypełniaczach. Dają one gorszą jakość krycia, mniej żywe kolory i są bardziej podatne na kruszenie i łamanie. Wielu rodziców zna ten scenariusz: kupujesz tanie kredki, a po pierwszym użyciu połowa z nich się łamie w pół.

Bezpieczeństwo dla dzieci

Kredki Bambino spełniają surowe europejskie normy bezpieczeństwa produktów przeznaczonych dla dzieci. Skład jest w pełni transparentny, a surowce przebadane pod kątem zawartości szkodliwych substancji. W przypadku tanich produktów importowanych z krajów o mniej rygorystycznych standardach nie zawsze można mieć taką pewność.

Rodzice kupując Bambino wiedzą, że kupują produkt, który przeszedł przez polskie i europejskie laboratoria kontrolne. To nie jest kwestia snobizmu ani patriotyzmu, to kwestia zdroworozsądkowego podejścia do bezpieczeństwa własnych dzieci.

Trwałość i ekonomia

Paradoksalnie, tańsza kredka może okazać się droższą opcją. Jeśli chińska kredka za 8 złotych skruszy się po pierwszym użyciu i będziesz musiał kupić nową, a Bambino za 15 złotych wytrzyma cały rok szkolny - rachunek jest prosty. Jakość ma swoją cenę, ale ta cena się zwraca.


Co jeszcze produkuje ST. Majewski? Marki i portfolio firmy

ST. Majewski to nie tylko kredki Bambino. Przez lata firma zbudowała imponujące portfolio produktów i marek, które obejmuje właściwie wszystko, czego potrzeba uczniowi, studentowi czy pracownikowi biurowemu.

Bambino - flagowa marka dla najmłodszych

Bambino to absolutna ikona wśród polskich marek szkolnych. Pod tym szyldem produkowane są nie tylko kredki, ale całe spektrum artykułów dla dzieci: kredki woskowe, farby plakatowe i akwarelowe, modelina, plastelina, bibuła, nożyczki, kleje, pędzle. Marka celuje przede wszystkim w dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, stąd nacisk na bezpieczeństwo materiałów i ergonomię.



Bambino jest rozpoznawalna przez kolejne pokolenia Polaków. Nieprzypadkowo gdy dzisiejsi rodzice kupują swoim dzieciom kredki, często sięgają po markę, którą sami znali ze swojego dzieciństwa. To niemal odruch.

Artykuły szkolne i biurowe pod markami własnymi

ST. Majewski produkuje również artykuły dystrybuowane pod markami własnymi dużych sieci handlowych, zarówno w Polsce, jak i za granicą. To pozwala firmie efektywnie wykorzystywać moce produkcyjne i docierać do klientów, którzy wybierają produkty oznaczone logiem swojego ulubionego sklepu.


Eksport - polskie kredki podbijają świat

Działalność ST. Majewskiego wykracza daleko poza granice Polski. Firma eksportuje swoje produkty do kilkudziesięciu krajów na całym świecie. Głównymi rynkami eksportowymi są inne kraje europejskie - Niemcy, Francja, kraje Beneluksu, kraje bałtyckie, Skandynawia i inne kraje Europy Wschodniej.

Coraz większe zainteresowanie polskimi artykułami szkolnymi obserwuje się również na rynkach pozaeuropejskich - w krajach Bliskiego Wschodu, a nawet w niektórych państwach azjatyckich. To dowód na to, że jakość kredek i innych produktów ST. Majewskiego jest dostrzegana i doceniana niezależnie od kultury i geografii.

Eksport stanowi znaczącą część przychodów firmy, co czyni ST. Majewskiego ważnym polskim eksporterem w branży artykułów szkolnych i biurowych. To przekłada się na wpływy walutowe dla polskiej gospodarki i utwierdza pozycję Polski jako producenta artykułów o uznanej, europejskiej jakości.


Tradycja i nowoczesność - duet, który działa

ST. Majewski to firma, która nie boi się inwestować w nowoczesność. W ostatnich latach zakład w Pruszkowie przeszedł szereg modernizacji. Nowe linie produkcyjne, automatyzacja wybranych procesów, nowoczesne systemy zarządzania jakością. Jednocześnie firma pielęgnuje swoje dziedzictwo i tradycję, nie rezygnuje z receptur, które przez lata zostały wypracowane i sprawdzone.

To delikatna równowaga, którą niewiele firm udaje się zachować. Z jednej strony automatyzacja i efektywność, z drugiej - rzemiosło i doświadczenie ludzkie, którego żadna maszyna w pełni nie zastąpi. W ST. Majewskim te dwa światy współistnieją i wzajemnie się uzupełniają.

Firma inwestuje też w badania i rozwój. Nowe kolory, nowe formuły kredek dostosowane do specyficznych potrzeb (np. do rysowania na szkle, na tablicach, dla dzieci z trudnościami manualnymi), nowe formaty opakowań odpowiadające na trendy ekologiczne, to wszystko efekty pracy działów R&D i marketingu.


Podsumowanie - polska kredka ma się czym chwalić

Historia ST. Majewskiego i kredek Bambino to historia, która powinna napawać dumą każdego Polaka. Ponad sto lat temu ktoś miał pomysł, odwagę i determinację, żeby zbudować w Polsce firmę produkującą artykuły szkolne. Przez dwie wojny światowe, PRL i transformację ustrojową ta firma przetrwała i dziś jest liderem rynku w całym regionie.

Jedyna fabryka kredek w Polsce stoi w Pruszkowie i każdego dnia wytwarza produkty, które trafiają do plecaków dzieci od Gdańska po Kraków, od Warszawy po Wrocław - i do szkół w kilkudziesięciu krajach na całym świecie. Produkuje je z europejskich surowców, europejskim know-how i z europejską dbałością o jakość i bezpieczeństwo.

Kiedy następnym razem będziesz stać przed sklepową półką i zastanawiać się, czy kupić polskie Bambino, czy tańszy chiński odpowiednik, pomyśl o tym, co kryje się za tą decyzją. O setkach polskich pracowników w Pruszkowie. O stuleciu tradycji i wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. O naturalnym kaolinie wydobywanym w europejskiej ziemi. O kredce, która nie złamie się przy pierwszym rysowaniu.


Ewelina Kosmetyczna, czyli polska firma Eveline Cosmetics

 


Jeśli w ostatnich tygodniach byłaś/byłeś choć trochę aktywny w polskim internecie, to na pewno zetknąłeś się z nazwą „Ewelina Kosmetyczna". Memy, komentarze, posty na TikToku i Instagramie - wszędzie ta sama, rozbrajająco swojska wersja nazwy jednej z największych polskich marek kosmetycznych. Ale skąd się to wzięło? I kim tak naprawdę jest ta „Ewelina"? Spokojnie, zaraz wyjaśniamy wszystko od początku, bo historia jest naprawdę warta opowiedzenia.


Łatwogang, Cancer Fighters i Tosia - jak narodziła się „Ewelina Kosmetyczna"

Zacznijmy od tego, co wstrząsnęło polskim internetem w kwietniu 2026 roku. Twórca internetowy znany jako Łatwogang zorganizował charytatywny stream na rzecz Fundacji Cancer Fighters - organizacji wspierającej dzieci i młodzież chorych na nowotwory. Impulsem do działania był utwór muzyczny Bedoesa 2115 i Mai Mecan zatytułowany „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)". To, co zaczęło się jako jeden live stream, przerodziło się w wydarzenie bez precedensu w historii polskiego internetu.

Stream trwał przez dziewięć dni. Dziewięć. Dni. Na finiszu transmisję oglądało jednocześnie ponad 1,5 miliona osób - to liczba, która robi wrażenie nawet przy porównaniu z największymi wydarzeniami sportowymi. Zebrana kwota przekroczyła 250 milionów złotych, bijąc przy okazji dwa rekordy Guinnessa i bijąc na głowę wynik ostatniego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Do akcji dołączyły największe gwiazdy - Robert Lewandowski, Doda, Adam Małysz, Cezary Pazura, Roksana Węgiel. Część z nich, jak Edyta Pazura czy Katarzyna Nosowska, w geście solidarności z chorymi dziećmi ogoliła głowy na żywo przed kamerami.

W tę całą niezwykłą atmosferę wkroczyła pewna mała dziewczynka Tosia, podopieczna Fundacji Cancer Fighters. To ona, podczas oficjalnych podziękowań dla darczyńców, odczytywała nazwy firm, które wpłaciły pieniądze. I tu właśnie pojawia się nasz bohater - Eveline Cosmetics, polska marka kosmetyczna, która na zbiórkę wpłaciła milion złotych. Tosia odczytała tę nazwę po swojemu: „Ewelina Kosmetyczna". Niewinne przejęzyczenie małej dziewczynki stało się viralem na skalę, jakiej nie pamiętała polska sieć.

Ale to jeszcze nie koniec. Po ogłoszeniu wpłaty Tosia spojrzała w kamerę i niewinnie zapytała: „co tak mało?". W tej chwili serce chyba stopniało u każdej osoby oglądającej stream. Eveline Cosmetics zareagowało błyskawicznie, dopłaciło od razu kolejne 200 tysięcy złotych, dedykując je wprost Tosi. Ostateczna kwota wpłaty wyniosła 1,2 miliona złotych, co plasuje markę w gronie największych korporacyjnych darczyńców tej historycznej zbiórki.

Marka, która zasłużyła na viral

Ale żart z nazwą „Ewelina Kosmetyczna" nie wziął się znikąd. To określenie funkcjonowało już wcześniej w sieci. Używały go influencerki współpracujące z marką, pojawiało się w żartobliwych recenzjach i komentarzach klientek. Tosia nie wymyśliła tej nazwy, po prostu ją „uczłowieczyła" w najbardziej autentyczny i wzruszający możliwy sposób.

Reakcja marki była podręcznikowa dla marketingu czasu rzeczywistego. Eveline Cosmetics zmieniło swój profil w mediach społecznościowych, zaktualizowało stronę internetową i oficjalnie przyjęło przydomek „Ewelina Kosmetyczna" jako element swojej komunikacji. Nie był to klasyczny rebranding z długimi konsultacjami prawnymi i strategicznymi, to był żywy, spontaniczny dialog z odbiorcami. I właśnie to zadziałało. Łączny szacowany zasięg tej akcji we wszystkich kanałach wyniósł blisko 925 milionów kontaktów. Gdyby marka chciała osiągnąć podobny efekt płatnymi kampaniami reklamowymi, kosztowałoby to od kilkunastu do nawet 30 milionów złotych. Tu wystarczyła autentyczność, odrobina dystansu do siebie i jedno wzruszające przejęzyczenie małej dziewczynki.


Eveline Cosmetics - 40 lat polskiej kosmetyki

Dobra, „Ewelina" nas rozbawiła i wzruszyła. Ale kim właściwie jest ta firma, zanim dostała swój viralowy przydomek? Czas przyjrzeć się temu, co kryje się za etykietą.

Jak to się zaczęło - historia rodzinnej firmy

Eveline Cosmetics to polskie, rodzinne przedsiębiorstwo kosmetyczne z siedzibą w Lesznowoli pod Warszawą. Firma działa od 1983 roku, a więc ponad 40 lat, co w branży beauty jest absolutną wiecznością. Została założona przez rodzinę Kasprzyckich, a kluczową rolę w jej rozwoju od lat pełni Piotr Kasprzycki.

Wyobraź sobie: rok 1983, Polska Rzeczpospolita Ludowa, puste półki w sklepach, kosmetyki to luksus dostępny dla nielicznych. W takich warunkach rodzina Kasprzyckich postanowiła budować markę kosmetyczną. Już rok po założeniu firmy, w 1984 roku, pojawiły się pierwsze produkty pod szyldem Eveline - tusze do rzęs i kolorowe pomadki. To był strzał w dziesiątkę, bo kobiety zawsze znajdą sposób, żeby zadbać o siebie, nawet w najtrudniejszych czasach.

I tu pojawia się coś naprawdę imponującego. Dosłownie rok po wejściu na krajowy rynek, firma zaczęła eksportować produkty do Rosji. W połowie lat 80., gdy Polska dopiero przebierała nogami w kierunku wolnego rynku, Eveline patrzyło już w stronę rynków zagranicznych. To świadczy o wyjątkowej śmiałości i przedsiębiorczości założycieli.

Lata 90. i rozkwit - czas wielkiej ekspansji

Transformacja ustrojowa w Polsce otworzyła zupełnie nowe możliwości. Lata 90. i 2000. to dla Eveline Cosmetics czas dynamicznej ekspansji i umacniania pozycji lidera polskiego rynku. Firma konsekwentnie rozszerzała swoje portfolio produktowe, inwestowała w technologię i budowała sieć dystrybucji za granicą.

W 2005 roku Eveline Cosmetics po raz pierwszy zaprezentowało się na prestiżowych targach kosmetycznych Cosmoprof w Bolonii, jednej z najważniejszych branżowych imprez na świecie. To był wyraźny sygnał: polska marka przestaje być tylko "tutejszą" firmą i celuje w globalną rozpoznawalność. Sześć lat później, w 2011 roku, firma pojawiła się na kolejnych targach - Beautyworld Middle East w Dubaju i Cosmoprof Asia w Hongkongu. Kierunek jest jasny: świat.


Polska produkcja - zakłady w Lesznowoli

Jedną z rzeczy, z których Eveline Cosmetics może być szczególnie dumne, jest fakt, że produkcja odbywa się w Polsce. W dobie, gdy wiele marek przenosi fabryki do Azji w pogoni za niższymi kosztami, polska firma konsekwentnie trzyma się swoich korzeni i produkuje w Lesznowoli, miejscowości w gminie Piaseczno, w województwie mazowieckim.

To nie jest mały zakład, to w pełni rozwinięte centrum produkcyjne, w którym pracuje ponad 600 wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Cały proces wytwarzania kosmetyków odbywa się zgodnie z rygorystycznymi systemami GHP (Dobra Praktyka Higieniczna) i GMP (Dobra Praktyka Produkcyjna). Co to oznacza w praktyce? Że każdy krem, każda maseczka i każda pomadka wychodząca z lesznowolskiej fabryki spełnia najwyższe standardy jakości, bezpieczeństwa i czystości.

Te certyfikaty to nie są puste słowa. GHP i GMP obejmują szczegółowe wytyczne dotyczące procesu produkcji, kontroli jakości, sposobu magazynowania, pakowania i wysyłki produktów. Innymi słowy kiedy kupujesz krem Eveline, masz pewność, że powstał w kontrolowanych, bezpiecznych warunkach, zgodnie z europejskimi normami.


Co produkuje Eveline Cosmetics? Giga-portfolio w dobrej cenie

Skoro już wiemy, gdzie i jak firma produkuje, czas zapytać: a co właściwie robi? Odpowiedź brzmi: prawie wszystko, czego potrzebuje nowoczesna kobieta (i nie tylko).

Portfolio Eveline Cosmetics to prawdziwe imperium kosmetyczne. Wyróżniamy kilka głównych kategorii:

Kosmetyki do makijażu - to historyczny fundament marki. Podkłady i pudry, mascary (wspomniane tusze do rzęs - pierwsze produkty marki z 1984 roku!), eyelinery i kredki do oczu, cienie, róże i bronzery, szminki i błyszczyki. Według danych NielsenIQ za rok 2025, Eveline Cosmetics sprzedało największą ilość produktów w kategorii makijażu w całej Polsce. To nie jest mała firma na lokalnym rynku, to absolutny lider.

Pielęgnacja twarzy - tu marka świeci pełnym blaskiem. Kultowe serie jak Bio Hyaluron Expert, C Perfection z witaminą C, Gold Lift Expert, Magic Lift, My Beauty Elixir. Znajdziesz tu kremy przeciwzmarszczkowe, serum, toniki, żele micelarne, peelingi i maski. W składach aktywnych kwas hialuronowy, retinol, witamina C, peptydy i kolagen.

Pielęgnacja ciała - balsamy i mleczka do ciała, masła, peelingi, produkty antycellulitowe. Seria Egyptian Miracle, stworzona na bazie naturalnej egipskiej receptury, to jeden z hitów tej kategorii.

Pielęgnacja dłoni, stóp i paznokci - lakiery, odżywki, kremy do rąk i stóp, produkty terapeutyczne.

Pielęgnacja włosów - szampony, odżywki, maski i wcierki.

W 2020 roku oferta marki przekroczyła próg tysiąca produktów. Tysiąca! Trudno znaleźć inną polską markę kosmetyczną z tak szerokim portfolio.

Eksport - polska marka, która podbiła 80 krajów

Tu dochodzimy do czegoś, czym Eveline Cosmetics może się naprawdę pochwalić. Firma eksportuje swoje produkty do ponad 80 krajów na całym świecie. Eksport stanowi ogromną część sprzedaży - w 2011 roku wynosił już około 80% całej wartości sprzedaży. To odwrotna proporcja niż u większości polskich producentów, dla których rynek zagraniczny jest tylko dodatkiem do krajowego.

Gdzie konkretnie trafiają polskie kosmetyki z Lesznowoli? Lista jest naprawdę imponująca. W Europie - Francja, Niemcy, Hiszpania, Portugalia, Holandia, Bułgaria, Chorwacja, Finlandia, Ukraina. Na Bliskim Wschodzie - Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Kuwejt. W Azji - Hong Kong, Singapur, Kazachstan. W Afryce - Maroko, Egipt, a nawet Mauritius. Na Karaibach - Kuba.

To geograficzne zróżnicowanie jest nie tylko ciekawe, ale i strategicznie ważne. Eveline nie jest uzależnione od jednego rynku. Nawet jeśli sytuacja polityczna lub ekonomiczna w jednym regionie się zmienia, firma ma bufory bezpieczeństwa w innych częściach świata.

Regularny udział w międzynarodowych targach od Bolonii, przez Dubaj, po Hongkong, to wyraz konsekwentnego budowania globalnej sieci dystrybucji. Eveline gra w tej samej lidze co wielkie koncerny kosmetyczne, choć pozostaje firmą w pełni polską i rodzinną.

Nagrody i wyróżnienia - marka doceniana na świecie

Jakość Eveline Cosmetics nie jest tylko marketingowym sloganem. Firma regularnie zdobywa prestiżowe wyróżnienia branżowe. W ostatnich latach marka otrzymała tytuł Kobiecej Marki Roku 2025 i Międzynarodowego Sukcesu Roku 2025, a w 2024 roku - Vogue Beauty Awards jako polska marka roku. Seria Super Needles zdobyła specjalną nagrodę Vogue Beauty Awards. Eveline regularnie pojawia się w rankingu najcenniejszych polskich marek Rzeczpospolitej oraz w zestawieniu Top 200 Najlepszych Polskich Marek magazynu Forbes.


Wpływ na polską gospodarkę - więcej niż tylko kosmetyki

Zanim zakończymy, warto zastanowić się, co tak naprawdę oznacza istnienie takiej firmy jak Eveline Cosmetics dla Polski jako całości.

Przede wszystkim ponad 600 miejsc pracy, zlokalizowanych w Polsce, w Lesznowoli. To stałe, dobrze płatne miejsca pracy dla specjalistów w dziedzinie chemii, kosmetologii, produkcji, marketingu, logistyki. Firma od ponad czterech dekad tworzy lokalną wartość dodaną. Kupuje surowce, korzysta z usług firm zewnętrznych, płaci podatki w Polsce.

Po drugie - miliardowe przychody z eksportu. Kiedy polska firma sprzedaje kosmetyki za granicą, do Polski napływa twardy zarobek w obcej walucie. To realna korzyść dla bilansu handlowego kraju. W czasach, gdy wiele branż wciąż bardziej importuje niż eksportuje, Eveline jest pozytywnym wyjątkiem.

Po trzecie - PR-owy sukces całego kraju. Kiedy klientka we Francji, w Dubaju czy Singapurze kupuje krem z polską flagą na etykiecie, buduje to skojarzenie Polski z jakością i innowacją. Soft power marki działa na reputację całego „Made in Poland".

I po czwarte - ta historia z „Eweliną Kosmetyczną" pokazuje coś ważnego: polska firma może być globalna i jednocześnie swojska, poważna i jednocześnie umieć się śmiać. W dobie internetu to rzadka i cenna umiejętność.


Podsumowanie - Ewelina to nie żart, to symbol

Historia Eveline Cosmetics i viralowej „Eweliny Kosmetycznej" to opowieść o kilku rzeczach naraz. O polskiej przedsiębiorczości, która przez ponad 40 lat konsekwentnie budowała markę od zera do globalnego gracza. O firmie, która produkuje w Polsce, zatrudnia Polaków i eksportuje polską jakość na cały świat. I o tym, że nawet najbardziej „korporacyjna" marka może być ludzka, gdy tylko na to pozwoli.

Tosia, niewinnie przekręcając nazwę marki podczas jednego z najbardziej wzruszających wydarzeń w historii polskiego internetu, zrobiła Eveline Cosmetics reklamę wartą dziesiątki milionów. Ale żeby ten moment zadziałał, firma musiała być gotowa go przyjąć z humorem, ciepłem i autentycznością. I to właśnie zrobiła.

Więc następnym razem, gdy sięgniesz po krem czy maskarę z napisem Eveline pamiętaj, że to nie tylko kosmetyk. To 40 lat polskiej historii, tysiąc produktów, 80 krajów eksportu i mała dziewczynka imieniem Tosia, która zmieniła markę na zawsze.