Kupuj polskie. Ile pieniędzy naprawdę zostaje w Polsce, gdy wybierasz polskie produkty

 

kupuj polskie


Stoisz przy półce w sklepie. W jednej ręce jogurt polskiej mleczarni, w drugiej jogurt zagranicznej marki. Cena podobna, smak podobny. Sięgasz po ten z ładniejszą etykietą i idziesz dalej. Brzmi znajomo? Pewnie tak. Ale właśnie w tej chwili przy półce chłodniczej decydujesz, czy pieniądze zostają w Polsce, czy wyjeżdżają za granicę. I to nie jest hasło z patriotycznej ulotki. To twarda ekonomia, którą policzyli analitycy z Grant Thornton.

Zanim przejdziemy do konkretów, zadaj sobie jedno pytanie: czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, co tak naprawdę dzieje się z pieniędzmi, które zostawiasz w sklepie? Nie chodzi o to, ile zapłaciłeś. Chodzi o to, ile z tej kwoty zostaje w polskiej gospodarce, a ile trafia na konta firm w Niemczech, Francji czy Stanach Zjednoczonych.

79 groszy kontra 25 groszy - różnica, która zmienia wszystko

Grant Thornton, jedna z czołowych firm doradczych na świecie, przeprowadził szczegółową symulację w ramach kampanii „Wybieram 590" i opublikował wyniki w raporcie dostępnym na swojej stronie. Wyniki są konkretne, a przy tym szczerze mówiąc, dość zaskakujące nawet dla osób, które myślały, że mają pojęcie o ekonomii.

Oto co wynika z analizy:

Jeśli wydasz złotówkę na produkt wytworzony w Polsce, przez firmę z polskim kapitałem (to tak zwana Grupa 1 w raporcie), w polskiej gospodarce zostaje 79 groszy. Prawie cztery piąte tej kwoty kręci się dalej w krajowym obiegu - trafia do polskich pracowników jako wynagrodzenia, do polskiego budżetu jako podatki, do polskich dostawców i podwykonawców jako płatności za usługi.

Ale jeśli sięgniesz po produkt wytworzony za granicą, przez zagraniczną firmę (Grupa 4), z tej samej złotówki w Polsce zostaje tylko 25 groszy. Trzy czwarte pieniędzy odpływa za granicę.

Różnica wynosi 54 grosze na każdej złotówce. To może brzmi jak drobnostka. Ale przestań myśleć o jogurcie i pomyśl o skali całej polskiej konsumpcji.

Skala zjawiska: miliardy złotych w grze

W 2018 roku (obrazowo weźmy rok ujęty w raporcie, obecnie są to oczywiście większe kwoty) konsumpcja w Polsce wyniosła ponad 1216 miliardów złotych. To ogromna liczba, więc przetłumaczmy ją na coś bardziej przyswajalnego.

Gdyby każdy Polak zmienił swoje nawyki zakupowe zaledwie o 1 procent - kupował o jeden procent więcej polskich produktów zamiast zagranicznych, w polskiej gospodarce zostawałoby dodatkowo 6,6 miliarda złotych rocznie. Rocznie. Bez żadnych zmian w prawie, bez nowych programów rządowych, bez dotacji unijnych. Po prostu dzięki temu, że podczas codziennych zakupów częściej sięgamy po polskie produkty.

A gdyby ta zmiana wyniosła 10 procent? Mówimy już o 66 miliardach złotych dodatkowych oszczędności krajowych. To pieniądze, które mogłyby finansować inwestycje polskich firm, nowe miejsca pracy, rozwój technologiczny, lepsze drogi i szpitale, bo większe dochody firm to wyższe podatki i wyższe wynagrodzenia pracowników.

Żeby to jakoś zwizualizować: 66 miliardów złotych to mniej więcej równowartość całego rocznego budżetu NFZ (w 2018 r.). Albo kilka autostrad. Albo setki nowoczesnych fabryk. To nie jest abstrakcja, to realne pieniądze, które mogą zostać w Polsce lub nie, w zależności od naszych codziennych wyborów.

Ale chwila - co to znaczy „polskie”?

I tutaj dochodzimy do sprawy, która jest często nierozumiana albo celowo zamglana przez marketing. Słowo „polskie" w kontekście produktów ma kilka wymiarów i nie wszystkie są równie wartościowe z punktu widzenia polskiej gospodarki.

Raport Grant Thornton wyróżnia cztery główne grupy produktów:

Grupa 1: Polska firma + produkcja w Polsce. To jest ten pełnowartościowy wariant. Firma jest zarejestrowana w Polsce, ma polskich właścicieli lub akcjonariuszy, płaci podatki w Polsce, zatrudnia polskich pracowników, kupuje surowce od polskich dostawców, a sam produkt jest wytwarzany na terenie kraju. Z każdej wydanej złotówki 79 groszy zostaje w Polsce.

Grupa 2: Zagraniczna firma + produkcja w Polsce. Tu jest już bardziej skomplikowanie. Zakład produkcyjny stoi w Polsce, zatrudnia polskich pracowników, płaci podatki lokalne i kupuje część surowców od polskich dostawców. Jednak część zysku trafia do zagranicznej centrali. Z każdej złotówki w Polsce zostaje mniej niż w Grupie 1, ale i tak znacznie więcej niż w przypadkach, gdy produkt w ogóle nie jest wytwarzany w Polsce.

Grupa 3: Polska firma + produkcja za granicą. Scenariusz coraz częstszy przy produktach odzieżowych czy elektronicznych. Marka jest polska, właściciel jest Polakiem, ale produkcja odbywa się w Azji albo gdzie indziej. Część łańcucha wartości (design, marketing, dystrybucja, zarządzanie) pozostaje w Polsce, ale fizyczna produkcja nie.

Grupa 4: Zagraniczna firma + produkcja za granicą. Tutaj 75 groszy z każdej złotówki odpływa poza Polskę. Zostaje tylko ćwierć, głównie jako wynagrodzenia sprzedawców w polskich sklepach, VAT-owska część podatku i koszty lokalnej dystrybucji.

ile zostaje  w polsce raport grantthornton
źródło: https://grantthornton.pl

Dlatego, gdy ktoś mówi ci „to polskie", zawsze warto dopytać: w jakim sensie? Czy chodzi o markę, o miejsce produkcji, o właściciela firmy, o miejsce płacenia podatków? Te pytania mają realne znaczenie ekonomiczne.

Jak pieniądze krążą w polskiej gospodarce? Łańcuch wartości po polsku

Wyobraź sobie, że kupujesz polskie masło od polskiej spółdzielni mleczarskiej. Co się dzieje z twoją złotówką?

Część trafia do mleczarni jako przychód. Mleczarnia płaci za mleko polskim rolnikom - pieniądze zostają w Polsce. Mleczarnia zatrudnia polskich pracowników, więc pensje zostają w Polsce i są wydawane na inne polskie produkty i usługi (efekt mnożnikowy). Mleczarnia płaci podatki - trafiają do polskiego budżetu i finansują drogi, szkoły, szpitale. Mleczarnia kupuje energię od polskich dostawców - pieniądze zostają. Kupuje opakowania od polskiej drukarni - pieniądze zostają. Korzysta z usług polskiej firmy transportowej - pieniądze zostają.

Teraz wyobraź sobie to samo masło, ale importowane z Niemiec. Rolnicy i pracownicy są niemieccy, podatki idą do niemieckiego budżetu, dostawcy energii, opakowań i transportu są z tamtego rynku. W Polsce zostaje tylko marża sieci handlowej i wynagrodzenia polskich kasjerek.

To nie jest teoria, to rzeczywistość tysięcy codziennych transakcji, które zbiorowo decydują o tym, jak szybko Polska się bogaci.

Polskie firmy, polskie fabryki - kto tworzy miejsca pracy w Polsce?

Polska gospodarka to nie tylko duże korporacje i zagraniczne inwestycje. To przede wszystkim setki tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw, rodzinnych firm produkcyjnych, lokalnych wytwórców - od piekarni w Podlasiu po fabrykę okien na Śląsku.

Weźmy kilka przykładów z różnych branż, żeby zobaczyć, jak wygląda polska produkcja w praktyce.

Przemysł spożywczy to jeden z filarów polskiej gospodarki. Polska jest jednym z największych producentów żywności w Europie. Eksportujemy jabłka, mięso drobiowe, produkty mleczne, przetwory owocowo-warzywne. Firmy takie jak Mlekovita, Mapex, Colian czy Cedrob mają zakłady produkcyjne w Polsce, zatrudniają dziesiątki tysięcy pracowników i korzystają z polskich surowców rolnych. Kupując ich produkty, wspierasz bezpośrednio łańcuch: polski rolnik → polska przetwórnia → polska logistyka → polski budżet.

Przemysł meblarski to kolejny obszar, w którym Polska jest europejską potęgą. Polskie meble eksportuje się do całej Europy i na inne kontynenty. Fabryki mebli w Trójmieście, Wielkopolsce, na Kujawach i Opolszczyźnie zatrudniają łącznie kilkaset tysięcy osób. Firmy takie jak Black Red White, Grupa Nowy Styl czy FOX to nie tylko marki, to realne zakłady produkcyjne na polskiej ziemi, płacące podatki w Polsce i dające utrzymanie polskim rodzinom.

Branża odzieżowa i obuwnicza bywa zdradliwa, bo wiele znanych polskich marek produkuje dziś za granicą. Ale są wyjątki - firmy, które konsekwentnie trzymają produkcję w Polsce, jak niektóre zakłady z regionu łódzkiego, kieleckiego czy krakowskiego. Tu naprawdę warto sprawdzić, gdzie jest szyta koszula.

Chemia i farmacja to kolejna branża z silnymi polskimi graczami. Polpharma, Aflofarm, Hasco-Lek czy Adamed to firmy, które produkują leki i suplementy w Polsce, zatrudniają polskich naukowców i inżynierów, inwestują w polskie laboratoria badawcze. Kiedy kupujesz ich produkt zamiast zagranicznego odpowiednika, wspierasz nie tylko miejsca pracy na linii produkcyjnej, ale też miejsca pracy dla polskich farmaceutów i chemików.

Zagraniczne firmy w Polsce - czy to jeszcze „polskie"?

To pytanie jest ważne i uczciwa odpowiedź jest taka: to zależy. Wiele dużych zagranicznych koncernów wybudowało w Polsce swoje zakłady produkcyjne i zatrudnia tu dziesiątki tysięcy pracowników. Toyota w Wałbrzychu, Volkswagen w Poznaniu, LG w Mławie, Bridgestone w Poznaniu czy Amazon w kilku polskich miastach, to wszystko firmy zagraniczne, ale ich obecność w Polsce ma realny pozytywny wpływ na gospodarkę.

Kiedy zagraniczna firma produkuje w Polsce, w kraju zostają:

  • wynagrodzenia polskich pracowników,

  • podatki od tych wynagrodzeń i podatki lokalne,

  • płatności dla polskich dostawców surowców i usług,

  • inwestycje w infrastrukturę i nieruchomości.

To mniej niż w przypadku w pełni polskiej firmy (bo część zysku odpływa do centrali za granicą), ale i tak znacznie więcej niż przy produkcie importowanym w całości.

Raport Grant Thornton jasno to pokazuje: produkt zagranicznej firmy wytwarzany w Polsce daje polskiej gospodarce więcej niż produkt zagranicznej firmy wytwarzany za granicą. To ważna subtelność - nie chodzi o to, żeby bojkotować wszystko, co nie ma polskich właścicieli, ale żeby preferować to, co jest wytwarzane na polskim terytorium.

Pułapka „polsko brzmiących" marek

Tu musimy chwilę zatrzymać się przy zjawisku, które można by nazwać patriotycznym marketingiem bez patriotycznej treści. Na polskim rynku działają marki, które brzmią bardzo swojsko, mają w nazwie polskie słowa, używają biało-czerwonych barw w reklamach i grają na nutę polskości, ale ich produkcja odbywa się za granicą, właścicielem jest zagraniczny fundusz, a podatki płacone są w innym kraju.

To nie jest żadne przestępstwo i nie trzeba od razu krzyczeć o oszustwie. Ale jako konsumenci powinniśmy być na to wrażliwi. Gdy kupujesz produkt „brzmiący polsko", sprawdź kod kreskowy, sprawdź informację na opakowaniu o miejscu produkcji, sprawdź, kim jest właściciel marki. Kilka sekund poszukiwań może całkowicie zmienić obraz.

Z drugiej strony mamy sytuację odwrotną: polskie firmy produkujące w Polsce, które wybrały angielskojęzyczne lub neutralne nazwy, żeby lepiej się eksportowało. LPP (Reserved, Cropp, House, Mohito, Sinsay) to polska firma z Gdańska, notowana na GPW, której zarząd, właściciele i centralny oddział są w Polsce, nawet jeśli część produkcji odbywa się za granicą. CCC to polska firma z Polkowic. PZU czy Link4 to polskie firmy ubezpieczeniowe. CD Projekt czy Asseco to polskie firmy technologiczne. Nie wszystkie mają „polsko brzmiące" nazwy, ale są bardzo polskie.

Co mówi ekonomia? Efekt mnożnikowy w praktyce

Ekonomiści od lat opisują zjawisko zwane efektem mnożnikowym. Chodzi o to, że każda złotówka wydana w gospodarce nie znika - krąży, napędzając kolejne transakcje. Pracownik polskiej mleczarni dostaje wynagrodzenie i wydaje je na obiad w polskiej restauracji. Właściciel restauracji płaci czynsz polskiemu właścicielowi lokalu. Ten remontuje mieszkanie i zatrudnia polskiego hydraulika. Hydraulik kupuje polskie materiały budowlane. I tak dalej.

Im więcej pieniędzy zostaje w polskim obiegu, tym silniejszy jest ten efekt. Każda złotówka wydana na polskie produkty generuje w polskiej gospodarce znacznie więcej niż jeden złoty wartości. To jest sedno całej historii.

infografika kupuj polskie

Natomiast gdy pieniądze odpływają za granicę, ten łańcuch się urywa. Zagraniczna centrala dostaje swój zysk, który zasila gospodarkę innego kraju. Tamci pracownicy jedzą obiady w tamtejszych restauracjach, tamtejsi właściciele nieruchomości remontują swoje domy, tamtejsi hydraulicy kupują tamtejsze materiały.

To nie jest zerojedynkowy podział na „dobre" i „złe". To po prostu opis tego, jak pieniądze płyną w zglobalizowanym świecie. A my jako konsumenci mamy realny wpływ na kierunek tego przepływu.

Czy to znaczy, że mamy całkowicie unikać zagranicznych produktów?

Absolutnie nie. I tu warto zacytować samych autorów raportu Grant Thornton, którzy wprost piszą, że zdrowa konkurencja z zagranicznymi produktami jest potrzebna. Mobilizuje polskich producentów do innowacyjności, obniżania kosztów i podnoszenia jakości. Zamknięta gospodarka bez zagranicznej konkurencji szybko traci dynamikę i staje się nieefektywna. Historia to wielokrotnie potwierdziła.

Chodzi o coś innego: o świadomość. O to, żeby przy wyborze między produktem polskim a zagranicznym podobnej jakości i podobnej ceny nie kierować się tylko nawykiem czy ładniejszą etykietą, ale też wiedzieć, co ten wybór oznacza dla polskiej gospodarki.

Chodzi też o to, żeby doceniać polskie produkty, które konkurują jakością. Polskie jabłka smakują doskonale i nie ma powodu kupować importowanych. Polskie sery rzemieślnicze mogą dorównywać europejskim odpowiednikom i warto po nie sięgać, nawet jeśli są nieco droższe. Polskie kosmetyki, polskie oprogramowanie, polska odzież, polskie usługi finansowe. Wszystkie te kategorie mają świetnych krajowych dostawców, których warto wspierać.

Jak rozpoznać polskie produkty? Praktyczny poradnik

Skoro wiemy już, dlaczego warto kupować polskie, czas powiedzieć, jak to robić.

Kod kreskowy zaczyna się od 590 - to podstawowy sygnał, że mamy do czynienia z polskim producentem zarejestrowanym w Polsce. Nie gwarantuje produkcji w Polsce, ale to dobry punkt startowy.

Informacja na etykiecie „Wyprodukowano w Polsce" - to prawnie wiążące stwierdzenie. Jeśli jest na opakowaniu, produkt został wytworzony w Polsce (choć niekoniecznie przez polską firmę).

Aplikacje i strony pomocowe - na rynku dostępne są aplikacje mobilne (np. Pola), które po zeskanowaniu kodu kreskowego mówią ci, czy produkt jest polski. Warto również skorzystać z naszej autorskiej Listy Polskich Firm, w której prezentujemy kilkaset największych i najpopularniejszych firm z polskim kapitałem.

Lokalność - produkty z lokalnych targowisk, od lokalnych producentów, z regionalnych mleczarni czy piekarni to niemal zawsze bezpieczny wybór. Tu nie ma wątpliwości co do polskości.

Research przed zakupem - przy droższych produktach (meble, sprzęt AGD, elektronika, odzież) warto poświęcić chwilę na sprawdzenie, kto jest właścicielem marki i gdzie odbywa się produkcja.

Polskość jako przewaga konkurencyjna

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym warto wspomnieć. Polskie firmy, które produkują w Polsce i zatrudniają polskich pracowników, budują coś więcej niż tylko zysk. Budują know-how, kompetencje i tożsamość przemysłową kraju.

Gdy fabryka stoi w Polsce przez dekady, kształcone są kolejne pokolenia inżynierów, technologów i menedżerów. Budowane są sieci dostawców i podwykonawców. Tworzone są lokalne ekosystemy biznesowe. To jest kapitał, którego nie da się łatwo odtworzyć, jeśli raz się go straci przez przeniesienie produkcji za granicę.

Dlatego zakupy polskich produktów to nie tylko kwestia patriotyzmu. To inwestycja w długofalową zdolność Polski do prowadzenia zaawansowanej produkcji, do tworzenia dobrze płatnych miejsc pracy i do budowania własnych, silnych marek na rynku globalnym.

Podsumowanie: twój zakup to twój głos

Każdego dnia Polacy dokonują dziesiątek milionów decyzji zakupowych. Każda z nich to głos w sprawie tego, jak wygląda polska gospodarka za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat.

Analiza Grant Thornton opublikowana w raporcie „Wybieram 590" (dostępnym na grantthornton.pl) daje nam konkretne liczby: 79 groszy zostaje w Polsce z każdej złotówki wydanej na produkt polskiej firmy wytwarzany w Polsce, kontra 25 groszy w przypadku produktu zagranicznego. Zmiana nawyków zakupowych o zaledwie 1 procent oznacza ponad 6,6 miliarda złotych więcej w polskiej gospodarce każdego roku.

Nie chodzi o to, żeby zostać zakupowym misjonarzem i dręczyć rodzinę przy każdym wspólnym posiłku. Chodzi o to, żeby zacząć zwracać uwagę. Żeby przy podobnej jakości i podobnej cenie częściej sięgać po produkt, który utrzymuje polskie miejsca pracy, finansuje polskie szkoły i szpitale, i buduje polską siłę gospodarczą.

Następnym razem, gdy staniesz przy tej półce chłodniczej z jogurtem w każdej ręce, już wiesz, co zrobić z tą informacją.



Źródła: Raport Grant Thornton „Dokąd trafiają pieniądze, które wydajemy w sklepach?" przygotowany w ramach kampanii „Wybieram 590", dostępny na grantthornton.pl oraz pod adresem grantthornton.pl/wp-content/uploads/2019/10/Wybieram-590-RAPORT-v2-luty-2020.pdf


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz