Polski inkBook - alternatywa dla Kindle od Amazona

 

inkbook solaris 2
źródło grafiki: inkbook.pl

Kiedy myślimy o czytnikach e-booków, w głowie od razu zapala się jedno słowo: Kindle. Amazon zdominował ten rynek tak skutecznie, że dla wielu osób „czytnik ebooków" i „Kindle" to praktycznie synonimy. Ale czy wiecie, że od kilkunastu lat na tym samym rynku, twardo i bez fanfar, działa polska firma, która zbudowała swoją markę właśnie jako odpowiedź na amerykańskiego giganta? Mówię o inkBook - urządzeniu, które dla wielu Polaków stało się czymś więcej niż tylko gadżetem do czytania. To mały kawałek polskiej przedsiębiorczości, który przetrwał, rozwinął się i wciąż konkuruje na arenie międzynarodowej.

Wrocław, 2009 rok. Wszystko zaczyna się od pasji do książek

Nie było garażu pełnego prototypów, nie było worka pełnego dolarów od inwestorów z Doliny Krzemowej. Była za to jedna konkretna osoba - Paweł Horbaczewski, i jego prywatny problem: częste podróże służbowe kolidowały z jego zamiłowaniem do czytania książek. Zwykła, ludzka potrzeba. I właśnie z tej potrzeby, 1 marca 2009 roku we Wrocławiu, narodziła się firma, która z czasem zmieni polski rynek e-czytników.

Firma nazywała się Arta Tech. Na początku nie produkowała absolutnie niczego. Zajmowała się dystrybucją czytników innych marek, głównie Onyx Book, urządzeń od międzynarodowego producenta Onyx International. Brzmi to dość skromnie, prawda? Ale to właśnie te pierwsze lata, od 2009 do 2015 roku, dały wrocławskiej spółce coś bezcennego: doświadczenie, wiedzę o polskim rynku i kontakt z tysiącami czytelników, którzy mówili wprost, czego im brakuje w dostępnych na rynku urządzeniach.

I tu pojawia się pytanie, które pewnie sami zadajecie: dlaczego dystrybutor zamienił się w producenta? Odpowiedź jest prosta i bardzo ludzka, bo bycie zależnym od cudzej polityki produktowej po prostu się znudziło. Arta Tech chciała mieć pełną kontrolę nad swoim produktem. Nie chciała czekać, aż zagraniczny partner zdecyduje, czy w ogóle będzie obsługiwał polski język, czy uwzględni potrzeby lokalnych czytelników. Tak, gdzieś około 2015 roku, narodziła się marka inkBOOK.

Pierwszy i jedyny polski producent czytników ebooków

To zdanie brzmi jak slogan marketingowy, ale akurat w tym przypadku jest po prostu prawdą. inkBOOK stał się drugim producentem czytników ebooków na arenie europejskiej, a pierwszym i jak dotąd jedynym, polskim producentem w tej kategorii. Warto zatrzymać się na chwilę przy tym fakcie, bo to naprawdę rzadkość. Polska nie jest krajem, który kojarzy się z produkcją elektroniki użytkowej na skalę europejską. A jednak.

Pierwsze modele, które wyszły spod skrzydeł Arta Tech, to inkBOOK Prime HD, inkBOOK Lumos oraz inkBOOK Explore. Każdy z nich miał swoją niszę. Lumos celował w bardziej zaawansowanych czytelników, którzy chcieli czegoś lepszego niż wersja podstawowa, ale nie chcieli też płacić fortuny. inkBOOK Prime HD z kolei stawiał na jakość obrazu. Ekran o rozdzielczości 300 dpi, czyli jedną z najwyższych dostępnych wówczas na rynku, w połączeniu z czterordzeniowym procesorem. Tekst wyglądał na nim ostro, ilustracje miały szczegóły, a strony przewracały się płynnie.

To nie był przypadek, to było słuchanie użytkowników. Firma od lat zbierała opinie swoich klientów, a jedną z największych grup docelowych okazały się, co może zaskakiwać, panie po pięćdziesiątce. Dla nich najważniejsza była prostota obsługi, możliwość powiększenia czcionki i lekkość urządzenia. To pokazuje, jak bardzo inkBOOK starał się projektować urządzenia pod realne potrzeby, a nie tylko pod specyfikacje techniczne wyglądające dobrze na papierze.

Design, który zdobywał nagrody

Tu zaczyna się część, z której Polacy mogą być naprawdę zadowoleni. inkBOOK Prime i inkBOOK Classic 2 zostały zaprojektowane wspólnie z wrocławskim studiem ID Design. Autorem projektu obudowy był Piotr Maciejewski, wrocławski projektant, laureat rankingu „30 Kreatywnych Wrocławia 2017" organizowanego przez portal wroclaw.pl. To on jest twórcą wyglądu, który zdobył jedną z najbardziej prestiżowych nagród designerskich na świecie - Red Dot Award, nazywaną czasem „Oscarem Designu".

inkbook focus
źródło grafiki: inkbook.pl

Co istotne, projektanci inkBOOK chcieli zerwać ze stylistyką, w której czytnik wygląda jak miniaturowy tablet. Tylna część obudowy niektórych modeli przypomina otwierającą się książkę. Mały detal, ale taki, który pokazuje, że ktoś naprawdę myślał o tym, jak to urządzenie ma się czuć w rękach czytelnika, a nie tylko jak ma działać.

A teraz uczciwie: gdzie powstają inkBooki?

I tu muszę was zatrzymać, bo byłoby nieuczciwe, gdybym pozwolił wam myśleć, że inkBooki schodzą z polskiej linii produkcyjnej gdzieś pod Wrocławiem. Nie. Fizyczna produkcja, czyli składanie tych urządzeń, odbywa się w Chinach. To jest fakt i firma sama to otwarcie przyznaje.

Dlaczego tak jest? Odpowiedź, którą padła wprost z ust przedstawicieli Arta Tech, jest brutalnie szczera: ekonomia. Teoretycznie w Polsce są specjaliści i firmy zdolne zaprojektować, zbudować prototyp i produkować seryjnie dowolne urządzenie elektroniczne. Problem leży gdzie indziej, w dostępności i koszcie komponentów. Wiele elementów, które w Chinach są już gotowe, masowo produkowane i tanie, w Polsce trzeba by opracowywać praktycznie od zera. A elektronika użytkowa to rynek, na którym trzeba konkurować z gigantami z całego świata, tu liczy się każdy grosz kosztu jednostkowego.

To, co jednak pozostaje polskie i to jest kluczowe, to projektowanie. Design obudowy, interfejs systemu, dopasowanie funkcji do potrzeb konkretnego użytkownika, cała filozofia produktu. To powstaje we Wrocławiu. Chiny dają taśmę produkcyjną i komponenty, Polska daje mózg i pomysł. Można powiedzieć, że to model bardzo podobny do tego, który stosują dziesiątki znanych marek technologicznych na całym świecie - projekt w jednym miejscu, montaż w drugim. Nie jest to więc nic specyficznie podejrzanego, raczej standardowa praktyka branżowa.

inkBOOK Europe - zmiana nazwy i nowy etap

W 2020 roku Arta Tech przeszła rebranding i zaczęła funkcjonować pod nazwą inkBOOK Europe (czasem spotkamy się też z formą InkBooks Europe). To naturalny krok dla firmy, która z lokalnego dystrybutora wyrosła na rozpoznawalną markę. Nazwa produktu stała się ważniejsza niż pierwotna nazwa spółki. Wiele osób przez lata i tak mówiło po prostu „inkBOOK", niezależnie od tego, jak nazywała się firma stojąca za marką.

inkbook
źródło grafiki: inkbook.pl

Co ciekawe, sama nazwa Arta Tech w pewnym momencie zniknęła z głównego nurtu komunikacji, ale historia firmy liczona jest nieprzerwanie od 2009 roku. Sama firma na swojej stronie podkreśla, że już od kilkunastu lat wspiera czytelników w ich „e-czytelniczej przygodzie", i w tym stwierdzeniu nie ma za dużo marketingowej przesady, bo to po prostu fakt poparty datami.

Jak inkBOOK wypada na tle Kindle?

No dobrze, ale przejdźmy do sedna. Czy to w ogóle ma sens jako alternatywa dla Kindle? Tu sprawa jest ciekawa, bo różnice nie sprowadzają się tylko do logo na obudowie.

System operacyjny. inkBooki działają na Androidzie, podczas gdy Kindle korzysta z mocno zamkniętego, własnego ekosystemu Amazona. To oznacza, że na inkBOOK-u możemy zainstalować dodatkowe aplikacje - w granicach tego, co pozwala specyfika ekranu e-ink, bo szybkie animacje czy gry na takim wyświetlaczu nie będą cudem technologicznym. Ale chodzi o coś ważniejszego: otwartość. Nie jesteśmy zamknięci w jednym sklepie z e-bookami.

Polska lokalizacja. To jest punkt, w którym inkBOOK po prostu wygrywa bez większego wysiłku. Kindle przez lata zmagał się z brakiem pełnej polskiej lokalizacji interfejsu - syntezator mowy po polsku, polska klawiatura, polskie znaki diakrytyczne działające bez zarzutu we wszystkich formatach plików, to wszystko w inkBOOK-u było obsłużone od dawna, bo to urządzenie projektowane od początku z myślą o polskim czytelniku.

Integracja z polskimi serwisami. Tu kolejny duży plus. inkBOOK od lat współpracuje z Legimi, polskim serwisem abonamentowym dającym dostęp do tysięcy e-booków za stałą opłatą miesięczną. Dla osoby, która czyta dużo i nie chce kupować każdej książki osobno, to ogromna wygoda, której Kindle w naszym kraju po prostu nie zapewnia w tak prosty sposób.

Format plików. Kindle przez długi czas trzymał się formatu AZW i wymagał konwersji wielu plików, jeśli chcieliśmy czytać coś spoza ekosystemu Amazona. inkBOOK obsługuje szeroką gamę formatów od razu, bez kombinowania.

Bateria i komfort czytania. Tu różnice są mniej dramatyczne, bo oba urządzenia korzystają z podobnej technologii e-papieru, która od lat się rozwija i jest dziś naprawdę dopracowana - ekran nie męczy oczu, nie potrzebuje zewnętrznego światła po zmroku, a na jednym ładowaniu można czytać tygodniami.

Wpływ na polską gospodarkę - mały, ale realny

Nie oszukujmy się, inkBOOK to nie jest firma wielkości polskiego oddziału globalnego koncernu. To wciąż relatywnie niewielka spółka.

Po pierwsze -to dowód, że polska firma technologiczna jest w stanie zaprojektować produkt konkurencyjny wobec rozwiązań takich gigantów jak Amazon i utrzymać się na rynku przez ponad dekadę, to naprawdę nie jest mało, biorąc pod uwagę, jak wiele startupów technologicznych znika po kilku latach.

Po drugie - ekspansja zagraniczna inkBOOK-a to dobry przykład polskiego know-how trafiającego na rynki Europy Zachodniej, Bliskiego Wschodu, a nawet Australii i Stanów Zjednoczonych. Produkty trafiały do Czech, Niemiec, Francji, Hiszpanii, Włoch, Izraela, Słowacji, Słowenii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej. To pokazuje, że polska marka technologiczna potrafi być rozpoznawalna daleko poza granicami kraju, nawet w niszy zdominowanej przez amerykańskiego giganta.

Po trzecie - i to jest może najważniejsze, inkBOOK to przykład wzornictwa „Made in Poland", które realnie zdobywało międzynarodowe nagrody, takie jak Red Dot Design Award. To nie jest abstrakcyjna duma narodowa, to konkretny dowód, że polscy projektanci i polskie studia designerskie potrafią tworzyć produkty na światowym poziomie estetycznym i funkcjonalnym.

Czy to duży wpływ na polski PKB? Póki co nie, bądźmy realistami. Ale to ważny element mozaiki, który pokazuje, że polska przedsiębiorczość technologiczna nie kończy się na outsourcingu programistycznym dla zagranicznych korporacji. Czasem da się też zbudować własną markę, własny produkt i własną pozycję na trudnym, konkurencyjnym rynku.

Czy warto rozważyć inkBOOK jako alternatywę dla Kindle?

Jeśli szukacie czytnika, który ma pełne wsparcie polskiego języka od pierwszego dnia, integruje się z polskimi serwisami abonamentowymi i daje większą swobodę w zakresie formatów plików oraz instalowania dodatkowych aplikacji, inkBOOK jest naprawdę solidną opcją. To nie jest tylko sentymentalny wybór „bo polskie", choć rozumiem, że dla wielu czytelników ten argument też ma znaczenie. To realna alternatywa, która w wielu codziennych aspektach użytkowania wygodniejsza jest właśnie dlatego, że projektowano ją z myślą o polskim odbiorcy, a nie jako produkt globalny, lokalizowany na siłę.

Z drugiej strony, jeśli najważniejsza jest dla was ogromna biblioteka treści dostępna jednym kliknięciem, bezproblemowa integracja z globalnym ekosystemem oraz maksymalna dopracowana jakość wykonania na poziomie masowej produkcji.

Ale fakt, że po kilkunastu latach na rynku polska marka wciąż jest w stanie konkurować, ulepszać swoje produkty i znajdować nowych użytkowników, mówi sam za siebie. inkBOOK nie jest tylko historycznym ciekawostką technologiczną, to żywy, działający produkt, za którym stoi konkretna historia ludzi z Wrocławia, którzy w 2009 roku po prostu chcieli czytać więcej i wygodniej. I to im się, mimo wszystkich przeciwności, udało.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz